6 lut 2016

Od Atramentowego Serca

Uważnie obserwowałem dwójkę kotów, która śmiała się beztrosko. Jakby było coś zabawnego w uciekającym zającu. Bez namysłu skoczyłem na rudego kocura, który zdziwiony łatwo dał się zwalić z nóg. Drapnąłem go w pysk i odskoczyłem. W samą porę, bo jego czarna towarzyszka rzuciła się na mnie w tym samym momencie, kiedy ja odskoczyłem. Wylądowała na brzuchu tamtego i koty zaczęły walczyć ze sobą, nie wiedząc nawet z kim. Usiadłem parę długości lisa dalej, i obserwowałem tę piękną chwilę. Koty odskoczyły od siebie, a kiedy zauważyły, że walczyły same ze sobą, w powietrzy zawisł zapach strachu i podenerwowania. Niewiele myśląc wybuchnąłem śmiechem, a wtedy czarna odezwała się:
- Takie to zabawne, co?!
- Takie, jak śmianie się z uciekającego jedzenia! - wykrztusiłem.
- Płomienisty, znasz go? - syknęła czarna kotka.
Kocur pokręcił przecząco głową. Uśmiechnąłem się do nich.


Ktoś? Przepraszam za długość ;-;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz