- Zwłoki! - Krzyknął jakiś kociak. Chyba Dymna.... Po chwili wgryzła mi się w.... Łapę.
- AAAAAAAAAAAAAAAAA! BOLI! KOCIAK MORDERCA! JAKI NIEOKRZESANY KOCIAK! CZEMU JA SIĘ CZUJĘ, JAKBYM MIAŁ WIĘKSZY ILORAZ INTELIGENCJI?! - Krzyknąłem unosząc łapy do góry i pytającym wzrokiem popatrzyłam na kociaka, który teraz gryzł mi ucho.
- Wróbli chyba jeszcze do końca nie jest Wróblim... - Powiedziała Słoneczna patrząc tymi mokrymi oczami.
- Możliwe, że do końca jeszcze nie wyzdrowiał.... - Powiedziała moja mama, pojawiając się znikąd.
- AAAAAAAAAAAAA! - Krzyknąłem i schowałem się za Cichym.
- Wiecie co? Normalny Wróbli nie pozwoliłby podejść Dymnej do siebie, a tutaj Dymna nadal zjada mu nogę. - Powiedziała Wiewiórcza mając na łapie liście, patyki.... Ciekawe po co jej to? Podniosłem delikatnie tylą łapę, rzeczywiście, gryzła. Po chwili poczułem, jakby coś mi kazało mi ją rzucić.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! - I rzuciłem ją. Poleciała prosto na Zamglonego. Strzał w dziesiątkę!
- Wróbli do końca wrócił! - Rzekła ta ruda egoistka.
Ktoś? c: xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz