- Co się stało? - Spytałam.
- Oni nie chcą się ze mną podzielić ze zwłokami! - Powiedziała prawie bliska płaczu.
- Cóż.. Może te zwłoki jeszcze żyły? - Spytałam na co mała na chwilę się zadumała. - Idź się pobawić, a ja sprawdzę czemu oni są tacy samolubni, dobrze?
- Dobrze! - Odpowiedziała już bardziej rozchmurzona kotka i biegiem pobiegła do Wiewiórczej i Błękitnego, którzy akurat szpiegowali Wróblego, który masował rozbolały nos, gdyż za bardzo się zbliżył do Sowiego Juniora i dostał od niego pazurem. A wracając do terminatorów... Uważam, że z nich byłaby cudowna para! Tylko są z innych Klanów... Cóż... Jeśli będzie trzeba, namówię, żeby Wiewiórcza przeszła do Klanu Świtu.. Miłość na pierwszym miejscu, lojalność wobec Klanu na drugim. A zresztą... Na razie i tak wszystkie cztery Klany śpią, żyją, polują razem... Po chwili weszłam do wejścia, gdzie akurat leżały prawdopodobnie zwłoki.
- Witajcie.. - Miauknęłam na powitanie. - Co z zwłokami? To znaczy... - Starałam się jak najszybciej poprawić. - Z.... ?
- Sowim? - Spytał Czerwony Liść. - Przed chwilą o mało co nie zaprowadził mnie o zawał, ale żyję. Śpi. - Mruknął po chwili patrząc na chrapiącego chorego. Ten machał wszystkimi kończynami i chyba kogoś.... Gonił?
- Wróbli oddawaj ten pniak! Teraz ja muszę dobić tego myszo - kota! - Miauczał przez sen Sowi. Nagle odwrócił się na brzuch i zaczął pływać żabką na sucho po całej jaskini.... - Ratunku! Tonę w różowym błocie! Toż to bita śmietana! - Krzyczał jak opętany i po chwili zaczął gryźć ogon Zastępczyni Klanu Świtu. Ciemna krzyknęła i schowała się za Kruczą. Sowi w tym czasie zaczął lizać ziemię.
- Przybyłem, zobaczyłem... I nie wierzę własnym oczom. - Powiedział zdumiony Płomienny. Niektóre koty wybuchnęły śmiechem. Chory w tym czasie wpadł na moją nogę.
- Mama? - Miauknął jak mały kociak który pragnie miłości od własnej rodzicielki.
- Eee... Tak, synku. I mamusia każe ci.... Iść spać. - Powiedziałam jak prawdziwa matka ni to karcąco, ni to radośnie. Sowi od razu złapał haczyk i coś tam nadal mamrocząc, wrócił na posłanie. - Reszcie radziłabym wyjść. Wiecie... Zaczniecie jeszcze zarażać inne koty... - Szepnęłam do reszty. W czasie kiedy wszyscy zaczęli się rozchodzić Wiewiórcza wpadła do jaskini przy okazji zwalając z nóg przywódcę Klanu Świtu.
- WRÓBLI! ON JE...! - Moja córka nie dokończyła gdyż zatkałam jej pyszczek swoją łapą.
- Śśśśśś.. - Syknęła i wskazałam głową na nadal mamroczącego Sowiego. - Czerwony Liściu? Zajmij się chorym, a ja sprawdzę co się stało z Wróblim Płomieniem. - Rzekłam do młodego medyka i już po chwili szłam za Wiewiórczą w kierunku Płaczącej Wierzby. - A więc? Co mu się stało? Spytałam córki w trakcie.
- Cóż... Tak z grubsza zachowuje się jakby połknął rybę w całości i jakby się dusi... Chociaż niczego nie połknął, sprawdzałam to! - Rzekła Wiewiórcza i po chwili przyśpieszyła tempo, gdyż zauważa sylwetkę swojego brata. Ja również zwiększyłam tempo i już po chwili stałam nad nim ze zmartwioną miną. Z Wróblim Płomieniem nie było dobrze. Mamrotał coś tam o kociakach i odpowiedzialności oraz machał łapami w powietrzu i z trudem łapał oddech.
- On ma zielony kaszel! - Krzyknęłam po chwili. - Musimy go przetransportować do jaskini! - Krzyknęłam, gdyż w takcie większość kotów podeszła i teraz patrzyła zaniepokojona na chorego. - Epidemia zielonego kaszlu zaczęła się! Wszystkie koty niech nie podchodzą do chorych, ani do kociaków. Matki niech nie spuszczają kociąt z oczu ani na sekundę. - Powiedziałam.
- Dobrze, ale i tak prawdopodobnie niektórzy z nas się rozchorują. Czy macie odpowiednie zioła? - Spytała Złocista Gwiazda.
- W głąb jaskini, trochę dalej niż Płacząca Wierzba, znalazłam kocimiętkę i parę innych potrzebnych ziół. Jeszcze dzisiaj wezmę ich tyle ile dam radę i razem z Czerwonym Liściem postaramy się jak najszybciej wyleczyć chorych. - Odpowiedziałam kalkulując ile jest tych ziół.
- Na wszelki wypadek powinnaś wziąć ze sobą jeszcze jednego kota, jakbyś miała.. Niespodziewane spotkanie. - Powiedział Cicha Gwiazda akcentując ostatnie dwa słowa. Wszyscy jeszcze pamiętają Krystaliczną i jej zemstę...
- Wezmę ze sobą Płomienną Gwiazdę. - Powiedziałam.
- Czemu mnie?! - Spytał niezbyt zadowolony z tego nadal jeszcze poturbowany przywódca Klanu Świtu.
- Gdyż tylko ty... - Nie wiedziałam czemu on.. Akurat on pierwszy mi się rzucił w oczy. - .... Nie masz nic wielkiego do roboty. - Mruknęłam.
- NO PRZEPRASZAM! JA TEŻ TUTAJ JESTEM PRZYWÓDCĄ! - Krzyknął niezbyt zadowolony z tego Płomienna Gwiazda.
- Ale ty jesteś jednym z najdzielniejszych.... - Jasna Paproć zaczęła chwalić zalety kocura.
- I jednych z silnych..... - Poparła Złocista. - Ale nie najsilniejszych... - Szepnęła tak, że Płomienny tego nie usłyszał.
- Kocurów! - Dopowiedziała Wiewiórcza klepiąc swojego brata po czole. Ten po chwili obudził się, wstał i zaczął mówić.
- Ale nie jesteś najinteligentniejszy, dlatego ty idziesz na tą wyprawę. - Mruknął grobowym głosem bez jakiegokolwiek wyrazu pyszczka. Wszyscy popatrzyli jakby był duchem. Po chwili Wróbli zemdlał i padł jak nieżywy na ziemię. Dymna zaczęła krzyczeć.
- Zwłoki! Jedzenie! - Krzyknęła i z wysuniętym językiem biegła w stronę mojego syna. Nagle Wróbli podniósł głowę i spytał.
- Czerwonopręga, jak ty wychowałaś własną córkę, że stała się kanibalem? - Spytał i popatrzył bez żadnego wyrazu pyszczka na Dymną. Ta zatrzymał się parę centymetrów od niego i wrzasnęła.
- Zwłoki żyją! Jak mam cię zjeść? - Spytała przekręcając lekko główkę. Czerwonopręga wstała i wzięła za skórę na szyi swoją córkę. - Mamo! Właśnie chciałam zjeść te zwłoki! - Krzyknęła z pretensją na swoją rodzicielkę.
- A potem rozbolałby by cię brzuch, gdyż jestem ciężko strawny. - Mruknął chory i po chwili znowu zemdlał.
- MOŻEMY W KOŃCU PRZENIEŚĆ MOJEGO BRATA?! CZY MA ROBIĆ ZA POŚMIEWISKO, KTÓRYM I TAK JUŻ JEST?! - Spytała powoli tracąc nad sobą panowanie Wiewiórcza.
- Popieram ją. Co jak co, chory powinien leżeć w spokoju i ciszy. - Odezwał się Dębowa Dusza uśmiechając się lekko.
- Ciernisty oraz Jastrzębi pomogą mu dojść do jaskini. Wietrzna Paproć oraz Płomienny, wy przygotujcie się do wędrówki. - Zaczęła wydawać rozkazy Złocista. Nagle mój syn obudził się, wstał i zaczął iść w kierunku jaskini.
- Sam sobie poradzę. - Mruknął Wróbli Płomień i po chwili wpadł na płaczącą wierzbę. - Pardon najmocniej.... - Ciernisty oraz Jastrzębi zaczęli nim manipulować i pomagać, żeby przypadkiem nie wpadł na którąś ze ścian. Wszystkie koty zaczęły się rozchodzić. Podeszłam do Płomiennej Gwiazdy.
- Najlepiej jak teraz wyruszymy do tego miejsca Płomienna Gwiazdo. - Powiedziałam i czekałam na odpowiedź przywódcy Klan Świtu.
Płomienna Gwiazdo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz