4 wrz 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Po wszystkim podszedłem do Sowiego Pióra. Przy tym oczywiście patrzyłem pod łapy.
- Sowie Pióro... - zacząłem.
Medyk popatrzył na mnie czerwonymi oczami, które, jak zwykle, były przymrużone i pełne irytacji.
- Tak? - mruknął dziwnie spokojnie, ale na miłego nie wyglądał.
- Wiesz, widziałem, jak podkładasz łapę Wróblemu...
- Czemu wszyscy się tak o to czepiają?! - zasyczał wstając, a ja zostałem przez niego wręcz odepchnięty do tyłu. - Może po prostu rozciągałem sobie łapę?
Przez moment milczałem. Jedno niewłaściwe słowo i skończę raczej niezbyt dobrze.
- N-no może, ale... To nie mógł być wypadek... - powiedziałem cicho, starając się nie patrzeć mu w oczy. Nie chciałem walki przy wszystkich kotach. Takiej, w której na pewno bym przegrał... Z medykiem.
Sowie Pióro mruknął coś pod nosem.
- Po prostu... Więcej tak nie... Rozciągaj... Łap... - mówiłem, wycofując się powoli.
Czułem, jak medyk odprowadza mnie wzrokiem kawałek dalej. Usiadłem.
Nagle poczułem głód. Był już wieczór, ale nie wytrzymałbym do rana. Wyszedłem do lasu. Szedłem powoli, w poszukiwaniu jedzenia. Nagle ziemia pod moimi łapami zrobiła się dziwnie miękka, a ja przewróciłem się. Powoli wstałem. Poczułem, jak coś dźga mnie w głowę. Popatrzyłem przed siebie, zdezorientowany. Stał tam biały kocur w rude łaty, widać było, że ślepy. Trzymał w pyszczku gałąź, którą we mnie celował.
- Co tutaj robisz? Chcesz ukraść mi jedzenie? Nie uda ci się! - syknął.
- Ej, spokojnie! Nie jestem wrogiem! - jęknąłem, aż nagle kocur uderzył mnie gałęzią prosto w pyszczek - Ał!
Upadłem, a on przygniótł mnie do ziemi.
- Nie dam się nabrać. - powiedział.
Gałąź dotykała miejsca pomiędzy moimi oczami.
- Ja... Nie jestem wrogiem... - powtórzyłem. - Jestem przywódcą Klanu Świtu.
- Klanu Świtu, powiadasz? - jakby się zamyślił, wyrzucając gałąź w krzaki obok nas.
- Tak...
- Puszczę cię wolno pod jednym, jedynym warunkiem.
Milczałem.
- Pozwól mi dołączyć. - powiedział.
- J-jasne... - mruknąłem.
Dalej byłem obolały po jego ataku, powoli wstałem z ziemi.
- Jak masz na imię? - zapytałem. - Ja jestem Płomienna Gwiazda.
- Jestem Jastrzębia Burza. - przedstawił się.
Jest ślepy, ale czułem, jakby mi się przyglądał podejrzliwie.
- Więc... Chodźmy. - mruknąłem.
Szedł obok mnie. Nic nie widział, ale ani razu się nie potknął, a ja przewróciłem się kilka razy. Kiedy zobaczył wszystkie koty, nie zmienił wyrazu twarzy. Był poważny.
- Trwa Zgromadzenie. - powiedziałem.
Skinął łebkiem.
Niektóre koty popatrzyły na nieznajomego ze zdziwieniem, inne z agresją.
Kiedy przechodziliśmy obok Sowiego Pióra, zasyczał cicho i popatrzył z agresją na nieznajomego.
- Spoko, medyk, nie chcę was zabić. - prychnął kocur.
Sowi wydawał się zdziwiony. Wymieniliśmy spojrzenia.
Skąd Jastrzębi wiedział, co robi medyk? Dziwne, bardzo dziwne.
Kot położył się z boku i położył pyszczek na przednich łapach. Prędko się oddaliłem do rodzeństwa. Serce waliło mi jak szalone po tym spotkaniu.
- Płomienny, kto to? - zapytała Złocista, najwyraźniej zauważając moje zdumienie.
- Jastrzębia Burza. Napadł na mnie w lesie, dalej jestem głodny, a on dołączył do Klanu Świtu. - wydyszałem.
- Jest ślepy? - zdziwiła się siostra.
- Tak, ale... Wiedział, że Sowi to medyk, a także, co robi... - mówiłem.
Znów poczułem głód. Jakbym znów poszedł polować, ponownie napadłby na mnie ktoś ślepy. Wolę nie ryzykować. Popatrzyłem na nowego członka klanu. Ciemny Strumyk i Sowie Pióro siedzieli obok niego i z nim rozmawiali. Czemu miałbym się nie dołączyć?
Podszedłem do nich.
- Naprawdę? - usłyszałem zdumioną i zachwyconą najwyraźniej jakąś opowieścią Ciemny Strumyk.
- Tak. - Jastrzębi lekko się uśmiechnął.
Usiadłem obok nich.
Słuchałem opowieści o... Wielu walkach tego ślepego kocura.

Ktoś? c:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz