Gwiezdny Klanie! Czemu akurat teraz?! Pomyślałam wciąż stojąc w wejściu. Widziałam jak Krystaliczna prawie co pozbawiła ucha Płomiennej Gwiazdy. Jak by była wilkiem, to co byś robiła? Zawyła. A jak słoniem? Zadeptała. A kotem? Zaatakowała. Syknęłam i wskoczyłam na grzbiet terminatorki. Udało mi się ją odepchnąć od przywódcy, aczkolwiek teraz uwzięła się na mnie. Kotka zaczęła machać w powietrzu przednimi łapami o mało co nie pozbawiając mnie oka. Odskoczyłam parę długości myszy od niej i syknęłam.
- Wiesz, że to ci się nie uda. Gwiezdny Klan ma nas w opiece.
- Ciekawe czemu jesteście aż tacy ważni, co? - Mruknęła wściekle. Nagle odezwał się z ziemi Sowie Pióro.
- LEEEEEEKI! TAKIE HAPPYYYYYYYYYYYY! - Krzyknął i padł na ziemię po chwili pochrapując.
- Ostatnio był... Inny. Czyżby to z powodu choroby... Dajmy na przykład, zielonego kaszlu? - Syknęła z diabolicznym uśmiechem na pyszczku.
- Tak! Ale nas nie powstrzymasz! Mam jeszcze 8 żyć i dobrze je wykorzystam. - Powiedział przywódca Klanu Świtu stając przed Sowim.
- Zresztą pewnie już zauważyli zniknięcie Sowiego Pióra, pewnie go szukają i już z jakiś czas dojdą tutaj. - Powiedziałam torując kotce wyjście z jaskini.
- Ale do tego czasu zdążę zabić przynajmniej ciebie! - Krzyknęła i rzuciła się na mnie. Chwilę szamotałyśmy się, jednak kotka po jakimś czasie stanęłam nade mną i już zamierzała zadać ostateczny cios, gdy nagle w wejściu odezwał się... Mój syn?!
- Zostaw ją w spokoju. - Powiedział z kamienną miną i rzucił się na kotkę. Wgryzł jej się w grzbiet i po chwili rzucił ją o ścianę. Krystaliczna po chwili wstała i rzekła.
- Myślicie, że mnie powstrzymacie? Zabiję was, zabiję każdego po kolei. Czy to kociak, czy to starszy. Zabiję! - Krzyknęła przygotowując się do kolejnego ataku. Nagle z wejścia odezwał się kolejny głos.
- Ale najpierw będziesz miała do czynienia ze mną! - Podniosłam powoli głowę i okazało się, że to była moja córka razem z Błękitnym. Krystaliczna popatrzyła po kolei na każdego z nas.
- Zabiję, obiecuję wam to. - Syknęła wściekła i po chwili uciekła tuż przed nosem terminatorów.
- Mogliście ją zabić, czemu to nie zrobiliście? - Spytała terminatorka podchodząc do kamiennego Wróblego.
- Gdyż została na banicję, nie na śmierć. - Powiedział patrząc gdzieś w dal. Podniosłam się powoli z ziemi. Okazało się, że z barku leciała mi krew. Na całe szczęście nie było to nic poważnego. Gorzej było z Płomienną Gwiazdą. Połowa pyszczka była już zalana krwią z rany.
- Ona rzeczywiście uwzięła się na twój pyszczek. - Stwierdziła po chwili Wiewiórcza.
- Zauważyłem... - Mruknął przywódca i popatrzył na chorych. Ja również skierowałam wzrok na nich. Sowi spał i przez sen gryzł ogon Wróblego. Mój syn zaś nic z tego nie robił i dalej lizał swoją łapę.
- Płomienna Gwiazdo. - Odezwałam się po chwil. Wszystkie koty popatrzyły na mnie. - Powinieneś wrócić z nimi. Wykrwawisz się. - Powiedziałam.
- A co z tobą? - Spytała mnie Wiewiórcza.
- Idziesz ze mną po zioła. - Mruknęła i skierowałam się do wyjścia.
- Że jak?! - Spytała zdziwiona.
- Że tak. - Odpowiedziałam i popatrzyłam na resztę kotów. Płomienny wstał i już szedł do wyjścia. Wróbli przy pomocy Błękitnego również wstał i ciągnąc za sobą Sowiego, który ciągle przez sen trzymał go za ogon szedł tuż za przywódcą. - Powodzenia! - Krzyknęłam do oddalających się kotów. Razem z Wiewiórczą poszłyśmy w drugą stronę.
- Więc... - Zagaiłam bo chciałam tak szczerze porozmawiać z córką. - Podoba ci się życie w tym Klanie?
- Żartujesz mamo?! Tu jest cudownie! - Krzyknęła rozradowana. - Jeszcze w żadnym Klanie nie działo się tyle jak u nas! Te wszystkie ataki włóczęgów, sny przywódców, podróże, śluby..... A tak po co w ogóle się o to pytasz? - Spytała nagle. - Nie podoba ci się tutaj?
- Nie, podoba i to bardzo. - Rzekłam. - Tak się pytałam z ciekawości.... - Nagle zauważyłam zieloną polankę. - To tutaj.
- Ooooooooooooo! - Krzyknęła zachwycona córka.- Ile tego wszystkiego... !!
- Tak, dużo tego. A teraz weź te i te. - Pokazałam łapą na parę ziół. Córka od razu zapchała cały pyszczek tymi ziołami. Ja również to zrobiłam. Po chwili odwróciłam się i zaczęłyśmy iść w stronę ''Obozu''.
*Parę godzin później xD*
W końcu wróciłyśmy! Obie byłyśmy tak zmęczone, że nawet te zioła były dla nas ciężarem. Po chwili wpadłyśmy na Ciemny Strumyk.
- Wróciłyście! Tak się o was martwiliśmy, że chcieliśmy wysłać za wami parę kotów! - Rzekła rozradowana gdy nas zobaczyła. - Pomóc wam? - Przekręciłam głową na znak ''nie''. Same sobie damy radę. Wiewiórcza zmęczona dosłownie już ciągnęła po ziemi ziołami. Brak krzepy córce.... Po chwili weszłyśmy do jaskini gdzie aktualnie mieszkali Sowi z Wróblim. W środku również zastałyśmy Czerwonego Liścia, który próbował nakłonić Sowiego do zejścia z sufitu... Obie ze zdziwienia wypuściłyśmy z pyszczków zioła. Po chwili okazało się, że Sowi trzymał się przednimi łapami korzenia wystającego z sufitu.
- Sowi! Zejdź stamtąd! - Krzyknął zirytowany medyk Klanu Zmierzchu.
- Bujam się, buuuuuuuuuuuuuuuuujam! Am, mniam i terefele kuuuuuuuuuku! Alibaba i 40 świiiiiiiiiń! - Krzyczał Sowi bujając się na korzeniu.
- Jak on tam wlazł...? - Spytała Wiewiórcza dla bezpieczeństwa robiąc parę kroków do tyłu.
- Wszedł mi na głowę i stamtąd chciał skoczy i polecieć. Niestety wpadł na ten korzeń i teraz nie chce zejść... - Mruknął z boku Wróbli. Ten jak nie Wróbli siedział i pustym wzrokiem patrzył na bujającego się kocura.
- Wietrzna, teraz twoja kolej! Ja tu zaraz zwariujęęęęęęęęę! - Krzyknął zdesperowany młody medyk i wyleciał z jaskini. Dosłownie gdyż Sowi przez przypadek kopnął go tak, że wyleciał. Wiewiórcza nie wytrzymała i dostała ataku śmiechu. Padła na ziemię i zaczęła się turlać po całej jaskini. Po chwili przeturlała się z jaskini. Nie zważając na to, że koty zaczynają powoli świrować, podeszłam do Wróblego i tuż przed jego łapami położyłam garść ziół.
- Zjedz to, a poczujesz się lepiej. - Rzekłam i popatrzyłam na nadal się bujającego medyka z Klanu Świtu. - Sowi... Zejdź tutaj na chwilę. - Powiedziałam, a on o dziwo posłuchał. Znaczy nie tak dosłownie... Sowi zwisał teraz głową w dół trzymając się tylnymi łapami korzenia. W czasie kiedy on otwierał pyszczek, wsadziłam mu całą garść ziół. - Teraz radzę się przespać, a rano poczujecie się lepiej. - Rzekłam i już zamierzałam wyjść, gdy nagle w wejściu pojawił się Płomienny mając na grzbiecie Dymną. Płomienny miał teraz.. Ciekawy wygląd jednookiego pirata... A dokładniej w miejscu gdzie oberwał od Krystalicznej miał tam teraz przepaskę z pajęczyny.
- Czy... Wszystko w porządku? - Spytał przywódca mając łzy w oku.
- Tak, a co? - Spytałam zdziwiona.
- Bo przed chwilą widzieliśmy jak tędy leciały krzyczące zwłoki, a potem przeturlały się rude zwłoki! - Krzyknęła Dymna. - I Płomienna Gwiazda śmiał się jak te rude zwłoki!
- To wszystko wyjaśnia... - Rzekłam nie do końca rozumiejąc co się właściwie tutaj wyprawia. Nagle z tyłu usłyszała trzask. Odwróciłam się i okazało się, że korzeń nie wytrzymał ciężaru i spadł razem z Sowim.
- Smacznego Sowi. - Mruknął Wróbli ziewając.
Płomienny? xD