8 wrz 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Od dawna nie było takiej burzy. Nagle zobaczyłem jak Złocista znika gdzieś pod wodą, kiedy wielka fala uderzyła w skałę. Wszystkie koty na dole zaczęły się ratować. Zacząłem się powoli ześlizgiwać. Wody było coraz więcej. Mocno wbiłem pazury w kamień, ale dalej powoli zaczynałem spadać. Nie ma się czego bać. Usłyszałem głos. Puść się. Po chwili moje tylne łapy już zwisały, a ogon co chwilę maczał się w wodzie. No dalej, nie ma po co się trzymać, bo i tak spadniesz... Ześlizgnąłem się całkowicie, razem z kilkoma kamieniami spadłem do wody. Nagle wszystko ucichło. Wyglądało to podobnie jak w moim śnie. Prawie nie słyszałem już burzy, tylko koty próbujące nie utonąć. To była powódź o której mówiła Złocista. To jest bardzo podobne do snu, ale wiedziałem, że nikt po mnie nie wskoczy. Albo poradzę sobie sam, albo zginę. Nie potrafię pływać za dobrze, ale udało mi się wynurzyć. Wziąłem głęboki oddech, po czym nagle znów znalazłem się pod wodą. Przez moment jakby nie mogłem się ruszać. Bolały mnie łapy. Ponownie się wynurzyłem. Zobaczyłem jak Cichy gdzieś pędzi przez wodę. Odwróciłem się nagle. Wszystkie matki starały się utrzymywać nad wodą kocięta, co na pewno było trudne. A teraz śpij, Płomienna Gwiazdo... Przecież nie będę spał w takiej chwili! Chociaż bym odpoczął... Ale nie! Dalej próbowałem nie utonąć. To nie miało sensu. Nie dam rady. Znów byłem pod wodą i nie miałem chwili, żeby wypłynąć. Nagle zacząłem słyszeć szepty. Będę z tobą... Na zawsze będę cię chronił w Gwiezdnym Klanie. To były słowa mojego wujka. Wtedy, kiedy byłem mały i poświęcił za mnie życie. Poczułem dodatkową siłę. Jakby ktoś pomógł mi wypłynąć w górę. Udało mi się dopłynąć w miejsce, gdzie było mniej wody. Wspiąłem się resztkami sił na drzewo i położyłem się na gałęzi. Zakaszlałem i nie zwracałem nawet uwagi na to, że jest burza i piorun może uderzyć nawet we mnie. Zrobiło mi się zimno, łapy mnie bolały. Ale... Żyję. Przeżyłem. Prawie wszystkie koty już się uratowały i też były na drzewach. Matki z kociętami były razem. Nie rozdzieliły się z potomstwem.
- Płomienna... Gwiazdo... - usłyszałem przed sobą głos.
Popatrzyłem tam. Nade mną stał Błękitna Łapa.
- Czy wszystko w porządku? - zapytał, dysząc.
Najwyraźniej też ledwo przetrwał. Skinąłem lekko łebkiem, bo nie miałem siły. Tak naprawdę nie było w porządku. Było źle. Czułem, jakbym umierał z wyczerpania. Zamknąłem oczy.
- Złocista Gwiazdo! - nagle usłyszałem krzyk.
Otworzyłem oczy. Moja siostra leżała w połowy zanurzona, a Czerwony Liść najwyraźniej wyciągnął ją z wody. Chciałem do niej podbiec, ale chyba mi coś nie wyszło, bo już prawie wstałem, ale nagle znalazłem się na ziemi, rozchlapałem wodę na boki.
- O nie! - Błękitna Łapa zeskoczył na ziemię obok mnie.
Teraz już wie, że nie jest w porządku.
- Pomogę ci wstać, Płomienna Gwiazdo... - powiedział i tak zrobił.
Podszedłem do przywódczyni Klanu Dnia. Oddychała, ale nie otwierała oczu. Popatrzyłem na medyka. On przyglądał jej się.
Po chwili otworzyła oczy...

Ktoś? c:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz