- Płomienny, zaczekaj. –
powiedział, a ja się zatrzymałem. – Idę z tobą.
Po południu byliśmy przed jaskinią. Zaczęliśmy węszyć w
środku, ale zapachy kotów były słabe. Poszli sobie. Ruszyliśmy dalej za ich
zapachem, gdzieś w góry. Wieczorem musieliśmy się już wdrapywać na duże skały.
Kilka razy spadliśmy, ale dalej się nie poddawaliśmy. Ale w końcu zrobiło się
już ciemno i zatrzymaliśmy się we wgłębieniu w skale.
- Tak właściwie... kim była wasza matka? – zapytałem.
- Była miłą samotniczką. Zawsze wszystkim pomagała. Nauczyła
nas walki, polowania i trochę leczenia ran. Ale pewnego dnia odeszła... Ja
dałem jakoś radę, ale Kruczej nie było łatwo. Nie dziwię jej się, że odeszła z
‘’naszym ojcem’’. Zawsze się zastanawiała, czy on jeszcze żyje i jaki jest. A
ty jakich miałeś albo masz rodziców? – popatrzył na mnie.
- Miałem. Miałem matkę i ojca. Kryształowe Serce, zginęła na
grzmiącej ścieżce, a mój ojciec zabity przez borsuka. Ale nie znałem go za
dobrze. To mój, jak to mówił, wujek, był dla mnie jak ojciec. Miał na imię
Deszczowy. Samotnik. Nauczył mnie jak polować i walczyć. Moje rodzeństwo i
rodzina go nie znali. Któregoś dnia zaatakowały nas psy... On kazał mi uciekać,
więc to zrobiłem. Ukryłem się i wróciłem rano tam, gdzie ostatnio go widziałem.
Był tam, ale... Nie ruszał się. Pierwszy raz widziałem wtedy coś takiego. Nie
powiedziałem rodzeństwu, czemu płaczę, kiedy wróciłem. Jesteś pierwszym, który
się o tym dowiedział.
- To się rozumiemy. I wiesz co? Jesteś nawet w porządku.
Rano zapolowaliśmy, zjedliśmy i ruszyliśmy dalej. Wiatr wiał
tak bardzo, że każdy przewrócił się co najmniej dziesięć razy. Ale wreszcie
zapach kotów stał się bardzo silny i zobaczyliśmy ich... Przy skale, na której
staliśmy. Nie widzieli nas. A wśród nich, rozmawiała ze swoim ‘’tatą’’ Krucza.
- Co robimy? – zapytałem.
- Kiedy trochę się oddali od reszty, podejdziemy do niej. –
postanowił.
Skinąłem łebkiem. Minęła chwila, a Krucza odeszła kawałek od
grupy, żeby napić się z jeziora, które było obok. Zeszliśmy ze skały i
podeszliśmy do niej. Na szczęście wrogowie nas nie zauważyli.
- Krucza. – Ciernisty stanął obok niej, a ja tuż za nim.
- Ciernisty? -
zapytała zdziwiona, a kiedy zobaczyła jeszcze mnie była wręcz zdumiona. –
Płomienny? Co wy tu robicie?
- Przyszliśmy zabrać cię z powrotem. – powiedziałem.
- Ja... Chciałabym iść z wami, ale... – westchnęła, ale
nagle wpadła na jakiś pomysł. – Wiecie, mogę poprosić Czerwoną Gwiazdę, żeby
was przyjął!
- Co? – wtedy to ja się zdziwiłem. – Nie zostawię klanów!
Ale nie zostawię też ciebie. Chodź z nami, Krucza.
- Ja nie mogę... Bo... – zaczęła, ale przerwało jej głośne
syczenie. Ten wielki kocur, ‘’tata’’ Ciernistego i Kruczej, stał za nią.
Wysunął pazury i skoczył na Ciernistego. Ja go zrzuciłem z kocura i zacząłem
drapać. Do walki dołączyły też inne koty. Kątem oka zobaczyłem, że Krucza ich
zaatakowała. Więc jednak jest z nami! Nagle wielki kocur złapał mnie za kark i
rzucił mną w stronę urwiska. Prawie spadłem, ale wbiłem mocno pazury w ziemię i
zawisnąłem nad małą przepaścią. Kocur podszedł do mnie i stanął nade mną.
Położył przednią łapę na mojej głowie i wiedziałem, że zaraz mnie zrzuci.
- Niepotrzebnie tu przyszliście. Wkrótce do czterech klanów
dotrze wiadomość, że mają trzech przywódców. Ale przyznaj, wiesz, że nie będą
tęsknić. – syknął, po czym odepchnął mnie do tyłu. Spadałem. Zamknąłem oczy,
nie chciałem na to patrzeć. Kiedy spadłem na ziemię pełną kamieni poczułem ból,
ale nie słyszałem pękających kości. Przynajmniej tyle. Nagle jednak, kiedy
otworzyłem oczy, zobaczyłem, że ziemi wokół mnie pęka. Zapadam się! Nagle znowu
spadłem. Tym razem trwało to krócej. Znów otworzyłem oczy. Wokół było ciemno,
światło wpadało tylko przez dziurę przez którą tutaj spadłem. Powoli się
podniosłem. Wszystko mnie bolało. Podszedłem do ‘’ściany’’ z ziemi i kamieni.
Zacząłem w niej kopać. Po chwili zobaczyłem, że przez wykopaną dziurę wpada
światło. Kopałem dalej. Wreszcie udało mi się wyjść. Tam już chciałem biec by
pomóc Ciernistemu i Kruczej, ale oni już stali przede mną.
- Co...
- Uciekliśmy im. – powiedział Ciernisty.
- Przepraszam, że odeszłam. Ja po prostu... tak bardzo
chciałam poznać swojego ojca, że... zapomniałam o tym, że od was odchodzę. –
powiedziała Krucza.
- Tak bardzo tęskniłem... – podszedłem do niej, a nasze nosy
się zetknęły.
- Ja też...
- Możecie przestać? Jestem uczulony na takie sceny. –
mruknął Ciernisty.
Otworzyliśmy oczy i zorientowaliśmy, że jesteśmy zbyt blisko.
W tym samym momencie odskoczyliśmy z krzykiem. Ale po chwili zaczęliśmy się
śmiać.
Podbiegliśmy do niego i
zaczęliśmy wracać. Prawie cali i zdrowi.
***
Minął kolejny dzień, a my dalej wędrowaliśmy. Byliśmy nawet
już dosyć blisko jaskini.
- Tak się cieszę, tak się bardzo cieszę, że wreszcie się
pogodziliście! – mówiła Krucza.
- Kiedy się pogodziliśmy? – zapytał Ciernisty.
- Nie wiem, ale przecież przeszliście całą tę drogę bez
walki!
- Ale właśnie ta droga rozpoczęła się od naszej walki. –
powiedział.
Krucza już chciała coś odpowiedzieć, ale wszyscy stanęliśmy,
bo przed nami znajdowała się wielka jaskinia. Ale nie była nasza. Wymieniliśmy
spojrzenia. Weszliśmy do środka. Było pusto. Nagle jednak jakaś sylwetka kota
szybko przebiegła przed nami.
- Co... – zaczęła Krucza, ale nagle nieznajomy zatrzymał się
tuż przed nią. Zamilkliśmy.
To jasnoszare futro i błękitne oczy... Tak je znaliśmy, tak
bardzo ich nienawidziliśmy.
- Krystaliczna...? – szepnąłem.
- Co? – odezwała się nagle kotka. – Więc znacie
Krystaliczną?
Znowu wymieniliśmy spojrzenia.
- To moja siostra! – powiedziała kotka i uśmiechnęła się.
- Jest niepokojąco podobna do Krystalicznej, ale Krystaliczna
się tak nie uśmiecha. – szepnął do nas Ciernisty. – Nie ufam jej i tak.
- Spokojnie, jestem niegroźna! – wykrzyknęła nagle,
niezwykle szybko znajdując się tuż obok nas, tak, że aż odskoczyliśmy.
Zaśmiała się.
- Jesteście u mnie mile
widziani. – powiedziała po chwili, liżąc przednią łapkę.
- Nie zostaniemy. Musimy iść
dalej. – odpowiedział Ciernisty nawet bez podziękowania za zaproszenie.
Odwrócił się i już miał wyjść z jaskini, ale zatrzymał go krzyk:
- NIGDZIE NIE PÓJDZIECIE! – w
wejściu do jaskini stał ojciec Kruczej i Ciernistego. Co się tutaj dzieje? W
jednym momencie jasnoszara rzuciła się na Kruczą i dwie kotki poturlały się po
ziemi. Ciernisty wysunął pazury i skoczył na ciemnoszarego, swojego ojca.
- Obiecałam jej, że jeśli jej
się nie uda was zniszczyć, ja to zrobię. – zasyczała kotka i znów skoczyła na
Kruczą. Ciernisty i jego ojciec wpadli na mnie nagle. Ugryzłem ciemnoszarego,
podczas gdy on gryzł Ciernistego. Wreszcie kocur się poddał. Razem z jasnoszarą
uciekli z jaskini. Odetchnęliśmy z ulgą. Ale nagle zobaczyłem po drugiej
stronie jaskini ciemne, pobrudzone krwią futro. Podbiegłem tam, a Ciernisty tuż
za mną. Na ziemi leżał prawdopodobnie nieżywy kot. Stanąłem w bezruchu,
przerażony. Była to Krucza.
- Siostro, obudź się! – krzyknął
Ciernisty, trącając ją lekko nosem. Teraz nie wyglądał jak dawniej. Nie był
silnym, wielkim kotem, tylko bezsilnym kocurem, który próbuje pomóc siostrze. –
Proszę...
Ja dalej stałem nieruchomo,
patrząc na zakrwawione ciało. Dopiero po chwili usiadłem obok i próbowałem ją
obudzić. Mówiliśmy do niej żeby wstała dłuższą chwilę, ale nie reagowała. Nagle
jednak otworzyła oczy.
- Krucza! – wykrzyknęliśmy
prawie równocześnie.
Ona jednak nie odzywała się.
- Krucza, chodź, wracajmy do
domu. Jesteś już bezpieczna. – powiedział Ciernisty, liżąc ją za uchem.
Nie było jednak mowy, żeby sama
wstała, więc jej brat ją opatrzył, po czym wziął na grzbiet i ruszyliśmy dalej
w stronę jaskini. Był już wieczór.
***
Zatrzymaliśmy się na noc pod
dużym drzewem, gdzie prawie nie padał śnieg. Krucza po chwili się obudziła i
zjadła mysz, którą wcześniej upolował Ciernisty. Na szczęście już czuła się
lepiej. Rano znów wyruszyliśmy. Dotarliśmy do jaskini po południu. Wyczerpani,
nie zastanawiając się nad reakcją kotów, usiedliśmy w jaskini.
Ktoś? xD