Uważnie obserwowałem dwójkę kotów, która śmiała się
beztrosko. Jakby było coś zabawnego w uciekającym zającu. Bez namysłu skoczyłem
na rudego kocura, który zdziwiony łatwo dał się zwalić z nóg. Drapnąłem go w
pysk i odskoczyłem. W samą porę, bo jego czarna towarzyszka rzuciła się na mnie
w tym samym momencie, kiedy ja odskoczyłem. Wylądowała na brzuchu tamtego i
koty zaczęły walczyć ze sobą, nie wiedząc nawet z kim. Usiadłem parę długości
lisa dalej, i obserwowałem tę piękną chwilę. Koty odskoczyły od siebie, a kiedy
zauważyły, że walczyły same ze sobą, w powietrzy zawisł zapach strachu i
podenerwowania. Niewiele myśląc wybuchnąłem śmiechem, a wtedy czarna odezwała
się:
- Takie to zabawne, co?!
- Takie, jak śmianie się z uciekającego jedzenia! -
wykrztusiłem.
- Płomienisty, znasz go? - syknęła czarna kotka.
Kocur pokręcił przecząco głową. Uśmiechnąłem się do nich.
Ktoś? Przepraszam za długość ;-;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz