30 gru 2015

Od Cichej Gwiazdy

- Płomyk, Ciernisty, Krucza, żądam wyjaśnień. - Syknąłem podchodząc do trójki kotów w jaskini. - Słucham. Co się stało?
Wyglądali na zmęczonych, ale i tak chciałem z nimi o tym porozmawiać. Stali tak chwilę, ale w końcu odezwał się Płomienny:



UGGGGGHHHH WENUS DO DUPUS! Q A Q Płomyk, ratuj Q A Q

25 gru 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

- Krucza... – powiedziałem wreszcie, odwracając się w stronę brata. – Krucza odeszła do wrogów.
***
Był bardzo wczesny ranek. Wstałem i wyszedłem z jaskini. Wszyscy spali. Zauważyłem, że śnieg zaczął topnieć. Odwróciłem się jeszcze raz w stronę wszystkich śpiących kotów.
- Przepraszam... – powiedziałem cicho, po czym pobiegłem w las. W stronę gór, czyli tam, gdzie była tamta jaskinia wrogów. Nie zdziwiłbym się, gdyby teraz byli gdzie indziej, ale będę ich szukał. Nieważne, gdzie poszli. Wskoczyłem na skałę i popatrzyłem na bok. Było już południe, a ja byłem dosyć wysoko i daleko od jaskini. Zmęczyłem się, więc usiadłem. Nagle jednak coś na mnie skoczyło. Zostałem przygnieciony, ale szybko zrzuciłem z siebie atakującego, który sturlał się ze skały. Wstałem i popatrzyłem na niego. Był to Ciernisty.
- Co tutaj robisz? – warknął.
- Chciałem zapytać o to samo ciebie. – syknąłem.
- Obudziłem się i zobaczyłem, że wychodzisz. Więc śledziłem ciebie aż tutaj. – usiadł. – A ty?
- Idę znaleźć Kruczą. – mruknąłem.
- To nie ma sensu. Ona wybrała, żeby z nimi iść. Tylko cię zabiją. Wracaj do jaskini.
- Nie mów mi co mam robić. – zasyczałem.
Odwróciłem się i zacząłem odchodzić.
- Płomienny, zaczekaj. – powiedział, a ja się zatrzymałem. – Idę z tobą.
***
Po południu byliśmy przed jaskinią. Zaczęliśmy węszyć w środku, ale zapachy kotów były słabe. Poszli sobie. Ruszyliśmy dalej za ich zapachem, gdzieś w góry. Wieczorem musieliśmy się już wdrapywać na duże skały. Kilka razy spadliśmy, ale dalej się nie poddawaliśmy. Ale w końcu zrobiło się już ciemno i zatrzymaliśmy się we wgłębieniu w skale.
- Tak właściwie... kim była wasza matka? – zapytałem.
- Była miłą samotniczką. Zawsze wszystkim pomagała. Nauczyła nas walki, polowania i trochę leczenia ran. Ale pewnego dnia odeszła... Ja dałem jakoś radę, ale Kruczej nie było łatwo. Nie dziwię jej się, że odeszła z ‘’naszym ojcem’’. Zawsze się zastanawiała, czy on jeszcze żyje i jaki jest. A ty jakich miałeś albo masz rodziców? – popatrzył na mnie.
- Miałem. Miałem matkę i ojca. Kryształowe Serce, zginęła na grzmiącej ścieżce, a mój ojciec zabity przez borsuka. Ale nie znałem go za dobrze. To mój, jak to mówił, wujek, był dla mnie jak ojciec. Miał na imię Deszczowy. Samotnik. Nauczył mnie jak polować i walczyć. Moje rodzeństwo i rodzina go nie znali. Któregoś dnia zaatakowały nas psy... On kazał mi uciekać, więc to zrobiłem. Ukryłem się i wróciłem rano tam, gdzie ostatnio go widziałem. Był tam, ale... Nie ruszał się. Pierwszy raz widziałem wtedy coś takiego. Nie powiedziałem rodzeństwu, czemu płaczę, kiedy wróciłem. Jesteś pierwszym, który się o tym dowiedział.
- To się rozumiemy. I wiesz co? Jesteś nawet w porządku.
- Dzięki, ty też.
***
Rano zapolowaliśmy, zjedliśmy i ruszyliśmy dalej. Wiatr wiał tak bardzo, że każdy przewrócił się co najmniej dziesięć razy. Ale wreszcie zapach kotów stał się bardzo silny i zobaczyliśmy ich... Przy skale, na której staliśmy. Nie widzieli nas. A wśród nich, rozmawiała ze swoim ‘’tatą’’ Krucza.
- Co robimy? – zapytałem.
- Kiedy trochę się oddali od reszty, podejdziemy do niej. – postanowił.
Skinąłem łebkiem. Minęła chwila, a Krucza odeszła kawałek od grupy, żeby napić się z jeziora, które było obok. Zeszliśmy ze skały i podeszliśmy do niej. Na szczęście wrogowie nas nie zauważyli.
- Krucza. – Ciernisty stanął obok niej, a ja tuż za nim.
- Ciernisty?  - zapytała zdziwiona, a kiedy zobaczyła jeszcze mnie była wręcz zdumiona. – Płomienny? Co wy tu robicie?
- Przyszliśmy zabrać cię z powrotem. – powiedziałem.
- Ja... Chciałabym iść z wami, ale... – westchnęła, ale nagle wpadła na jakiś pomysł. – Wiecie, mogę poprosić Czerwoną Gwiazdę, żeby was przyjął!
- Co? – wtedy to ja się zdziwiłem. – Nie zostawię klanów! Ale nie zostawię też ciebie. Chodź z nami, Krucza.
- Ja nie mogę... Bo... – zaczęła, ale przerwało jej głośne syczenie. Ten wielki kocur, ‘’tata’’ Ciernistego i Kruczej, stał za nią. Wysunął pazury i skoczył na Ciernistego. Ja go zrzuciłem z kocura i zacząłem drapać. Do walki dołączyły też inne koty. Kątem oka zobaczyłem, że Krucza ich zaatakowała. Więc jednak jest z nami! Nagle wielki kocur złapał mnie za kark i rzucił mną w stronę urwiska. Prawie spadłem, ale wbiłem mocno pazury w ziemię i zawisnąłem nad małą przepaścią. Kocur podszedł do mnie i stanął nade mną. Położył przednią łapę na mojej głowie i wiedziałem, że zaraz mnie zrzuci.
- Niepotrzebnie tu przyszliście. Wkrótce do czterech klanów dotrze wiadomość, że mają trzech przywódców. Ale przyznaj, wiesz, że nie będą tęsknić. – syknął, po czym odepchnął mnie do tyłu. Spadałem. Zamknąłem oczy, nie chciałem na to patrzeć. Kiedy spadłem na ziemię pełną kamieni poczułem ból, ale nie słyszałem pękających kości. Przynajmniej tyle. Nagle jednak, kiedy otworzyłem oczy, zobaczyłem, że ziemi wokół mnie pęka. Zapadam się! Nagle znowu spadłem. Tym razem trwało to krócej. Znów otworzyłem oczy. Wokół było ciemno, światło wpadało tylko przez dziurę przez którą tutaj spadłem. Powoli się podniosłem. Wszystko mnie bolało. Podszedłem do ‘’ściany’’ z ziemi i kamieni. Zacząłem w niej kopać. Po chwili zobaczyłem, że przez wykopaną dziurę wpada światło. Kopałem dalej. Wreszcie udało mi się wyjść. Tam już chciałem biec by pomóc Ciernistemu i Kruczej, ale oni już stali przede mną.
- Co...
- Uciekliśmy im. – powiedział Ciernisty.
- Przepraszam, że odeszłam. Ja po prostu... tak bardzo chciałam poznać swojego ojca, że... zapomniałam o tym, że od was odchodzę. – powiedziała Krucza.
- Tak bardzo tęskniłem... – podszedłem do niej, a nasze nosy się zetknęły.
- Ja też...
- Możecie przestać? Jestem uczulony na takie sceny. – mruknął Ciernisty.
Otworzyliśmy oczy i zorientowaliśmy, że jesteśmy zbyt blisko. W tym samym momencie odskoczyliśmy z krzykiem. Ale po chwili zaczęliśmy się śmiać.
Podbiegliśmy do niego i zaczęliśmy wracać. Prawie cali i zdrowi.
***
Minął kolejny dzień, a my dalej wędrowaliśmy. Byliśmy nawet już dosyć blisko jaskini.
- Tak się cieszę, tak się bardzo cieszę, że wreszcie się pogodziliście! – mówiła Krucza.
- Kiedy się pogodziliśmy? – zapytał Ciernisty.
- Nie wiem, ale przecież przeszliście całą tę drogę bez walki!
- Ale właśnie ta droga rozpoczęła się od naszej walki. – powiedział.
Krucza już chciała coś odpowiedzieć, ale wszyscy stanęliśmy, bo przed nami znajdowała się wielka jaskinia. Ale nie była nasza. Wymieniliśmy spojrzenia. Weszliśmy do środka. Było pusto. Nagle jednak jakaś sylwetka kota szybko przebiegła przed nami.
- Co... – zaczęła Krucza, ale nagle nieznajomy zatrzymał się tuż przed nią. Zamilkliśmy.
To jasnoszare futro i błękitne oczy... Tak je znaliśmy, tak bardzo ich nienawidziliśmy.
- Krystaliczna...? – szepnąłem.
- Co? – odezwała się nagle kotka. – Więc znacie Krystaliczną?
Znowu wymieniliśmy spojrzenia.
- To moja siostra! – powiedziała kotka i uśmiechnęła się.
- Jest niepokojąco podobna do Krystalicznej, ale Krystaliczna się tak nie uśmiecha. – szepnął do nas Ciernisty. – Nie ufam jej i tak.
- Spokojnie, jestem niegroźna! – wykrzyknęła nagle, niezwykle szybko znajdując się tuż obok nas, tak, że aż odskoczyliśmy.
Zaśmiała się.

- Jesteście u mnie mile widziani. – powiedziała po chwili, liżąc przednią łapkę.
- Nie zostaniemy. Musimy iść dalej. – odpowiedział Ciernisty nawet bez podziękowania za zaproszenie. Odwrócił się i już miał wyjść z jaskini, ale zatrzymał go krzyk:
- NIGDZIE NIE PÓJDZIECIE! – w wejściu do jaskini stał ojciec Kruczej i Ciernistego. Co się tutaj dzieje? W jednym momencie jasnoszara rzuciła się na Kruczą i dwie kotki poturlały się po ziemi. Ciernisty wysunął pazury i skoczył na ciemnoszarego, swojego ojca.
- Obiecałam jej, że jeśli jej się nie uda was zniszczyć, ja to zrobię. – zasyczała kotka i znów skoczyła na Kruczą. Ciernisty i jego ojciec wpadli na mnie nagle. Ugryzłem ciemnoszarego, podczas gdy on gryzł Ciernistego. Wreszcie kocur się poddał. Razem z jasnoszarą uciekli z jaskini. Odetchnęliśmy z ulgą. Ale nagle zobaczyłem po drugiej stronie jaskini ciemne, pobrudzone krwią futro. Podbiegłem tam, a Ciernisty tuż za mną. Na ziemi leżał prawdopodobnie nieżywy kot. Stanąłem w bezruchu, przerażony. Była to Krucza.
- Siostro, obudź się! – krzyknął Ciernisty, trącając ją lekko nosem. Teraz nie wyglądał jak dawniej. Nie był silnym, wielkim kotem, tylko bezsilnym kocurem, który próbuje pomóc siostrze. – Proszę...
Ja dalej stałem nieruchomo, patrząc na zakrwawione ciało. Dopiero po chwili usiadłem obok i próbowałem ją obudzić. Mówiliśmy do niej żeby wstała dłuższą chwilę, ale nie reagowała. Nagle jednak otworzyła oczy.
- Krucza! – wykrzyknęliśmy prawie równocześnie.
Ona jednak nie odzywała się.
- Krucza, chodź, wracajmy do domu. Jesteś już bezpieczna. – powiedział Ciernisty, liżąc ją za uchem.
Nie było jednak mowy, żeby sama wstała, więc jej brat ją opatrzył, po czym wziął na grzbiet i ruszyliśmy dalej w stronę jaskini. Był już wieczór.
***
Zatrzymaliśmy się na noc pod dużym drzewem, gdzie prawie nie padał śnieg. Krucza po chwili się obudziła i zjadła mysz, którą wcześniej upolował Ciernisty. Na szczęście już czuła się lepiej. Rano znów wyruszyliśmy. Dotarliśmy do jaskini po południu. Wyczerpani, nie zastanawiając się nad reakcją kotów, usiedliśmy w jaskini.

Ktoś? xD

Od Cichej Gwiazdy

- Płomyk, Ciernisty? - Spytałem podchodząc do dwóch kocurów, wyglądali na przerażonych. - Co jest?
Ze śladu po kłach rudzielca sączyła się krew, dlatego niecierpliwie ją zlizałem.
- Jeszcze raz pytam, co się stało? - Byłem zaniepokojony...pierwszy raz ich widziałem w takim stanie.


Płomyk? UUUUUUUUUUGH WENUS DO DUPUS SO MUCH! Q A Q

19 gru 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Stałem nieruchomo i prawie nie zauważyłem, że wrogowie uciekli. Bo Krucza uciekła razem z nimi. Łapy mi drżały. Nie wiedziałem czy dlatego, że byłem ranny, czy dlatego, że równocześnie byłem na nią taki wściekły i tak za nią tęskniłem.
- Co... Nie... Z... - szepnąłem tylko. Sam nie wiedziałem dlaczego.
Popatrzyłem do tyłu. Ciernisty dalej za mną stał i patrzył na mnie tak, jakby nie wierzył w to co wcześniej powiedziałem.
- Jako to odeszła? - zapytał.
- Odeszła. Tamten kot... To was ojciec... - Ciernisty chyba dowiedział się za dużo. Jego siostra odeszła do wrogów, wśród których był ich ojciec, który podobno nie żyje. Nie dziwiłem mu się, że aż usiadł i popatrzył na wyjście z jaskini.
- Odeszła? Ojciec? - mówił, jakby nie znał tych słów. - Ale nasz ojciec nie żyje. On musi kłamać.
- Zgodziłbym się z tobą, ale miał kolor futra taki jak Krucza i był taki wielki jak ty. - powiedziałem.
Teraz siedzieliśmy we dwójkę w ciszy nie mogąc zrozumieć do końca tego, co się wydarzyło.

Cichy? Teraz też Ciernisty jest załamany xD

Od Cichej Gwiazdy

Rudy kocur stał zaledwie kilka metrów ode mnie. Był ode mnie niewiele wyższy...byłem pewien że na mnie skoczył, i tak też zrobił. Gdy miał mnie przycisnąć do ziemi, upadłem na grzbiet i kopnąłem go tylnymi łapami.
- No co tak słabo rudy cwelu! Moja babcia skakała lepiej od ciebie! - Zaśmiałem się wrednie.
- Może i tak...ale wiesz co ci powiem, czarny szogunie? Już moja stara waliła lepsze teksty niż ty!
- Ach, ale przecież twoja stara nie ma dzieci! Zatkało kakało?
- Tylko na tyle cię stać, nyggasie ty?
- Nie bądź taki do przodu, bo cię sznurówki wyprzedzają. Słuchaj, dasz mi swoje zdjęcie? Bo mój tata składa rower i nie wie jak wygląda pedał!
- Podniecasz się tym jak kura miesiączką!
- Masz taką gębę jakby w dzieciństwie cię karmili z procy! Nie mów do mnie bo twój oddech kołtuni mi futro!
-  Jesteś normalnie błyskotliwy jak salceson!
- Hah! Mnie przynajmniej Gwiezdni stworzyli, bo wiedzieli co piękne, a ciebie stworzyli bo mieli zły dzień!
- Jesteś taki gruby, że już łatwiej cię przeskoczyć niż obejść!
- Ha ha, jesteś dowcipny jak gówno na trawniku! Idź na łąkę komary doić ciulu! - Już nie wytrzymałem i na niego skoczyłem, ten jednak wbił mi kły w pysk. - Uuuugh! Wiesz, lubię żółty, ale twoje zęby to już przesada!
Jednym, potężnym uderzeniem łapy zostawiłem mu pamiątkę - pozbawiłem go oka. Pisnął żałośnie i zarządził odwrót. Kilka chwil, i wszyscy wrogowie uciekli.


Płomyk? XDDDD
 

16 gru 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Co się dzieje? Nagle wokół stało się tak głośno... Zaatakowali! Ale już? Coś szybko, albo tak naprawdę spałem przez wiele księżyców! Nagle skoczył na mnie jakiś kot i przygniótł do ziemi, ale szybko go z siebie zrzuciłem tak, że dodatkowo upadł na swojego sojusznika. Zobaczyłem, jak Cichy walczy z tym ogromnym, ciemnorudym kotem. Trzeba mu pomóc. Pobiegłem tam i rzuciłem się na niego. Zanim zdążył zareagować ugryzłem jego ucho i odskoczyłem do tyłu. Zamiauczał głośno z bólu i wtedy zorientowałem się, że pozbawiłem go połowy jednego z uszu. Popatrzył na mnie ze wściekłością jaką zwykle widziałem w oczach Krystalicznej i z wielką prędkością do mnie podbiegł. Tym razem to ja nie zdążyłem zareagować. Uderzył mnie w głowę tą wielką łapą z wysuniętymi pazurami, po czym jeszcze kilka razy podrapał, po czym wręcz rzucił mną na bok jeszcze silniejszym ciosem w bok. Poturlałem się i uderzyłem w kamień. Zwinąłem się z bólu i przez chwilę leżałem, bo kręciło mi się w głowie. Ledwo mi się rany obok oka zagoiły, mam nowe! Wstałem.
Znowu skoczył na mnie jakiś kot, a raczej kotka... Jak jej tam było... Śnieżny Kamyk? Chyba tak. Ale ona ma kocięta! Przygniotła mnie do ziemi i próbowała ugryźć w kark, ale kopałem ją tylnymi łapami i wreszcie udało mi się ją odepchnąć. Zasyczała i wyglądała na gotową do kolejnego ataku. Zaczęła biec w moim kierunku ale uniknąłem. Tym razem to ja przygniotłem ją do ziemi. Ale nie mogłem jej zabić. Gdybym to zrobił, zginęłyby zapewne też jej kocięta. Puściłem ją więc z kilkoma ugryzieniami i zadrapaniami, a ona zniknęła wśród walczących kotów. Popatrzyłem w bok i zobaczyłem jak Sowie Pióro opatruje ranę na barku Ciemnego Strumyka. Nagle podbiegł tam wrogi kot z zamiarem ataku. Sowi stanął przed ranną wojowniczką i zasyczał. Ale wojownik był silniejszy. Kilka ugryzień i po chwili medyk padł tuż obok Ciemnego Strumyka. Szybko tam podbiegłem, a chwilę po mnie zjawiła się tam ostatnio przyprowadzona z jaskini kotka w wieku terminatorskim, Liściasta Łapa. Nie wybrała jeszcze do którego klanu dołączy. Sowi oddychał.
- Wiem jak mu pomóc, wracaj do walki. - powiedziała.
Skinąłem łebkiem i ruszyłem przed siebie, w stronę walczących kotów. Wrogów dalej było wiele, a coraz więcej naszych wojowników, terminatorów i nie tylko było rannych. Trzeba coś szybko zrobić.
Zaatakowałem białego kocura w brązowe łaty. Akurat walczył z Wiewiórczą Łapą, która była także atakowana przez innego wroga, więc miałem nadzieję, że jej jakoś pomogłem. Przez chwilę walczyliśmy, ale on w końcu poddał się i uciekł z jaskini. Walka trwała, a każda sekunda się liczyła. Wszystkim pewnie brakowało już sił. Może właśnie ktoś od nas umiera. Muszę walczyć! Nagle zobaczyłem jak Krucza rozmawia z jakimś także wielkim, tylko ciemnoszarym, podejrzanie podobnym do niej, kocurem. Podbiegłem tam.
- Tak jak mówiłem... - powiedział kocur. - twoja matka miała was niedługo urodzić, gdy rozdzieliliśmy się podczas wielkiej burzy. Nie znalazłem was. Ale teraz wiem, że dalej żyjecie...
Krucza patrzyła na niego tak, jakby we wszystko to wierzyła.
- A teraz, skoro się spotkaliśmy, nie musicie umierać jak te koty z tych klanów. Możesz iść ze mną. - uśmiechnął się.
Krucza podeszła do niego krok i odwzajemniła uśmiech.
- Tato... - powiedziała cicho, a do jej oczu napłynęły łzy. - Od zawsze chciałam cię poznać. Myślałam, że nie żyjesz. A ty tu przyszedłeś. Po mnie.
- Krucza... - szepnąłem. - Nie możesz... Nie możesz odejść...
Popatrzyła na mnie i jej mina zrobiła się smutna. Podeszła do mnie.
- Przepraszam. Muszę. Muszę iść z nim. To mój ojciec. - po czym odwróciła się i podbiegła do kocura. Potem on dał ogonem znak ich przywódcy i wyszedł z jaskini z Kruczą i rannymi kotami z ich ''klanu'', dzięki czemu zrobiło się więcej miejsca, a my mieliśmy większe szanse. Ale i tak było trudno. A ja? Stałem nieruchomo. Patrzyłem na wyjście z jaskini, tam, gdzie ostatnio ją widziałem.
- N-nie... - szepnąłem.
- Płomienny. - podbiegł do mnie Ciernisty. - Widziałem, że Krucza wychodzi z jaskini z wrogami, co się stało?
- Odeszła. - powiedziałem. - Odeszła do wrogów.

Cichy? Płomienny się załamał. c':

15 gru 2015

Od Cichej Gwiazdy

Mysia Skórka wtulona w moje futro zasnęła płacząc...obok jej brzucha spała reszta kociąt.Wtem podniosłem głowę, słysząc głos mojego brata.
- Pstt. - Syknąłem. - O czym jest dyskusja? O czymś co jest warte nie wyspania się?
- To...skomplikowane.
Wtem nagle rozległo się straszliwe miauknięcie, i jaskinia była pełna szczepionych w walce kotów. To stało się tak nagle...wszyscy natychmiast się obudzili, gotowi do walki. Matki uciekały z kociętami...straszny widok. Szybko pomogłem Mysiej Skórce w ukryciu naszych kociaków, i ruszyłem na pole bitwy.
 Rzucił się na mnie wielki, ciemnorudy, pręgowany kocur, wbijając mi ostre jak brzytwa pazury w bok.
- Dobrze ci radzę rudzielcu, zabieraj te pazury, albo będzie nieprzyjemnie! - Warknąłem wbijając kły w jego łapę. Dogryzłem się aż do kości, kocur fuknął żałośnie. Nagle ktoś go ze mnie strącił...Płomienny!


Płomyczek? .w. Plooose, zostaw Czerwonka mnie, chcę zrobić epic battle on vs Cichy = w =

14 gru 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

To prawda. Nie wiem. Nie wiem też jak mógł czuć się Cichy. To było dla niego na pewno bardzo ciężkie. Chciałbym go jakoś pocieszyć, ale się nie da. Tym razem nie mogę nic zrobić. Tak, nawet wstać nie mogę! Kolejny raz westchnąłem. Po chwili zasnąłem.

Obudziłem się pod wieczór. Byłem bardzo głodny. Postanowiłem znów spróbować wstać. Udało się, ale moje nogi dalej były słabe i pewnie wyglądałem jak kociak uczący się chodzić. Dosyć przerośnięty kociak. Wszyscy już spali, pewnie zmęczeni ostatnimi wydarzeniami. Tam, gdzie zwykle był stos zwierzyny nie było nic. Zjedli wszystko. Ale mam szczęście! Cóż, muszę poczekać, aż ktoś coś upoluje. To pewnie potrwa całą kolejną noc. Zaraz umrę z głodu. Stracę dwa życia w jeden dzień. Mój rekord. Wyszedłem z jaskini i tuż przede mną stanęła Krucza.
- Cześć. - powiedziała tak, że prawie nie zrozumiałem, bo w jej pyszczku była spora mysz. Powstrzymałem się od wyrwania jej tego i zjedzenia, ale było trudno.
- Cześć. - mruknąłem.
- Niedaleko stąd czułam jakieś obce koty. Wiesz może kim są? - zapytała, upuszczając zdobycz na stos, po czym znów do mnie podbiegła.
- Tak. Kolejni którzy chcą nas zabić. Prawie mnie zobaczyli, albo nawet mnie widzieli ale postanowili nie atakować. - mówiąc to co chwilę patrzyłem na upolowaną mysz, czując, że zaraz nie wytrzymam i po nią pobiegnę.
- Znowu? - westchnęła. - Weź w końcu tę mysz, bo tu padniesz z głodu za chwilę.
A więc jednak widać było. Ale po co udawać? Wziąłem zdobycz i zacząłem jeść, czując ulgę, że nie muszę jak narazie stać na dalej słabych łapach.
- Ich przywódcą jest taki ciemnorudy kocur, wielki jak Ciernisty. - powiedziałem.
- Nie sądziłam, że jest ktoś tak duży jak Ciernisty. - mruknęła.
- Ja też.
Podejrzane. Może jest ich członkiem rodziny? Oby nie! Nagle zobaczyliśmy obok ruch i jakiś kot, który właśnie się obudził, podniósł łebek i na nas popatrzył.

Ktoś? Tak, Cichy, możesz być ty. c:

Od Cichej Gwiazdy

- Płomyk. - Mruknąłem nagle, kiedy brat mówił o tych niebezpieczeństwach. - Wierzę w to co mówisz, ale póki co mnie to nie obchodzi. Nie wiesz jak to jest stracić dzieci.
W tej chwili spojrzałem na leżącą nad grobem naszych kociąt Myszkę.
- Pomyślę nad tym jutro.
Polizałem brata po pyszczku i odszedłem.



UUUUGH WENUS DO DUPUS!!! Q A Q PŁOMYK, RATUJ Q A Q

13 gru 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Ciepło, było tak ciepło i spokojnie. Nagle udało mi się otworzyć oczy. Podniosłem wzrok. Nade mną stała Kryształowe Serce. Tak dawno jej nie widziałem!
- M-mamo? - powiedziałem cicho.
Zginąłem? Otrzymam kolejne życie, czy zostanę tutaj?
- Czeka was niebezpieczeństwo, Płomienna Gwiazdo. - odezwała się po chwili. - Musisz ostrzec innych.
- Chodzi o ten klan, prawda? - zapytałem.
- Tak. Jest ich więcej niż może ci się wydawać. Możecie uciec, lecz to grozi śmiercią przez choroby, zmęczenie i głód, lub zostać i walczyć, ale wtedy macie małe szanse i zapewne zginiecie zabici przez wrogów.
- To słabo... - szepnąłem do siebie. - A tak właściwie to straciłem życie?
- Tak.
No, jeszcze gorzej.
- Pora już, abyś wrócił do klanów. Pamiętaj o tym, co ci powiedziałam. Z tym życiem daję ci odwagę, żebyś obronił cztery klany i zadecydował razem z rodzeństwem co zrobicie. Życie wielu kotów zależy od ciebie. - dotknęła swoim nosem mój, a ja zamknąłem oczy.
Gdy je otworzyłem, byłem już w jaskini. Wszystko na początku było rozmazane. Popatrzyłem na brata. Odetchnąłem z ulgą wiedząc, że nie leżę już gdzieś w lesie na śniegu. Spróbowałem wstać, ale moje łapy nie były chętne do pomocy i po chwili upadłem.
- Cześć. - mruknąłem. - Zostało mi siedem żyć.
Przez moment panowała cisza, ale przypomniałem sobie o słowach matki. Czeka was niebezpieczeństwo, Płomienna Gwiazdo. Musisz ostrzec innych. Możecie uciec, lecz to grozi śmiercią przez choroby, zmęczenie i głód, lub zostać i walczyć, ale wtedy macie małe szanse i zapewne zginiecie zabici przez wrogów.
Znów popatrzyłem na Cichą Gwiazdę.
- Widziałem coś strasznego. A także rozmawiałem z Kryształowym Sercem. Czeka nas wielkie, wielkie niebezpieczeństwo. - powiedziałem. - Zobaczyłem jakiegoś kota, pobiegłem za nim. On wszedł do jakiejś jaskini i rozmawiał z ich nowym jakby przywódcą o tym, że Krystaliczna zginęła, a potem zaplanowali, że nas zaatakują. Ten kot powiedział innym, że mnie widział. Ukryłem się przed nimi. Potem kiedy wracałem poczułem się słaby i... No właśnie. Nasza mama powiedziała, że czeka nas wielkie niebezpieczeństwo, że tamten klan zaatakuje. Możemy albo uciec, ale wtedy niektórzy zapewne zginą, albo walczyć, ale wtedy też większość z nas zginie. Tych wrogów jest naprawdę bardzo dużo, a mi się wydaje, że to wiele kotów które widziałem w jaskini było tylko połową.
Tak, pewnie Cichy teraz myśli, że jego brat zamarzł i przez to oszalał, ale ja wiedziałem, co mówię. Sytuacja była poważna. Westchnąłem cicho i popatrzyłem na swoje niedziałające aktualnie łapy. Nawet gdy wyruszymy, ja narazie nie mogę iść. A w dodatku tak wiele kociąt... Ale jeśli zostaniemy, też będzie źle. Co robić?

Od Cichej Gwiazdy

Obudziłem się w nocy, słysząc odgłosy walki i płacz mojej ukochanej. Wbiegłem do jaskini. Zamroziło mnie. Ta...ta zdrajczyni Krystaliczna...zabiła naszą córkę Wydrę...
- N-nie... - Szepnęła ze łzami w oczach Mysia Skórka, wtulając się w jasno-rude futerko Wydry. - WYDERKO, WRÓĆ DO MNIE!
Nie wytrzymałem. Rzuciłem się jasnoszarej do gardła, ta jednak zrobiła unik i drasnęła mnie w polik. Nawet nie poczułem, tylko wyrwała mi trochę futra. Zadrapałem jej bok, krew ochlapała moje czarne futro. Krystaliczna straciła równowagę, wykorzystałem to i chwyciłem jej szyje. Wbijałem w nią kły baaaardzo powoli, tak, aby cierpiała. Na początku tylko mruczała żałośnie, potem jednak, gdy trysnęła fontanna krwi, wydała z siebie przeraźliwy, pełen bólu pisk. Dosłownie wyplułem ją z pyska i postawiłem łapę na jej głowie. "Nikogo już nie skrzywdzisz, podstępna żmijo. Było cię zabić gdy miałem okazje!" syknąłem w myślach.
Wtedy zobaczyłem Płomiennego. Przymrużyłem zaszklone oczy.
- Zabierz ją. Już.
Mój rudy brat posłusznie pozbył się Krystalicznej Żmii z jaskini. Położyłem się obok Mysiej Skórki. Otuliłem ją ogonem i polizałem między uszami. Nie potrafiłem jej pocieszyć w takiej chwili, sam byłem załamany...


Po pogrzebie Wyderki ; - ;


Zakopaliśmy ciało naszej córki tam, gdzie ciała naszych synów. Robiło się już jasno...Mysia zasnęła nad grobem naszych dzieci, ja natomiast poszedłem szukać Płomiennej Gwiazdy. Dawno nie wracał...

Znalazłem go na śniegu, krwawił zadrapania na policzku. Zakryłem go ogonem i zlizałem krew z jego futra. Udało mi się go podnieść i zanieść z powrotem do jaskini.


Jakiś czas później


- C-co...? - No, Płomyk wreszcie się obudził...
- Witamy w świecie żywych. - Mruknąłem niewzruszonym tonem, przypominając sobie nagle o Kruczku, Świecidełku i Wyderce...


Płomyk? XD

Od Płomiennej Gwiazdy

Minęło kilka dni od powrotu i wszyscy zdążyli już psychicznie i fizycznie odpocząć. Była noc. Spałem spokojnie, aż nagle usłyszałem miauczenie kociąt Mysiej Skórki. Niby normalne, bo te małe ciągle płakały, ale tym razem było w ich głosach coś... dziwnego. Piszczały jakby ze strachu, może nawet przerażenia. Przypomniałem sobie jak kiedyś lis porwał dwójkę z nich i zaniepokoiłem się. Wstałem i cicho, żeby nikogo nie obudzić, poszedłem w stronę kociarni. Wtedy poczułem ten znajomy, okropny zapach... Krystaliczna! Wbiegłem do środka i zobaczyłem tę jasnoszarą kotkę przygotowującą się do skoku na Mysią i jej kocięta.
- Nie próbuj ich nawet dotknąć! - syknąłem, wysuwając pazury. Kotka popatrzyła na mnie z nienawiścią w oczach i odwróciła się w moją stronę. Mysia, słysząc mój głos, otworzyła oczy zdziwiona i wtedy zauważyła Krystaliczną. Przytuliła do siebie płaczące kocięta i zakryła je ogonem. Nagle usłyszałem miauknięcie gdzieś obok. Jedno z kociąt oddaliło się od pozostałych i było bardzo blisko Krystalicznej. Ona też je zauważyła. Na jej pyszczku pojawił się lekki uśmiech. Skoczyła w stronę kociaka, a ja pobiegłem za nią. Skoczyłem na nią i ugryzłem w kark, ale ona już zdążyła złapać małego. Po chwili rzuciła nim na bok, a on uderzył w kamień z piskiem, po czym upadł i jego miauczenie ustało. Nie ruszał się. Patrzyłem na to zszokowany, dalej wbijając kły w kark kotki. Mysia zamiauczała głośno. Nie była ranna, ale cierpiała. Bardzo. Odskoczyłem do tyłu, sycząc.
- Co, myśleliście, że tak po prostu się poddam? Ja zawsze dotrzymuję słowa. A skoro powiedziałam, że się zemszczę, zrobię to! - krzyknęła i już miała na mnie skoczyć, ale to jakiś kot zaatakował ją. A był to... Cichy! Przez chwilę walczyli, ale w końcu kotka padła. Jeszcze żyła, ale to nie potrwa długo.
Stałem jak wryty patrząc raz na brata, raz na Krystaliczną. Cichy zaś popatrzył na nieżywego kociaka leżącego z boku i na Mysią, która już nad nim siedziała.
- Weź ją stąd. - powiedział do mnie. - Już.
Nie będę się z nim kłócił. Popatrzyłem na Krystaliczną. Oddychała. Wziąłem ją i wyciągnąłem z jaskini. Potem jeszcze ciągnąłem ją przez chwilę i postanowiłem zostawić pod jednym z drzew. Ona za chwilę umrze. To morderczyni, nie mogę jej współczuć. Nagle jednak szybkim ruchem podcięła mi łapy tak, że padłem na ziemię tuż obok niej. Wbiła mi pazury tuż obok oka, które na wszelki wypadek zamknąłem.
- To nie koniec. - wyszeptała niewyraźnie. - Nie jestem sama, wkrótce oni wszyscy was zabiją. Zabiją wszystkie cztery klany.
Potem jeszcze raz uśmiechnęła się szyderczo, ale po chwili przestała oddychać. Musiałem szybko wstać, bo moja krew zaczęła spływać mi do oka. Przez moment parzyłem na nią jeszcze, jakbym obawiał się, że wstanie i pobiegnie z powrotem do jaskini, ale to się nie wydarzyło. Już chciałem wrócić, ale usłyszałem szelest. Popatrzyłem tam i zobaczyłem sylwetkę kota i parę zielonych oczu  patrzących prosto na mnie. Byłem wręcz przekonany, że na mnie skoczy, ale nieznajomy zamiast tego zaczął uciekać. Pobiegłem więc za nim. Mimo tego, że było mi coraz zimniej w łapy i krwawiłem. Co z tego. Biegłem tak za nim długo, wydawało mi się już, że wieczność, ale wreszcie się zatrzymał, więc ja zrobiłem to samo. Wszedł do jakiejś jaskini. Zaglądnąłem tam tak, żeby nikt mnie nie widział. Było tam wiele kotów. Bardzo wiele.
- Zabili Kryształową Gwiazdę. - powiedział kot w wieku terminatora, za którym biegłem cały ten czas. Kryształową Gwiazdę? Ona jest w wieku Błękitnej Łapy, za młoda na przywódcę! Ach Ci mordercy koty i ich dziwna logika.
- Więc to ja zostanę przywódcą. Od teraz mówcie mi Czerwona Gwiazda. - powiedział duży, bardzo ciemnorudy, pręgowany kocur. Nie chciałbym z nim walczyć.
- Kiedy ich wreszcie zaatakujemy? - zapytała biała, zielonooka kotka. Obok jej brzucha leżały dwa kocięta, więc ciekawe dlaczego miałaby nas atakować. Jeszcze bardziej ich nie rozumiem.
- Cierpliwości, Śnieżny Kamyku. Muszą myśleć, że niebezpieczeństwo minęło. - powiedziała za ich nowego ''przywódcę'' szara wojowniczka.
- I wiem chyba, kto ją zabił. - dodał nagle terminator, liżąc swoje poczochrane, czarne futro. - Z ich jaskini wywlókł ją taki rudy kot. Ale łatwo go pokonamy, widać, że słaby.
Wtedy miałem ochotę tam wbiec i podrapać mu ten pysk, ale powstrzymałem się. Nie mogę zrobić nic głupiego. Inaczej zginę ja i wszyscy inni.
- Też to czujecie? - odezwała się nagle kremowa terminatorka. - Jakiś kot, ale na pewno nie z naszego klanu.
Zaczęła iść w moim kierunku. O nie, o nie, o nie, o nie, o nie, o nie! Popatrzyłem na boki i rzuciłem się w górę śniegu. Było mi bardzo zimno, ale może mnie nie zauważą? Zakopałem się całkowicie i siedziałem tam, aż nie zabrakło mi całkowicie powietrza. Rozejrzałem się, ale już poszli. A w dodatku zorientowałem się, że powoli robi się jasno. Zacząłem biec z powrotem do jaskini. Musiałem im to wszystko opowiedzieć jak najszybciej. Było już całkiem jasno, a ja dalej biegłem. Wszystko było już znajome, ale nie miałem sił. Upadłem na śnieg i nie miałem siły wstać. Było mi zimno. Bardzo, bardzo zimno... Ale nie mogłem wstać. Nie dałem rady. Może mnie znajdą? Może mnie szukają? Nie sądzę. Pewnie nawet zapomnieli, że wyszedłem. Bo kogo by to wszystko obchodziło? A ja dalej leżałem. Nagle poczułem przyjemnie ciepło. Wokół śnieg jakby zniknął, ale nie dałem rady otworzyć oczu, by to sprawdzić. Śpię? A może straciłem kolejne życie? Nie wiedziałem, ale uśmiechnąłem się lekko czując, jak wszystko wokół robi się takie spokojne...

Ktoś? Szukacie Płomiennego czy dalej ma sobie tam umierać? xD