Następnego ranka, kiedy wyjrzałem z legowiska, wszystkie koty już wstały. Mgliste Futerko miała karę, którą miałem jej dać. Musiała codziennie upolować przynajmniej cztery zwierzęta. Widziałem tylko jej białą końcówkę ogona znikającą w wyjściu z obozu. Błękitna Łapa był zajęty jedzeniem wiewiórki, obok niego Ciemny Strumyk i Sowie Pióro jedli dwie myszy. Podszedłem do stosu zdobyczy, wziąłem kruka, usiadłem na ziemi i zacząłem jeść. Dalej byłem lekko obolały po walce z włóczęgą, ale ważne, że przeżyliśmy. Mgliste Futerko była już tak samo agresywna jak dawniej, czyli nie stało jej się nic poważnego. Po zjedzeniu kruka oblizałem pyszczek. Zacząłem lizać swoją przednią łapę, a potem potarłem nią o ucho.
- Ciemny Strumyk. - podszedłem do kotki, która wcześniej zajęta była wylizywaniem futra, ale popatrzyła na mnie. - Weź ze sobą Błękitną Łapę na patrol.
Zastępczyni skinęła łebkiem i zawołała terminatora. Młody kocurek podbiegł do niej, a potem razem wyszli z obozu.
Sowie Pióro położył się w swojej jaskini i położył pyszczek na przednich łapach. Zamknął oczy i już po chwili zasnął. Nie mogłem zostawić go samego w obozie, więc postanowiłem poczekać, aż ktoś wróci. Minęła chwila, a do obozu wbiegła Mgliste Futerko z trzema myszami i wiewiórką w pyszczku. Odłożyła je na stos. Popatrzyła na mnie, jakby bez słów pytając, czy może odpocząć. Skinąłem lekko łebkiem.
Uśmiechnęła się, co mnie zdziwiło, bo uśmiech u niej jest rzadko spotykany. Położyła się w legowisku wojowników. Wszyscy odpoczywali, dlaczego ja miałbym nie leżeć. Wróciłem do swojego legowiska. Położyłem się i po krótkiej chwili zasnąłem.
- Płomienna Gwiazdo... - usłyszałem szept.
Odwróciłem się na drugi bok.
- Płomienna Gwiazdo. - ktoś powiedział nieco głośniej.
Otworzyłem jedno oko, a potem drugie. Najwyraźniej było już południe. Podniosłem się powoli i odwróciłem do kota, który mnie obudził. Przede mną siedziała Mgliste Futerko.
- Tak? - zapytałem trochę zaspanym głosem.
Z wielką chęcią spałbym jeszcze do następnego poranka.
- Ciemny Strumyk kazała mi powiedzieć, że Błękitna Łapa wyczuł tego włóczęgę, który zabił Szarą Mordkę. Skoro ja go też widziałam, miałam tam iść i... Naprawdę go czuć. Był tam jeszcze dzisiaj. - powiedziała wojowniczka poważnym głosem.
Co za Mysi Móżdżek! Mój brat go prawie zabił, więc myślałem, że już tu nie wróci! Pomyślałem.
Skinąłem łebkiem.
- Prosiła też, żebyś tam poszedł. - dodała po chwili.
- Chodź ze mną, jakby włóczęga znów miał ochotę na walkę. Ale tym razem, błagam, nie umieraj.
Poszliśmy w tamto miejsce. Granica z Klanem Dnia... Ciekawe...
Wszędzie czuć było tego kocura. Był w tym miejscu rano. Wtedy, kiedy Mgliste Futerko była na polowaniu.
- Mgliste Futerko... - zacząłem.
Kotka popatrzyła na mnie nie ukrywając zdziwienia.
- Nie widziałaś ani nie czułaś go podczas polowania? - zapytałem.
Popatrzyła na swoje łapy.
- No... Chyba nie, ale... Kilka razy krzaki szeleściły, wolałam nie sprawdzać, co to.
- Sądzisz, że mógł cię śledzić?
- Tak, ale chwilę po tym wróciłam do obozu.
Zamyśliłem się. Chwilę milczałem, przyglądając się granicy klanów.
- Czyli mógł chcieć cię zabić, ale w porę znalazłaś się w bezpiecznym miejscu. - wyszeptałem, ale usłyszała to. Drgnęła, a jej oczy nagle zrobiły się okrągłe.
- Myślisz, że mógł próbować mnie zamordować? Jak Szarą Mordkę? - zdziwiła się.
- Tak. Gdy go spotkaliśmy w dniu śmierci Szarej Mordki, mówił, że chce nas zabić i przejąć terytorium. Najwyraźniej się tak łatwo nie poddał. - powiedziałem.
Pierwszy raz widziałem w oczach Mglistego Futerka strach. Tego dnia nie tylko się pierwszy raz przy mnie uśmiechnęła, ale też bała się... Wiedziała, że mogła zginąć.
- Czyli będę następna... No świetnie. - mruknęła, jej głos trochę drżał.
Zrobiło mi się jej żal. Dlaczego wybrał akurat ją jako kolejną ofiarę? Czemu taką odważną, agresywną wojowniczkę? Przecież w klanie jest terminator, a ten kot wybrał doświadczoną, dorosłą kotkę.
Mgliste Futerko popatrzyła na mnie. Zaczęła:
- Myślisz, że...
Nagle przerwał jej krzyk Ciemnego Strumyka. Ptaki siedzące na pobliskich drzewach wzbiły się w powietrze. Popatrzyliśmy na siebie z przerażeniem i pobiegliśmy na pomoc. Po chwili zobaczyliśmy Ciemny Strumyk ranną w kark, najprawdopodobniej od ugryzienia, Błękitną Łapę stojącego obok niej i... Starego znajomego, włóczęgę.
Nie zauważył nas. Kiedy chciał skoczyć na terminatora, rzuciłem się na niego. Poturlaliśmy się po ziemi. Zaczęliśmy się drapać.
- Uciekajcie do obozu! - powiedziała Mgliste Futerko - Ciemny Strumyk, idź do Sowiego Pióra.
Zrobili tak, jak im rozkazała.
Włóczęga przygniótł mnie do ziemi.
- Znów się spotykamy.- warknął, wbijając mi pazury w kark.
Syknąłem z bólu. Mgliste Futerko skoczyła na wroga od tyłu i zaczęła drapać i gryźć. Ten przewrócił się na mnie. Zdążyłem tylko jęknąć cicho, kiedy się po mnie przeturlali.
- Nie musiałaś go na mnie przewracać! - krzyknąłem.
- Ale gdybym tego nie zrobiła, nie było by zabawnie. - zaśmiała się, drapiąc kocura w pyszczek.
Uśmiechnąłem się lekko.
Złapałem włóczęgę za tylną łapę i ugryzłem mocno. Krzyknął z bólu. Wojowniczka dalej go drapała.
- Poddaj się, odejdź i nigdy nie wracaj, albo zginiesz! - powiedziałem.
Zasyczał, wyrwał nam się i uciekł. Usiedliśmy dysząc, cali ranni. Mgliste Futerko lekko oparła się o mój bok, żeby nie upaść.
- Jak tu wróci, nie dam mu już szansy. - powiedziała cicho.
Nie miałem ochoty ani siły, żeby odpowiedzieć.
Wróciliśmy do obozu.
Tam Sowie Pióro opatrywał ranę Ciemnego Strumyka, a Błękitna Łapa mu pomagał. Poprzednie rany się nie zagoiły, a już są następne... Doskonale. A dzień zapowiadał się normalnie. Jednak stało się tak wiele. Zdążyłem bardziej polubić Mgliste Futerko, powalczyć sobie, pośmiać się ze swojego nieszczęścia... Udany dzień!
Sowie Pióro potem opatrzył też nasze rany.
Kiedy nadeszła noc, siedziałem przed legowiskiem i obserwowałem gwiazdy. Myślałem o bracie i siostrach...
- Nieźle walczyłeś! - usłyszałem za sobą głos.
Drgnąłem. Popatrzyłem do tyłu, gdzie stała Mgliste Futerko.
- Ta... Dzięki, ty też... - powiedziałem.
Usiadła obok mnie.
- Odwiedzałeś ostatnio rodzeństwo? - zaciekawiła się.
- Tak, brata. - odpowiedziałem.
Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem. No tak, ona nie wie.
- Pogodziliśmy się. - wytłumaczyłem.
Otworzyła lekko pyszczek. Ponownie popatrzyłem na niebo, ona zrobiła to samo. Po chwili ciszy westchnęła. Popatrzyłem na nią.
- Myślisz, że włóczęga mnie zabije? - zapytała.
- No co ty! Przecież dobrze walczysz, pokonasz go w chwilę.
- Ale jak zobaczyłam Szarą Mordkę na tej polanie... Ona była taka ranna, zakrwawiona... Była dobrą, silną wojowniczką, a on i tak ją zabił! - mówiła, a jej głos stawał się coraz bardziej cichy. - Wiesz... Ja po prostu się boję...
Zdziwiło mnie to. Ona się boi? Kotka, która jednym uderzeniem zabija zająca? Która wzrokiem morduje myszy?
- Mgliste Futerko, wszyscy się boją... - powiedziałem, po czym dodałem cicho - Oprócz tych którzy się nie boją.
Popatrzyła na mnie jak na Mysiego Móżdżka. Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że nim jestem.
- Nie powinienem pocieszać, prawda?
- Prawda.
Popatrzyła na mnie i widać było po niej, że ledwo powstrzymuje się od śmiechu.
- Jesteś takim Mysim Móżdżkiem, że czasami mam ochotę dać się pożreć borsukom. - powiedziała.
- Taa... Ja też.
- Jak ja cię nie cierpię... - zaśmiała się.
- Ja ciebie bardziej.
- Nie prawda!
Zaczęła się wojna... Na wzrok.
Jak kociaki...
Patrzyliśmy sobie w oczy, aż tu nagle...
Łapa Mglistego Futerka uderzyła mnie prosto w pyszczek. Padłem na ziemię łapami do góry. Kotka się zaśmiała.
- Żyjesz?
- Chyba... - zaśmiałem się.
Położyła się obok mnie. Tak lepiej patrzyło się na gwiazdy.
- Zamierzasz spać, czy gadamy? - zapytała.
- Gadajmy. - uśmiechnąłem się.
Tak sobie pogadaliśmy, że po chwili spaliśmy.
Ktoś? c: