30 gru 2015

Od Cichej Gwiazdy

- Płomyk, Ciernisty, Krucza, żądam wyjaśnień. - Syknąłem podchodząc do trójki kotów w jaskini. - Słucham. Co się stało?
Wyglądali na zmęczonych, ale i tak chciałem z nimi o tym porozmawiać. Stali tak chwilę, ale w końcu odezwał się Płomienny:



UGGGGGHHHH WENUS DO DUPUS! Q A Q Płomyk, ratuj Q A Q

25 gru 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

- Krucza... – powiedziałem wreszcie, odwracając się w stronę brata. – Krucza odeszła do wrogów.
***
Był bardzo wczesny ranek. Wstałem i wyszedłem z jaskini. Wszyscy spali. Zauważyłem, że śnieg zaczął topnieć. Odwróciłem się jeszcze raz w stronę wszystkich śpiących kotów.
- Przepraszam... – powiedziałem cicho, po czym pobiegłem w las. W stronę gór, czyli tam, gdzie była tamta jaskinia wrogów. Nie zdziwiłbym się, gdyby teraz byli gdzie indziej, ale będę ich szukał. Nieważne, gdzie poszli. Wskoczyłem na skałę i popatrzyłem na bok. Było już południe, a ja byłem dosyć wysoko i daleko od jaskini. Zmęczyłem się, więc usiadłem. Nagle jednak coś na mnie skoczyło. Zostałem przygnieciony, ale szybko zrzuciłem z siebie atakującego, który sturlał się ze skały. Wstałem i popatrzyłem na niego. Był to Ciernisty.
- Co tutaj robisz? – warknął.
- Chciałem zapytać o to samo ciebie. – syknąłem.
- Obudziłem się i zobaczyłem, że wychodzisz. Więc śledziłem ciebie aż tutaj. – usiadł. – A ty?
- Idę znaleźć Kruczą. – mruknąłem.
- To nie ma sensu. Ona wybrała, żeby z nimi iść. Tylko cię zabiją. Wracaj do jaskini.
- Nie mów mi co mam robić. – zasyczałem.
Odwróciłem się i zacząłem odchodzić.
- Płomienny, zaczekaj. – powiedział, a ja się zatrzymałem. – Idę z tobą.
***
Po południu byliśmy przed jaskinią. Zaczęliśmy węszyć w środku, ale zapachy kotów były słabe. Poszli sobie. Ruszyliśmy dalej za ich zapachem, gdzieś w góry. Wieczorem musieliśmy się już wdrapywać na duże skały. Kilka razy spadliśmy, ale dalej się nie poddawaliśmy. Ale w końcu zrobiło się już ciemno i zatrzymaliśmy się we wgłębieniu w skale.
- Tak właściwie... kim była wasza matka? – zapytałem.
- Była miłą samotniczką. Zawsze wszystkim pomagała. Nauczyła nas walki, polowania i trochę leczenia ran. Ale pewnego dnia odeszła... Ja dałem jakoś radę, ale Kruczej nie było łatwo. Nie dziwię jej się, że odeszła z ‘’naszym ojcem’’. Zawsze się zastanawiała, czy on jeszcze żyje i jaki jest. A ty jakich miałeś albo masz rodziców? – popatrzył na mnie.
- Miałem. Miałem matkę i ojca. Kryształowe Serce, zginęła na grzmiącej ścieżce, a mój ojciec zabity przez borsuka. Ale nie znałem go za dobrze. To mój, jak to mówił, wujek, był dla mnie jak ojciec. Miał na imię Deszczowy. Samotnik. Nauczył mnie jak polować i walczyć. Moje rodzeństwo i rodzina go nie znali. Któregoś dnia zaatakowały nas psy... On kazał mi uciekać, więc to zrobiłem. Ukryłem się i wróciłem rano tam, gdzie ostatnio go widziałem. Był tam, ale... Nie ruszał się. Pierwszy raz widziałem wtedy coś takiego. Nie powiedziałem rodzeństwu, czemu płaczę, kiedy wróciłem. Jesteś pierwszym, który się o tym dowiedział.
- To się rozumiemy. I wiesz co? Jesteś nawet w porządku.
- Dzięki, ty też.
***
Rano zapolowaliśmy, zjedliśmy i ruszyliśmy dalej. Wiatr wiał tak bardzo, że każdy przewrócił się co najmniej dziesięć razy. Ale wreszcie zapach kotów stał się bardzo silny i zobaczyliśmy ich... Przy skale, na której staliśmy. Nie widzieli nas. A wśród nich, rozmawiała ze swoim ‘’tatą’’ Krucza.
- Co robimy? – zapytałem.
- Kiedy trochę się oddali od reszty, podejdziemy do niej. – postanowił.
Skinąłem łebkiem. Minęła chwila, a Krucza odeszła kawałek od grupy, żeby napić się z jeziora, które było obok. Zeszliśmy ze skały i podeszliśmy do niej. Na szczęście wrogowie nas nie zauważyli.
- Krucza. – Ciernisty stanął obok niej, a ja tuż za nim.
- Ciernisty?  - zapytała zdziwiona, a kiedy zobaczyła jeszcze mnie była wręcz zdumiona. – Płomienny? Co wy tu robicie?
- Przyszliśmy zabrać cię z powrotem. – powiedziałem.
- Ja... Chciałabym iść z wami, ale... – westchnęła, ale nagle wpadła na jakiś pomysł. – Wiecie, mogę poprosić Czerwoną Gwiazdę, żeby was przyjął!
- Co? – wtedy to ja się zdziwiłem. – Nie zostawię klanów! Ale nie zostawię też ciebie. Chodź z nami, Krucza.
- Ja nie mogę... Bo... – zaczęła, ale przerwało jej głośne syczenie. Ten wielki kocur, ‘’tata’’ Ciernistego i Kruczej, stał za nią. Wysunął pazury i skoczył na Ciernistego. Ja go zrzuciłem z kocura i zacząłem drapać. Do walki dołączyły też inne koty. Kątem oka zobaczyłem, że Krucza ich zaatakowała. Więc jednak jest z nami! Nagle wielki kocur złapał mnie za kark i rzucił mną w stronę urwiska. Prawie spadłem, ale wbiłem mocno pazury w ziemię i zawisnąłem nad małą przepaścią. Kocur podszedł do mnie i stanął nade mną. Położył przednią łapę na mojej głowie i wiedziałem, że zaraz mnie zrzuci.
- Niepotrzebnie tu przyszliście. Wkrótce do czterech klanów dotrze wiadomość, że mają trzech przywódców. Ale przyznaj, wiesz, że nie będą tęsknić. – syknął, po czym odepchnął mnie do tyłu. Spadałem. Zamknąłem oczy, nie chciałem na to patrzeć. Kiedy spadłem na ziemię pełną kamieni poczułem ból, ale nie słyszałem pękających kości. Przynajmniej tyle. Nagle jednak, kiedy otworzyłem oczy, zobaczyłem, że ziemi wokół mnie pęka. Zapadam się! Nagle znowu spadłem. Tym razem trwało to krócej. Znów otworzyłem oczy. Wokół było ciemno, światło wpadało tylko przez dziurę przez którą tutaj spadłem. Powoli się podniosłem. Wszystko mnie bolało. Podszedłem do ‘’ściany’’ z ziemi i kamieni. Zacząłem w niej kopać. Po chwili zobaczyłem, że przez wykopaną dziurę wpada światło. Kopałem dalej. Wreszcie udało mi się wyjść. Tam już chciałem biec by pomóc Ciernistemu i Kruczej, ale oni już stali przede mną.
- Co...
- Uciekliśmy im. – powiedział Ciernisty.
- Przepraszam, że odeszłam. Ja po prostu... tak bardzo chciałam poznać swojego ojca, że... zapomniałam o tym, że od was odchodzę. – powiedziała Krucza.
- Tak bardzo tęskniłem... – podszedłem do niej, a nasze nosy się zetknęły.
- Ja też...
- Możecie przestać? Jestem uczulony na takie sceny. – mruknął Ciernisty.
Otworzyliśmy oczy i zorientowaliśmy, że jesteśmy zbyt blisko. W tym samym momencie odskoczyliśmy z krzykiem. Ale po chwili zaczęliśmy się śmiać.
Podbiegliśmy do niego i zaczęliśmy wracać. Prawie cali i zdrowi.
***
Minął kolejny dzień, a my dalej wędrowaliśmy. Byliśmy nawet już dosyć blisko jaskini.
- Tak się cieszę, tak się bardzo cieszę, że wreszcie się pogodziliście! – mówiła Krucza.
- Kiedy się pogodziliśmy? – zapytał Ciernisty.
- Nie wiem, ale przecież przeszliście całą tę drogę bez walki!
- Ale właśnie ta droga rozpoczęła się od naszej walki. – powiedział.
Krucza już chciała coś odpowiedzieć, ale wszyscy stanęliśmy, bo przed nami znajdowała się wielka jaskinia. Ale nie była nasza. Wymieniliśmy spojrzenia. Weszliśmy do środka. Było pusto. Nagle jednak jakaś sylwetka kota szybko przebiegła przed nami.
- Co... – zaczęła Krucza, ale nagle nieznajomy zatrzymał się tuż przed nią. Zamilkliśmy.
To jasnoszare futro i błękitne oczy... Tak je znaliśmy, tak bardzo ich nienawidziliśmy.
- Krystaliczna...? – szepnąłem.
- Co? – odezwała się nagle kotka. – Więc znacie Krystaliczną?
Znowu wymieniliśmy spojrzenia.
- To moja siostra! – powiedziała kotka i uśmiechnęła się.
- Jest niepokojąco podobna do Krystalicznej, ale Krystaliczna się tak nie uśmiecha. – szepnął do nas Ciernisty. – Nie ufam jej i tak.
- Spokojnie, jestem niegroźna! – wykrzyknęła nagle, niezwykle szybko znajdując się tuż obok nas, tak, że aż odskoczyliśmy.
Zaśmiała się.

- Jesteście u mnie mile widziani. – powiedziała po chwili, liżąc przednią łapkę.
- Nie zostaniemy. Musimy iść dalej. – odpowiedział Ciernisty nawet bez podziękowania za zaproszenie. Odwrócił się i już miał wyjść z jaskini, ale zatrzymał go krzyk:
- NIGDZIE NIE PÓJDZIECIE! – w wejściu do jaskini stał ojciec Kruczej i Ciernistego. Co się tutaj dzieje? W jednym momencie jasnoszara rzuciła się na Kruczą i dwie kotki poturlały się po ziemi. Ciernisty wysunął pazury i skoczył na ciemnoszarego, swojego ojca.
- Obiecałam jej, że jeśli jej się nie uda was zniszczyć, ja to zrobię. – zasyczała kotka i znów skoczyła na Kruczą. Ciernisty i jego ojciec wpadli na mnie nagle. Ugryzłem ciemnoszarego, podczas gdy on gryzł Ciernistego. Wreszcie kocur się poddał. Razem z jasnoszarą uciekli z jaskini. Odetchnęliśmy z ulgą. Ale nagle zobaczyłem po drugiej stronie jaskini ciemne, pobrudzone krwią futro. Podbiegłem tam, a Ciernisty tuż za mną. Na ziemi leżał prawdopodobnie nieżywy kot. Stanąłem w bezruchu, przerażony. Była to Krucza.
- Siostro, obudź się! – krzyknął Ciernisty, trącając ją lekko nosem. Teraz nie wyglądał jak dawniej. Nie był silnym, wielkim kotem, tylko bezsilnym kocurem, który próbuje pomóc siostrze. – Proszę...
Ja dalej stałem nieruchomo, patrząc na zakrwawione ciało. Dopiero po chwili usiadłem obok i próbowałem ją obudzić. Mówiliśmy do niej żeby wstała dłuższą chwilę, ale nie reagowała. Nagle jednak otworzyła oczy.
- Krucza! – wykrzyknęliśmy prawie równocześnie.
Ona jednak nie odzywała się.
- Krucza, chodź, wracajmy do domu. Jesteś już bezpieczna. – powiedział Ciernisty, liżąc ją za uchem.
Nie było jednak mowy, żeby sama wstała, więc jej brat ją opatrzył, po czym wziął na grzbiet i ruszyliśmy dalej w stronę jaskini. Był już wieczór.
***
Zatrzymaliśmy się na noc pod dużym drzewem, gdzie prawie nie padał śnieg. Krucza po chwili się obudziła i zjadła mysz, którą wcześniej upolował Ciernisty. Na szczęście już czuła się lepiej. Rano znów wyruszyliśmy. Dotarliśmy do jaskini po południu. Wyczerpani, nie zastanawiając się nad reakcją kotów, usiedliśmy w jaskini.

Ktoś? xD

Od Cichej Gwiazdy

- Płomyk, Ciernisty? - Spytałem podchodząc do dwóch kocurów, wyglądali na przerażonych. - Co jest?
Ze śladu po kłach rudzielca sączyła się krew, dlatego niecierpliwie ją zlizałem.
- Jeszcze raz pytam, co się stało? - Byłem zaniepokojony...pierwszy raz ich widziałem w takim stanie.


Płomyk? UUUUUUUUUUGH WENUS DO DUPUS SO MUCH! Q A Q

19 gru 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Stałem nieruchomo i prawie nie zauważyłem, że wrogowie uciekli. Bo Krucza uciekła razem z nimi. Łapy mi drżały. Nie wiedziałem czy dlatego, że byłem ranny, czy dlatego, że równocześnie byłem na nią taki wściekły i tak za nią tęskniłem.
- Co... Nie... Z... - szepnąłem tylko. Sam nie wiedziałem dlaczego.
Popatrzyłem do tyłu. Ciernisty dalej za mną stał i patrzył na mnie tak, jakby nie wierzył w to co wcześniej powiedziałem.
- Jako to odeszła? - zapytał.
- Odeszła. Tamten kot... To was ojciec... - Ciernisty chyba dowiedział się za dużo. Jego siostra odeszła do wrogów, wśród których był ich ojciec, który podobno nie żyje. Nie dziwiłem mu się, że aż usiadł i popatrzył na wyjście z jaskini.
- Odeszła? Ojciec? - mówił, jakby nie znał tych słów. - Ale nasz ojciec nie żyje. On musi kłamać.
- Zgodziłbym się z tobą, ale miał kolor futra taki jak Krucza i był taki wielki jak ty. - powiedziałem.
Teraz siedzieliśmy we dwójkę w ciszy nie mogąc zrozumieć do końca tego, co się wydarzyło.

Cichy? Teraz też Ciernisty jest załamany xD

Od Cichej Gwiazdy

Rudy kocur stał zaledwie kilka metrów ode mnie. Był ode mnie niewiele wyższy...byłem pewien że na mnie skoczył, i tak też zrobił. Gdy miał mnie przycisnąć do ziemi, upadłem na grzbiet i kopnąłem go tylnymi łapami.
- No co tak słabo rudy cwelu! Moja babcia skakała lepiej od ciebie! - Zaśmiałem się wrednie.
- Może i tak...ale wiesz co ci powiem, czarny szogunie? Już moja stara waliła lepsze teksty niż ty!
- Ach, ale przecież twoja stara nie ma dzieci! Zatkało kakało?
- Tylko na tyle cię stać, nyggasie ty?
- Nie bądź taki do przodu, bo cię sznurówki wyprzedzają. Słuchaj, dasz mi swoje zdjęcie? Bo mój tata składa rower i nie wie jak wygląda pedał!
- Podniecasz się tym jak kura miesiączką!
- Masz taką gębę jakby w dzieciństwie cię karmili z procy! Nie mów do mnie bo twój oddech kołtuni mi futro!
-  Jesteś normalnie błyskotliwy jak salceson!
- Hah! Mnie przynajmniej Gwiezdni stworzyli, bo wiedzieli co piękne, a ciebie stworzyli bo mieli zły dzień!
- Jesteś taki gruby, że już łatwiej cię przeskoczyć niż obejść!
- Ha ha, jesteś dowcipny jak gówno na trawniku! Idź na łąkę komary doić ciulu! - Już nie wytrzymałem i na niego skoczyłem, ten jednak wbił mi kły w pysk. - Uuuugh! Wiesz, lubię żółty, ale twoje zęby to już przesada!
Jednym, potężnym uderzeniem łapy zostawiłem mu pamiątkę - pozbawiłem go oka. Pisnął żałośnie i zarządził odwrót. Kilka chwil, i wszyscy wrogowie uciekli.


Płomyk? XDDDD
 

16 gru 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Co się dzieje? Nagle wokół stało się tak głośno... Zaatakowali! Ale już? Coś szybko, albo tak naprawdę spałem przez wiele księżyców! Nagle skoczył na mnie jakiś kot i przygniótł do ziemi, ale szybko go z siebie zrzuciłem tak, że dodatkowo upadł na swojego sojusznika. Zobaczyłem, jak Cichy walczy z tym ogromnym, ciemnorudym kotem. Trzeba mu pomóc. Pobiegłem tam i rzuciłem się na niego. Zanim zdążył zareagować ugryzłem jego ucho i odskoczyłem do tyłu. Zamiauczał głośno z bólu i wtedy zorientowałem się, że pozbawiłem go połowy jednego z uszu. Popatrzył na mnie ze wściekłością jaką zwykle widziałem w oczach Krystalicznej i z wielką prędkością do mnie podbiegł. Tym razem to ja nie zdążyłem zareagować. Uderzył mnie w głowę tą wielką łapą z wysuniętymi pazurami, po czym jeszcze kilka razy podrapał, po czym wręcz rzucił mną na bok jeszcze silniejszym ciosem w bok. Poturlałem się i uderzyłem w kamień. Zwinąłem się z bólu i przez chwilę leżałem, bo kręciło mi się w głowie. Ledwo mi się rany obok oka zagoiły, mam nowe! Wstałem.
Znowu skoczył na mnie jakiś kot, a raczej kotka... Jak jej tam było... Śnieżny Kamyk? Chyba tak. Ale ona ma kocięta! Przygniotła mnie do ziemi i próbowała ugryźć w kark, ale kopałem ją tylnymi łapami i wreszcie udało mi się ją odepchnąć. Zasyczała i wyglądała na gotową do kolejnego ataku. Zaczęła biec w moim kierunku ale uniknąłem. Tym razem to ja przygniotłem ją do ziemi. Ale nie mogłem jej zabić. Gdybym to zrobił, zginęłyby zapewne też jej kocięta. Puściłem ją więc z kilkoma ugryzieniami i zadrapaniami, a ona zniknęła wśród walczących kotów. Popatrzyłem w bok i zobaczyłem jak Sowie Pióro opatruje ranę na barku Ciemnego Strumyka. Nagle podbiegł tam wrogi kot z zamiarem ataku. Sowi stanął przed ranną wojowniczką i zasyczał. Ale wojownik był silniejszy. Kilka ugryzień i po chwili medyk padł tuż obok Ciemnego Strumyka. Szybko tam podbiegłem, a chwilę po mnie zjawiła się tam ostatnio przyprowadzona z jaskini kotka w wieku terminatorskim, Liściasta Łapa. Nie wybrała jeszcze do którego klanu dołączy. Sowi oddychał.
- Wiem jak mu pomóc, wracaj do walki. - powiedziała.
Skinąłem łebkiem i ruszyłem przed siebie, w stronę walczących kotów. Wrogów dalej było wiele, a coraz więcej naszych wojowników, terminatorów i nie tylko było rannych. Trzeba coś szybko zrobić.
Zaatakowałem białego kocura w brązowe łaty. Akurat walczył z Wiewiórczą Łapą, która była także atakowana przez innego wroga, więc miałem nadzieję, że jej jakoś pomogłem. Przez chwilę walczyliśmy, ale on w końcu poddał się i uciekł z jaskini. Walka trwała, a każda sekunda się liczyła. Wszystkim pewnie brakowało już sił. Może właśnie ktoś od nas umiera. Muszę walczyć! Nagle zobaczyłem jak Krucza rozmawia z jakimś także wielkim, tylko ciemnoszarym, podejrzanie podobnym do niej, kocurem. Podbiegłem tam.
- Tak jak mówiłem... - powiedział kocur. - twoja matka miała was niedługo urodzić, gdy rozdzieliliśmy się podczas wielkiej burzy. Nie znalazłem was. Ale teraz wiem, że dalej żyjecie...
Krucza patrzyła na niego tak, jakby we wszystko to wierzyła.
- A teraz, skoro się spotkaliśmy, nie musicie umierać jak te koty z tych klanów. Możesz iść ze mną. - uśmiechnął się.
Krucza podeszła do niego krok i odwzajemniła uśmiech.
- Tato... - powiedziała cicho, a do jej oczu napłynęły łzy. - Od zawsze chciałam cię poznać. Myślałam, że nie żyjesz. A ty tu przyszedłeś. Po mnie.
- Krucza... - szepnąłem. - Nie możesz... Nie możesz odejść...
Popatrzyła na mnie i jej mina zrobiła się smutna. Podeszła do mnie.
- Przepraszam. Muszę. Muszę iść z nim. To mój ojciec. - po czym odwróciła się i podbiegła do kocura. Potem on dał ogonem znak ich przywódcy i wyszedł z jaskini z Kruczą i rannymi kotami z ich ''klanu'', dzięki czemu zrobiło się więcej miejsca, a my mieliśmy większe szanse. Ale i tak było trudno. A ja? Stałem nieruchomo. Patrzyłem na wyjście z jaskini, tam, gdzie ostatnio ją widziałem.
- N-nie... - szepnąłem.
- Płomienny. - podbiegł do mnie Ciernisty. - Widziałem, że Krucza wychodzi z jaskini z wrogami, co się stało?
- Odeszła. - powiedziałem. - Odeszła do wrogów.

Cichy? Płomienny się załamał. c':

15 gru 2015

Od Cichej Gwiazdy

Mysia Skórka wtulona w moje futro zasnęła płacząc...obok jej brzucha spała reszta kociąt.Wtem podniosłem głowę, słysząc głos mojego brata.
- Pstt. - Syknąłem. - O czym jest dyskusja? O czymś co jest warte nie wyspania się?
- To...skomplikowane.
Wtem nagle rozległo się straszliwe miauknięcie, i jaskinia była pełna szczepionych w walce kotów. To stało się tak nagle...wszyscy natychmiast się obudzili, gotowi do walki. Matki uciekały z kociętami...straszny widok. Szybko pomogłem Mysiej Skórce w ukryciu naszych kociaków, i ruszyłem na pole bitwy.
 Rzucił się na mnie wielki, ciemnorudy, pręgowany kocur, wbijając mi ostre jak brzytwa pazury w bok.
- Dobrze ci radzę rudzielcu, zabieraj te pazury, albo będzie nieprzyjemnie! - Warknąłem wbijając kły w jego łapę. Dogryzłem się aż do kości, kocur fuknął żałośnie. Nagle ktoś go ze mnie strącił...Płomienny!


Płomyczek? .w. Plooose, zostaw Czerwonka mnie, chcę zrobić epic battle on vs Cichy = w =

14 gru 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

To prawda. Nie wiem. Nie wiem też jak mógł czuć się Cichy. To było dla niego na pewno bardzo ciężkie. Chciałbym go jakoś pocieszyć, ale się nie da. Tym razem nie mogę nic zrobić. Tak, nawet wstać nie mogę! Kolejny raz westchnąłem. Po chwili zasnąłem.

Obudziłem się pod wieczór. Byłem bardzo głodny. Postanowiłem znów spróbować wstać. Udało się, ale moje nogi dalej były słabe i pewnie wyglądałem jak kociak uczący się chodzić. Dosyć przerośnięty kociak. Wszyscy już spali, pewnie zmęczeni ostatnimi wydarzeniami. Tam, gdzie zwykle był stos zwierzyny nie było nic. Zjedli wszystko. Ale mam szczęście! Cóż, muszę poczekać, aż ktoś coś upoluje. To pewnie potrwa całą kolejną noc. Zaraz umrę z głodu. Stracę dwa życia w jeden dzień. Mój rekord. Wyszedłem z jaskini i tuż przede mną stanęła Krucza.
- Cześć. - powiedziała tak, że prawie nie zrozumiałem, bo w jej pyszczku była spora mysz. Powstrzymałem się od wyrwania jej tego i zjedzenia, ale było trudno.
- Cześć. - mruknąłem.
- Niedaleko stąd czułam jakieś obce koty. Wiesz może kim są? - zapytała, upuszczając zdobycz na stos, po czym znów do mnie podbiegła.
- Tak. Kolejni którzy chcą nas zabić. Prawie mnie zobaczyli, albo nawet mnie widzieli ale postanowili nie atakować. - mówiąc to co chwilę patrzyłem na upolowaną mysz, czując, że zaraz nie wytrzymam i po nią pobiegnę.
- Znowu? - westchnęła. - Weź w końcu tę mysz, bo tu padniesz z głodu za chwilę.
A więc jednak widać było. Ale po co udawać? Wziąłem zdobycz i zacząłem jeść, czując ulgę, że nie muszę jak narazie stać na dalej słabych łapach.
- Ich przywódcą jest taki ciemnorudy kocur, wielki jak Ciernisty. - powiedziałem.
- Nie sądziłam, że jest ktoś tak duży jak Ciernisty. - mruknęła.
- Ja też.
Podejrzane. Może jest ich członkiem rodziny? Oby nie! Nagle zobaczyliśmy obok ruch i jakiś kot, który właśnie się obudził, podniósł łebek i na nas popatrzył.

Ktoś? Tak, Cichy, możesz być ty. c:

Od Cichej Gwiazdy

- Płomyk. - Mruknąłem nagle, kiedy brat mówił o tych niebezpieczeństwach. - Wierzę w to co mówisz, ale póki co mnie to nie obchodzi. Nie wiesz jak to jest stracić dzieci.
W tej chwili spojrzałem na leżącą nad grobem naszych kociąt Myszkę.
- Pomyślę nad tym jutro.
Polizałem brata po pyszczku i odszedłem.



UUUUGH WENUS DO DUPUS!!! Q A Q PŁOMYK, RATUJ Q A Q

13 gru 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Ciepło, było tak ciepło i spokojnie. Nagle udało mi się otworzyć oczy. Podniosłem wzrok. Nade mną stała Kryształowe Serce. Tak dawno jej nie widziałem!
- M-mamo? - powiedziałem cicho.
Zginąłem? Otrzymam kolejne życie, czy zostanę tutaj?
- Czeka was niebezpieczeństwo, Płomienna Gwiazdo. - odezwała się po chwili. - Musisz ostrzec innych.
- Chodzi o ten klan, prawda? - zapytałem.
- Tak. Jest ich więcej niż może ci się wydawać. Możecie uciec, lecz to grozi śmiercią przez choroby, zmęczenie i głód, lub zostać i walczyć, ale wtedy macie małe szanse i zapewne zginiecie zabici przez wrogów.
- To słabo... - szepnąłem do siebie. - A tak właściwie to straciłem życie?
- Tak.
No, jeszcze gorzej.
- Pora już, abyś wrócił do klanów. Pamiętaj o tym, co ci powiedziałam. Z tym życiem daję ci odwagę, żebyś obronił cztery klany i zadecydował razem z rodzeństwem co zrobicie. Życie wielu kotów zależy od ciebie. - dotknęła swoim nosem mój, a ja zamknąłem oczy.
Gdy je otworzyłem, byłem już w jaskini. Wszystko na początku było rozmazane. Popatrzyłem na brata. Odetchnąłem z ulgą wiedząc, że nie leżę już gdzieś w lesie na śniegu. Spróbowałem wstać, ale moje łapy nie były chętne do pomocy i po chwili upadłem.
- Cześć. - mruknąłem. - Zostało mi siedem żyć.
Przez moment panowała cisza, ale przypomniałem sobie o słowach matki. Czeka was niebezpieczeństwo, Płomienna Gwiazdo. Musisz ostrzec innych. Możecie uciec, lecz to grozi śmiercią przez choroby, zmęczenie i głód, lub zostać i walczyć, ale wtedy macie małe szanse i zapewne zginiecie zabici przez wrogów.
Znów popatrzyłem na Cichą Gwiazdę.
- Widziałem coś strasznego. A także rozmawiałem z Kryształowym Sercem. Czeka nas wielkie, wielkie niebezpieczeństwo. - powiedziałem. - Zobaczyłem jakiegoś kota, pobiegłem za nim. On wszedł do jakiejś jaskini i rozmawiał z ich nowym jakby przywódcą o tym, że Krystaliczna zginęła, a potem zaplanowali, że nas zaatakują. Ten kot powiedział innym, że mnie widział. Ukryłem się przed nimi. Potem kiedy wracałem poczułem się słaby i... No właśnie. Nasza mama powiedziała, że czeka nas wielkie niebezpieczeństwo, że tamten klan zaatakuje. Możemy albo uciec, ale wtedy niektórzy zapewne zginą, albo walczyć, ale wtedy też większość z nas zginie. Tych wrogów jest naprawdę bardzo dużo, a mi się wydaje, że to wiele kotów które widziałem w jaskini było tylko połową.
Tak, pewnie Cichy teraz myśli, że jego brat zamarzł i przez to oszalał, ale ja wiedziałem, co mówię. Sytuacja była poważna. Westchnąłem cicho i popatrzyłem na swoje niedziałające aktualnie łapy. Nawet gdy wyruszymy, ja narazie nie mogę iść. A w dodatku tak wiele kociąt... Ale jeśli zostaniemy, też będzie źle. Co robić?

Od Cichej Gwiazdy

Obudziłem się w nocy, słysząc odgłosy walki i płacz mojej ukochanej. Wbiegłem do jaskini. Zamroziło mnie. Ta...ta zdrajczyni Krystaliczna...zabiła naszą córkę Wydrę...
- N-nie... - Szepnęła ze łzami w oczach Mysia Skórka, wtulając się w jasno-rude futerko Wydry. - WYDERKO, WRÓĆ DO MNIE!
Nie wytrzymałem. Rzuciłem się jasnoszarej do gardła, ta jednak zrobiła unik i drasnęła mnie w polik. Nawet nie poczułem, tylko wyrwała mi trochę futra. Zadrapałem jej bok, krew ochlapała moje czarne futro. Krystaliczna straciła równowagę, wykorzystałem to i chwyciłem jej szyje. Wbijałem w nią kły baaaardzo powoli, tak, aby cierpiała. Na początku tylko mruczała żałośnie, potem jednak, gdy trysnęła fontanna krwi, wydała z siebie przeraźliwy, pełen bólu pisk. Dosłownie wyplułem ją z pyska i postawiłem łapę na jej głowie. "Nikogo już nie skrzywdzisz, podstępna żmijo. Było cię zabić gdy miałem okazje!" syknąłem w myślach.
Wtedy zobaczyłem Płomiennego. Przymrużyłem zaszklone oczy.
- Zabierz ją. Już.
Mój rudy brat posłusznie pozbył się Krystalicznej Żmii z jaskini. Położyłem się obok Mysiej Skórki. Otuliłem ją ogonem i polizałem między uszami. Nie potrafiłem jej pocieszyć w takiej chwili, sam byłem załamany...


Po pogrzebie Wyderki ; - ;


Zakopaliśmy ciało naszej córki tam, gdzie ciała naszych synów. Robiło się już jasno...Mysia zasnęła nad grobem naszych dzieci, ja natomiast poszedłem szukać Płomiennej Gwiazdy. Dawno nie wracał...

Znalazłem go na śniegu, krwawił zadrapania na policzku. Zakryłem go ogonem i zlizałem krew z jego futra. Udało mi się go podnieść i zanieść z powrotem do jaskini.


Jakiś czas później


- C-co...? - No, Płomyk wreszcie się obudził...
- Witamy w świecie żywych. - Mruknąłem niewzruszonym tonem, przypominając sobie nagle o Kruczku, Świecidełku i Wyderce...


Płomyk? XD

Od Płomiennej Gwiazdy

Minęło kilka dni od powrotu i wszyscy zdążyli już psychicznie i fizycznie odpocząć. Była noc. Spałem spokojnie, aż nagle usłyszałem miauczenie kociąt Mysiej Skórki. Niby normalne, bo te małe ciągle płakały, ale tym razem było w ich głosach coś... dziwnego. Piszczały jakby ze strachu, może nawet przerażenia. Przypomniałem sobie jak kiedyś lis porwał dwójkę z nich i zaniepokoiłem się. Wstałem i cicho, żeby nikogo nie obudzić, poszedłem w stronę kociarni. Wtedy poczułem ten znajomy, okropny zapach... Krystaliczna! Wbiegłem do środka i zobaczyłem tę jasnoszarą kotkę przygotowującą się do skoku na Mysią i jej kocięta.
- Nie próbuj ich nawet dotknąć! - syknąłem, wysuwając pazury. Kotka popatrzyła na mnie z nienawiścią w oczach i odwróciła się w moją stronę. Mysia, słysząc mój głos, otworzyła oczy zdziwiona i wtedy zauważyła Krystaliczną. Przytuliła do siebie płaczące kocięta i zakryła je ogonem. Nagle usłyszałem miauknięcie gdzieś obok. Jedno z kociąt oddaliło się od pozostałych i było bardzo blisko Krystalicznej. Ona też je zauważyła. Na jej pyszczku pojawił się lekki uśmiech. Skoczyła w stronę kociaka, a ja pobiegłem za nią. Skoczyłem na nią i ugryzłem w kark, ale ona już zdążyła złapać małego. Po chwili rzuciła nim na bok, a on uderzył w kamień z piskiem, po czym upadł i jego miauczenie ustało. Nie ruszał się. Patrzyłem na to zszokowany, dalej wbijając kły w kark kotki. Mysia zamiauczała głośno. Nie była ranna, ale cierpiała. Bardzo. Odskoczyłem do tyłu, sycząc.
- Co, myśleliście, że tak po prostu się poddam? Ja zawsze dotrzymuję słowa. A skoro powiedziałam, że się zemszczę, zrobię to! - krzyknęła i już miała na mnie skoczyć, ale to jakiś kot zaatakował ją. A był to... Cichy! Przez chwilę walczyli, ale w końcu kotka padła. Jeszcze żyła, ale to nie potrwa długo.
Stałem jak wryty patrząc raz na brata, raz na Krystaliczną. Cichy zaś popatrzył na nieżywego kociaka leżącego z boku i na Mysią, która już nad nim siedziała.
- Weź ją stąd. - powiedział do mnie. - Już.
Nie będę się z nim kłócił. Popatrzyłem na Krystaliczną. Oddychała. Wziąłem ją i wyciągnąłem z jaskini. Potem jeszcze ciągnąłem ją przez chwilę i postanowiłem zostawić pod jednym z drzew. Ona za chwilę umrze. To morderczyni, nie mogę jej współczuć. Nagle jednak szybkim ruchem podcięła mi łapy tak, że padłem na ziemię tuż obok niej. Wbiła mi pazury tuż obok oka, które na wszelki wypadek zamknąłem.
- To nie koniec. - wyszeptała niewyraźnie. - Nie jestem sama, wkrótce oni wszyscy was zabiją. Zabiją wszystkie cztery klany.
Potem jeszcze raz uśmiechnęła się szyderczo, ale po chwili przestała oddychać. Musiałem szybko wstać, bo moja krew zaczęła spływać mi do oka. Przez moment parzyłem na nią jeszcze, jakbym obawiał się, że wstanie i pobiegnie z powrotem do jaskini, ale to się nie wydarzyło. Już chciałem wrócić, ale usłyszałem szelest. Popatrzyłem tam i zobaczyłem sylwetkę kota i parę zielonych oczu  patrzących prosto na mnie. Byłem wręcz przekonany, że na mnie skoczy, ale nieznajomy zamiast tego zaczął uciekać. Pobiegłem więc za nim. Mimo tego, że było mi coraz zimniej w łapy i krwawiłem. Co z tego. Biegłem tak za nim długo, wydawało mi się już, że wieczność, ale wreszcie się zatrzymał, więc ja zrobiłem to samo. Wszedł do jakiejś jaskini. Zaglądnąłem tam tak, żeby nikt mnie nie widział. Było tam wiele kotów. Bardzo wiele.
- Zabili Kryształową Gwiazdę. - powiedział kot w wieku terminatora, za którym biegłem cały ten czas. Kryształową Gwiazdę? Ona jest w wieku Błękitnej Łapy, za młoda na przywódcę! Ach Ci mordercy koty i ich dziwna logika.
- Więc to ja zostanę przywódcą. Od teraz mówcie mi Czerwona Gwiazda. - powiedział duży, bardzo ciemnorudy, pręgowany kocur. Nie chciałbym z nim walczyć.
- Kiedy ich wreszcie zaatakujemy? - zapytała biała, zielonooka kotka. Obok jej brzucha leżały dwa kocięta, więc ciekawe dlaczego miałaby nas atakować. Jeszcze bardziej ich nie rozumiem.
- Cierpliwości, Śnieżny Kamyku. Muszą myśleć, że niebezpieczeństwo minęło. - powiedziała za ich nowego ''przywódcę'' szara wojowniczka.
- I wiem chyba, kto ją zabił. - dodał nagle terminator, liżąc swoje poczochrane, czarne futro. - Z ich jaskini wywlókł ją taki rudy kot. Ale łatwo go pokonamy, widać, że słaby.
Wtedy miałem ochotę tam wbiec i podrapać mu ten pysk, ale powstrzymałem się. Nie mogę zrobić nic głupiego. Inaczej zginę ja i wszyscy inni.
- Też to czujecie? - odezwała się nagle kremowa terminatorka. - Jakiś kot, ale na pewno nie z naszego klanu.
Zaczęła iść w moim kierunku. O nie, o nie, o nie, o nie, o nie, o nie! Popatrzyłem na boki i rzuciłem się w górę śniegu. Było mi bardzo zimno, ale może mnie nie zauważą? Zakopałem się całkowicie i siedziałem tam, aż nie zabrakło mi całkowicie powietrza. Rozejrzałem się, ale już poszli. A w dodatku zorientowałem się, że powoli robi się jasno. Zacząłem biec z powrotem do jaskini. Musiałem im to wszystko opowiedzieć jak najszybciej. Było już całkiem jasno, a ja dalej biegłem. Wszystko było już znajome, ale nie miałem sił. Upadłem na śnieg i nie miałem siły wstać. Było mi zimno. Bardzo, bardzo zimno... Ale nie mogłem wstać. Nie dałem rady. Może mnie znajdą? Może mnie szukają? Nie sądzę. Pewnie nawet zapomnieli, że wyszedłem. Bo kogo by to wszystko obchodziło? A ja dalej leżałem. Nagle poczułem przyjemnie ciepło. Wokół śnieg jakby zniknął, ale nie dałem rady otworzyć oczu, by to sprawdzić. Śpię? A może straciłem kolejne życie? Nie wiedziałem, ale uśmiechnąłem się lekko czując, jak wszystko wokół robi się takie spokojne...

Ktoś? Szukacie Płomiennego czy dalej ma sobie tam umierać? xD

23 paź 2015

Od Wróblego Płomienia

- I vice mersa ty morsie! - Krzyknąłem czując narastający ból i w tyłku i na pyszczku. Normalnie jakbym dostał jakieś zmarszczki. Pomasowałem chwilę swój przystojny pyszczek i nie czekając na jakiekolwiek wyjaśnienia zacząłem iść tylko mi znanym kierunku. Po chwili potknąłem się i pyszczkiem walnąłem o ziemię. Dziwnie czuję się, jakby minęły miliony lat, gdyż ja poczułem, że to mnie boli....
- Zwłoki! - Krzyknął jakiś kociak. Chyba Dymna.... Po chwili wgryzła mi się w.... Łapę.
- AAAAAAAAAAAAAAAAA! BOLI! KOCIAK MORDERCA! JAKI NIEOKRZESANY KOCIAK! CZEMU JA SIĘ CZUJĘ, JAKBYM MIAŁ WIĘKSZY ILORAZ INTELIGENCJI?! - Krzyknąłem unosząc łapy do góry i pytającym wzrokiem popatrzyłam na kociaka, który teraz gryzł mi ucho.
- Wróbli chyba jeszcze do końca nie jest Wróblim... - Powiedziała Słoneczna patrząc tymi mokrymi oczami.
- Możliwe, że do końca jeszcze nie wyzdrowiał.... - Powiedziała moja mama, pojawiając się znikąd.
- AAAAAAAAAAAAA! - Krzyknąłem i schowałem się za Cichym.
- Wiecie co? Normalny Wróbli nie pozwoliłby podejść Dymnej do siebie, a tutaj Dymna nadal zjada mu nogę. - Powiedziała Wiewiórcza mając na łapie liście, patyki.... Ciekawe po co jej to? Podniosłem delikatnie tylą łapę, rzeczywiście, gryzła. Po chwili poczułem, jakby coś mi kazało mi ją rzucić.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! - I rzuciłem ją. Poleciała prosto na Zamglonego. Strzał w dziesiątkę!
- Wróbli do końca wrócił! - Rzekła ta ruda egoistka.

Ktoś? c: xD

22 paź 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Popatrzyłem na Sowiego, który dalej miał zeza. Mrugnął kilka razy, a jego oczy zrobiły się normalne... Czyli nie było już zeza i znów, jak dawniej, tylko popatrzył na mnie z irytacją.
- Czemu się tak patrzysz? - mruknął.
Wszyscy na niego popatrzyli. Czyżby wrócił dawny Sowi?
Po chwili zaczął się rozglądać, jakby nie znał tego miejsca.
- Okej, co się tutaj działo i czemu nic nie pamiętam? - odezwał się znów po chwili.
- Widzę, że Sowi wrócił... - powiedziała Krucza. - A co z Wróblim?
Wszyscy popatrzyli na wojownika z Klanu Dnia, który siedział nieruchomo.
- Wróbli...? - miauknął ktoś cicho.
On jednak nie reagował. Przez chwilę jeszcze wszyscy milczeli, aż Wróbli nagle wstał.
- ADHD CO CHWILA MĘCZY MNIE!... TYŁEK MNIE BOLI... AAAAAA! Kontuzja twarzy! - krzyknął.
- Nie tęskniłem. - mruknął Ciernisty.

Ktoś?

Od Słonecznej Kity

*Jakieś 20 minut przed wejściem kotów...*

- Jestem mooooooootylkiem! OOOOOOOOOOOOOOOOOooooooooooooooooooooOOOOOOOOOOOOOOoooooooooooooooooo! - Krzyczał Sowie Pióro co chwila machając przednimi łapami. Ciemna co chwila musiała za nim biec, gdyż Czerwony ostatnim razem dostał w zęby jego głową. Biedny... Po chwili znowu zaczęłam szlochać.
- A co jeśli już nie wrócą?! Jeśli zostaniemy sami.... - Tutaj co chwila drgając od płaczu przytuliłam się do ogona. - Co jeśli Krystaliczna ich dopadła? A teraz nas zaatakuje.... - Wyszlochałam i wtuliłam się w swój ogon już nic nie mówiąc. Dębowy położył mi na ramieniu łapę i czekał aż się wypłaczę. W tym czasie Sowi dopadł Zamglonego..... Znaczy już wcześniej Zamglony został wepchnięty przez kociaki do starego pniaka i kociaki w tym pniaku go pchały, ale teraz jak się jeszcze przyłączył Sowi....
- I CAN FLY, BUTTERLFYYYYYYYYYYY! TU TWOOJE RADIO, HELLO! HELLO! - Krzyczał a kociaki dookoła niego tańczyły jak szalone co chwila piszcząc z uciechy. - RUUUDA TAŃCZY JAK SZAOOOOOOOOOONA! - Krzyknął potykając się o kamień i pyszczkiem walnął o ziemię. Parę minut błogiej ciszy.... Nie licząc mojego płaczu...
- Zwłoki! - Krzyknęła Dymna i z uśmiechem nienormalnej panienki zaczęła gryźć ucho chorego. Czerwonopręga od razu wzięła swoją córkę i trochę się oddalając zaczęła jej coś tam tłumaczyć. Nagle w wejściu pojawili się....
-To wy?! Zabiję was za te wszystkie łzy i te wszystkie dziwne sceny! - Krzyczałam a i tak przytuliłam, wręcz udusiłam Wiewiórczą. Nagle ruda terminatorka zaczęła wrzeszczeć z bólu, czyżbym naprawdę jej coś zrobiłam?
- Moja noga! Umieram! - Krzyknęła i padła na ziemię.
- Zwłoki! - Krzyknęła Dymna i wyrywając się matce podbiegła do Wiewiórczej i zanim ktoś zdążył zareagować kotka już gryzła łapę terminatorki.
- Zabierzcie to ode mnie! Ona gryzie moją złamaną.... AAAAAAAAAAA! - Zapiszczała i odrzuciła Dymną na parę metrów. - Boli jak zielony kaszel! - Rzekła i popatrzyła na złamaną, obślinioną łapę. Wietrzna wzięła za kark córkę i zabrała ją do jaskini. W tym czasie Sowi już się ocknął i wlazł na grzbiet Ciernistego.
- WIŚTA WIOOOOOOOOOOOOOO KONIKU! - Krzyknął i poleciał na parę metrów, gdyż Ciernisty raczej nie miał poczucia humoru...
- A tak po za tym, że co chwila ktoś tu lata i takie tam, nic wielkiego się nie stało? - Spytała Złocista nie zważając na to, że Błociek atakował jej ogon. Czym prędzej zabrałam syna od przywódczyni. Wszyscy pokręcili głową.
- Nie. - Rzekł grobowym głosem Wróbli wychodząc cienia. - Po za tym, że Słoneczna od dwóch dni płakała, kociaki coraz bardziej pozwalają sobie na przeszkadzanie starszym i Sowi... - Mówiąc to popatrzył na chorego który robił zeza do Płomiennego. - ..... Co chwila coś robi... Niestosownego jak na jego charakter.

Ktoś? c: xD

19 paź 2015

Od Ciernistej Duszy

- Musimy jak najszybciej dotrzeć do jaskini. Kto wie, czy ich nie zaatakowali. - powiedziałem.
Wszystko wokół nie wyglądało znajomo. Popatrzyłem na siostrę, a ona najwyraźniej od dłuższej chwili patrzyła już na mnie. Świetnie, zgubiliśmy się. Spojrzałem na dwa chore koty, które wyglądały na bardzo słabe.
- Po prostu chodźmy. - mruknęła po chwili Krucza i poszła przodem.
Nie mieliśmy wyboru, ruszyliśmy za nią.

Kiedy znów zaczęło robić się ciemno, tereny stawały się znajome.
- Jeśli nie będziemy się zatrzymywać, dojdziemy zanim znów zrobi się jasno. - powiedziała Krucza.
Popatrzyłem do tyłu. Wszyscy szli ledwo żywi, niektórzy prawie padali.
- Krucza, musimy odpocząć. - podbiegłem do przodu, żeby iść obok kotki.
Ona też popatrzyła na pozostałych. Westchnęła.
- No cóż, dobrze. - miauknęła. - Zatrzymujemy się tutaj.
Nagle wszyscy padli jak martwi. Teraz najwyraźniej nie przeszkadzał im nawet chłód, od razu zasnęli. My też się położyliśmy, żeby po pobudce znów wyruszyć.

Otworzyłem oczy, a przede mną zobaczyłem mysz. Pozostali jedli.
- Kiedy spałeś poszliśmy na polowanie. - wytłumaczył Błękitny, chyba już mniej przerażony.
Skinąłem łebkiem i zjadłem. Nareszcie, bo byłem głodny.
Później poszliśmy dalej. Wreszcie pozostałe koty zaczęły rozpoznawać różne miejsce i... Zobaczyliśmy jaskinię.
Mimo zmęczenia, pędziliśmy szybko jak prawie nigdy nam się na zdarzało. Wbiegliśmy do jaskini i stanęliśmy w wejściu, szczęśliwi. Na całe szczęście, pozostałych nie zaatakowano. Wszyscy na nas popatrzyli zaskoczeni. Wróciliśmy po kilku dniach, z dwoma nowymi kotami, dalej zakrwawieni i brudni z ziemi, z nieco zniszczoną psychiką. W jaskini działy się różne dziwne rzeczy. Słoneczna histeryzowała, Dębowy próbował ją uspokoić, Zamglony został zaatakowany przez kociaki, Ciemna próbowała nie oszaleć próbując pomagać Czerwonemu w pilnowaniu Sowiego i Wróblego... I wiele innych.
Ciekawe, jak zareagują.

Koty z jaskini?

18 paź 2015

Od Wiewiórczej Łapy

- 396... 397.... 398..... 399...... 400.... 401..... 402..... - Od jakiegoś czasu Złocista ciągle liczy te kamulce. No cóż jej się dziwić. Każda z nas na inny sposób starała się nie zanudzić na śmierć. Złocista jak już mówiłam liczyła kamienie, Mglista robiła jakieś dziwne ćwiczenia na podłodze.... Wietrzna z Kruczą grały w ''Kółko i Krzyżyk'' prawie już cała podłoga wokół nich została zapełniona kółkami i krzyżykami. A ja... Obserwowałam żuka, który sobie w najlepsze chodził koło moich łap. Nagle usłyszałam czyjeś kroki... Okazało się, że kocury wróciły. Nie same o dziwo...
- Płomienny, Cichy, Ciernisty...! A kim są oni? - Spytała Złocista przyglądając się dwom nowym kotom. Wietrzna kiedy zobaczyła w jakim są stanie od razu wzięła się do roboty. Zuch mama....
-Biliście się? - Spytałam kiedy zobaczyłam plamy krwi na ich futrach.
- Nie, znaleźliśmy ich w tej jaskini. Prawdopodobnie zostali zaatakowani przez Krystaliczną i te obce koty. - Powiedział Ciernisty.
- Właśnie, możemy wyruszać? - Spytał Płomienny kątem oka patrząc jak moja mam przyciska do rany kotki dużą pajęczynę. Jednak po chwili kiwa głową na znak zgody. Wszyscy zaczęli iść. Kiedy próbowałam wstać, to padłam z bólu.
- Wiecie co...? Chyba sobie poleżę tutaj.... - Mruknęłam. Wszyscy popatrzyli na mnie.
- Hmm... Cichy? Płomienny? Który z was weźmie ją na grzbiet? - Spytała Złocista patrząc na swoich braci. Cichy jak najszybciej schował się za Kruczą. Niestety Płomienny.... Już mi go szkoda. - Płomienny? - Spytała ponownie.
- Jak widać nie mam zbyt wielkiego wyboru... - Mruknął przywódca Klanu Świtu i podszedł do mnie. Krucza pomogła mi wejść na niego i już po chwili z miną 3 księżycowego kociaka, który dostał coś w nagrodę zaczęliśmy podróż. Co chwili albo się wierciłam, albo wrzeszczałam mu w ucho kiedy za bardzo machnęłam złamaną łapą. Po jakimś czasie, kiedy prawdopodobnie mój wierzchowiec ogłuchł a ja sobie zdrapałam gardło wyszliśmy z jaskini. O mały włos, a oślepłam tak było jasno od tego śniegu.
- Co teraz? - Spytała Mglista patrząc na resztę.

Ktoś? c:

Od Płomiennej Gwiazdy

Ciemna jaskini ciągnęła się jakby w nieskończoność. Jakieś dwa razy wpadłem już do jakiś dziur.
- Tutaj jest mniejsza jaskinia. - powiedział nagle Błękitny. Popatrzyliśmy w jego stronę, faktycznie. Była tam mała jaskinia. - Sprawdzę ją!
- Błękitny, nie-
Ale terminator już tam był. Przez moment panowała cisza. Nagle usłyszeliśmy ciche jęknięcie Błękitnego, a potem jego krzyk. Wyskoczył stamtąd jak oparzony i podbiegł do nas.
- T-tam jest... Tam leży... Kot... - wyjąkał.
Poszedłem tam razem z Ciernistym. Na początku widać było tylko ciemność. Nagle jednak poczułem, że wdepnąłem w coś mokrego. Popatrzyłem w dół i było to coś, czego najbardziej się obawiałem... Krew. Przede mną leżał kot. Jęknąłem cicho.
- Płomienny? Co ci się dzieje? - mruknął Ciernisty, jeszcze nie widząc nieznajomego kota.
- Powiedz mi, że ten kot żyje... Proszę, powiedz mi, że on żyje... - szepnąłem.
Nie chcę kolejnych martwych kotów. Nieważne, czy je znam, czy nie.
Kocur podszedł do ciała kotka i mu się przyglądnął.
- Oddycha, ale nie sądzę, żeby przeżyła. Tak, to kotka. - powiedział poważnym głosem, jakby nawet nie przejął się tym widokiem.
Nagle poczułem, jak coś zaciska mi zęby na łapie. Podskoczyłem, a potem przewróciłem się i nie wstałem. Podniosłem tylko lekko głowę. Teraz obok Ciernistego siedział kolejny ranny kot.
- Proszę, pomóżcie nam... - powiedział. - Grupa kotów nas zaatakowała.
To na pewno Krystaliczna.
- Dobrze, pomożemy wam. - miauknął Ciernisty. - Ale nie próbujcie nas zabić.
Podszedł do mnie.
- Wstawaj, Płomienny.
- Nie... Ja... Moja psychika... - wydyszałem.
Ciernisty popatrzył na mnie zirytowany, po czym mruknął:
- Bez przesady.
Podniósł mnie. Potem wziął na grzbiet ranną kotkę. Drugi nieznajomy dał radę iść. Błękitny na nas czekał. Poszliśmy dalej.
- Czekajcie... - usłyszeliśmy głos Cichego.
Mój brat stał za nami, zdyszany.
- Cichy? Co ty tu robisz? - zdziwiłem się.
- Idę za wami, a co mam robić? - mruknął.
Po chwili zorientował się, że są z nami dwa nowe koty. Jednak o nic nie pytał. Nagle zobaczyliśmy światło.
- To jest wyjście, czy mam halucynacje? - spytał cicho Błękitny, dalej przerażony po odkryciu rannych kotów.
- Ja też to widzę. - mruknąłem.
- I ja. - dodał Ciernisty.
- Tak, to wyjście. - powiedział Cichy.
Wszyscy wymieniliśmy spojrzenia. Nieco przyspieszyliśmy, ale musieliśmy czekać na rannych. A raczej na jednego, bo ledwo żywa kotka dalej była niesiona przez Ciernistego. Wreszcie zaczęliśmy słyszeć wiatr. Był już następny dzień. Ile my byliśmy w tej jaskini? Zobaczyliśmy jeszcze więcej światła. Zmrużyłem oczy. Wreszcie postawiłem łapę na śniegu. Przed nami był las.
- Jesteśmy wolni! - krzyknąłem szczęśliwy.
- Tak! - Błękitny aż zaczął skakać.
- Ale teraz wracajmy powiadomić kotki! - przypomniał nam Ciernisty, udając szczęśliwy głos.
- Uhh... - mruknąłem i zawróciłem.

Wreszcie wróciliśmy do pozostałych. Z dwoma rannymi, ja i Ciernisty poplamieni krwią, samotnik do tego cały w ziemi, a Błękitny dalej przerażony. Jedynie Cichy wyglądał w miarę normalnie. Wszystkie kotki popatrzyły zdziwione.
- Udało się. - szepnąłem.

Kotki? xD

Od Wiewiórczej Łapy

- Teraz to jak te boginie czekamy aż kocury odwalą brudną robotę.... - Mruknęłam rozciągając się na ziemi. Nagle coś trzasnęło w złamanej łapie. - BOLIIIIIIIII! - Krzyknęłam tak, że o mało co Krucza nie dostała zawału.
- Nie ruszaj się tak, to przestanie boleć. - Powiedziała moja rodzicielka delikatnie kładąc moją łapę w linii prostej. Złocista trochę już się uspokoiła i z nudów zaczęła liczyć kamienie.
- 79..... 80... 81... 82... 83.... - Mruczała co chwila pod nosem. Mglista nagle się odezwała.
- A gdzie Cicha Gwiazda? - Wszystkie jak oparzone zaczęłyśmy rozglądać się na boki. Ja też chciałam poszukać wzrokiem przywódcę Klanu Zmierzchu ale akurat wtedy znowu coś trzasnęło mi w łapie. Z miną zdechłego oposa padłam jak nieżywa. Nagle otworzyłam oczy, gdyż wydawało mi się, że usłyszałam stłumione wołanie o pomoc. Leżąc na grzbiecie i tak zobaczyłam łapę Cichego wystającą pod głazami.
- Wiecie czemu nie możecie znaleźć Cichą Gwiazdę? - Spytałam retorycznie. I tak wiedziałam, że będą mnie teraz słuchały.
- Czemu? - Spytała moja mama przyglądając mi się uważnie.
- Gdyż musicie popatrzeć tam... AŁAAAAAA! - Wrzasnęłam kiedy znowu coś trzasnęło mi w łapie. Jednak nikt wtedy nie zauważył mojego krzyku. Wszystkie kotki zaczęły odkopywać biednego kocura. W końcu go wyciągnęły. Na całe szczęście oprócz wyglądania jak naleśnik to nic poważniejszego mu się nie stało.
- Bracie... Bracie! Ile widzisz palców? - Spytała Złocista pokazując mu przed oczami tylko dwa palce.
- Dwa miliony... - Mruknął robiąc zeza. Jednak po chwili potrząsnął głową i już normalnym głosem powiedział. - Dzięki, że w końcu ktoś mnie z tego wyciągnął. A propos gdzie Ciernisty, Błękitny i Płomienny? - Spytała patrząc na nas uważnie.
- Zjedliśmy ich! - Powiedziałam z podłogi z bardzo poważną miną. Po chwili zaczęłam się śmiać z własnego żartu, jednak po chwili znowu coś trzasnęło mi w łapie. Ja to mam szczęście. - Spokojnie.... Nie jesteśmy jak Dymna. - Wystękałam przez zęby.
- Poszli sprawdzić jaskinię. - Rzekła Wietrzna coraz bardziej uważnie mi się przyglądając.
- A skoro już ci lepiej... To pójdziesz z nimi! - Powiedziała Krucza i wepchnęła siłą jeszcze nadal trochę omdlałego Cichą Gwiazdę do jaskini. Po chwili usłyszałyśmy krzyk i jakby plaśnięcie jakiegoś ciała o podłogę. O dziwo żadna z nas nie zareagowała.

Ktoś? c: xD

16 paź 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Oczywiście, musiałem iść przodem.
- A tak właściwie dlaczego wy idziecie z tyłu? - zapytałem po chwili.
- Bo to ty jesteś przywódcą, więc zawsze powinieneś prowadzić - powiedział Ciernisty. - A w dodatku masz kilka żyć.
Westchnąłem cicho i skupiłem się na patrzeniu pod łapy. Znając życie jest tam krzywo, więc jeśli nie będziemy uważać, spadniemy.
Było całkowicie ciemno, nigdzie światła. Mogliśmy w zasadzie liczyć tylko na słuch i węch. Wzrok i tak niewiele pomoże. Trzeba nasłuchiwać wiatru.
- Idziemy już wieczność... Zaraz będę miał sto księżyców! - mruknął Błękitny, idąc tuż za mną.
Nagle usłyszeliśmy cichy, dochodzący jakby spod nas głos Ciernistego:
- Mysie móżdżki... Zniknąłem chwilę temu a wyście się nie zorientowali.
- Ciernisty? - zacząłem się kręcić wokół, żeby zobaczyć, gdzie jest, ale faktycznie go nie było.
- Co się stało? - zapytał Błękitny.
- Zapadłem się. - mruknął kocur. - Pomóżcie mi, bo nie chcę tracić czasu.
Z Błękitnym wymieniliśmy spojrzenia.
- Ale gdzie się zapadłeś?
- Ponad miejscem, w którym siedzę. - powiedział.
Zaczęliśmy iść za jego głosem. Wreszcie udało nam się znaleźć dziurę w ziemi, a w środku widać było tylko oczy Ciernistego.
Pomogliśmy mu wyjść.
- Idziemy jeden za drugim. - powiedziałem i postanowiłem znów nie zaczynać długiej, bezsensownej rozmowy. - Ja idę pierwszy.
Więc tak szliśmy.

Pozostali? Czyli kotki?

Od Złocistej Gwiazdy

- Co teraz? - Spytała Wietrzna sprawdzając stan łapy swojej córki. - Złamana. - Rzekła po chwili.
- Że kto złamany? - Spytał Płomienny rozglądając się na boki. - Na pewno nie ja. Tak chyba.... - Mówiąc to zaczął sprawdzać ciało dotykając łapami co chwila każdej części ciała. Nawet ogona.
- Nie, to Wiewiórcza złamała łapę. - Rzekła, że stoickim spokojem medyczka i po chwili dotknęła delikatnie złamaną kończynę Wiewiórczej. Ta pisnęła o mało co nie płacząc. Wszyscy musieli się złapać za uszy....
- Dobra, ponawiam pytanie Wietrznej Paproci. Co teraz? - Spytałam po chwili sprawdzając czy przypadkiem nie przygłuchłam.
- Jedynie możemy tylko wejść w głąb jaskini... - Rzekł Ciernisty wskazując głową na ciemny korytarz.
- A co jeśli tam też na nas coś czeka? A co z Klanami? A co jeśli teraz ich atakują? - Zaczęłam krążyć w kółko co chwila wyskakując z kolejnym pytaniem.
-  Mroczna mgła zasłoni ścieżkę, światło zniknie za chmurami... - Rzekła nagle zamyślona Mglista. Aż przystanęłam ze zdziwienia.
- Co. Ty. Mówisz? - Spytałam coraz bardziej wariując.
- Sowi w czasie wygnania Krystalicznej miał wizję...Tak właśnie ona brzmi....
- To czemu nam to mówisz dopiero teraz?! Sowi razem z Wróblim zachorowali, trzej przywódcy razem z medykiem, dwoma terminatorami, wojowniczką i dwoma samotnikami wyruszyli i zostali zasypani przez wygnańca i obcych kotów.... A Klany pozostały bez przywódców! Co teraz, co teraz?! - Zaczęłam coraz szybciej kręcić się w kółku. Płomienny zaczął coś liczyć na łapie. Po chwili się odezwał.
- Z czego mi wiadomo, to jest jeden przywódca, który został w Obozie. - Rzekł podnosząc łapę jak w szkole.
- Akurat Srebrzysta Gwiazda jest najbardziej z nas przywódca, nie ma co. - Rzekłam sarkastycznie.
- To miała być ironia czy prawda? - Spytał po chwili zadumy.
- Ironia! - Rzekłam jeszcze bardziej przyśpieszając tempo.
- Kręci mi się w głowie... - Rzekła Wiewiórcza, która od jakiegoś czasu śledziła wzrokiem moje okrążenia.
- A może jeden z nas wejdzie do jaskini i sprawdzi czy nie ma zagrożenia? - Spytała Wietrzna. Wszyscy popatrzyli na Płomiennego. Znaczy prawie gdyż nadal kręciłam się w kółko więc miałam małą możliwość spojrzenia na własnego brata. Płomienny najpierw nie zwracał na nich uwagi przyglądając się kamieniom, które nas zasypały. Dopiero po chwili poczuł na sobie wzrok kotów. Odwrócił się i zdziwionym wzrokiem spytał.
- O co chodzi?
- No to mamy ochotnika! - Rzekła Krucza. - Ciernisty, pójdziesz z nim i zbadasz jaskinię, a my tutaj pozostaniemy. - Mówiąc to wepchała brata do jaskini. - Błękitny! Ty też idziesz, prawda? - Spytała terminatora.
- Nie bardzo.... - Rzekł, chociaż i tak znalazł już się w jaskini.
- Bęska wyprawa w bęskim gronie! - Rzekła Wiewiórcza. Wszystkie popatrzyłyśmy na nią zdziwione. - To znaczy.... Męska wyprawa w męskim gronie! - Rzekła po chwili poprawiając dwa słowa. Zauważyłam, że nadal kręciłam się w kółko więc zatrzymałam się i usiadłam czekając na brata, Ciernistego i terminatora....

Ktoś? c:

15 paź 2015

Od Błękitnej Łapy

W tamtej chwili, co dziwne, wolałbym spać niż iść w podróż. Ale skoro mam ważną misję, niech będzie. Sam widziałem tamte ślady łap kota i krew, a to nie wyglądało dobrze. Robiło się coraz bardziej ciemno, ale nawet nie zwracałem na to uwagi, bo wiatr bardzo nam przeszkadzał. Później jednak się uspokoił. Spojrzałem na niebo. Chmury zakryły całkowicie księżyc, a wokół nas było całkowicie ciemno.
- Mroczna mgła zasłoni ścieżkę, światło zniknie za chmurami... - wyszeptała Mgliste Futerko, także patrząc w górę. Spojrzałem na nią zdziwiony.
- Mgliste Futerko, czy wszystko w porządku? - zapytałem swoją mentorkę.
- Hm? - popatrzyła na mnie. - Oh, tak, tak.
Poszła szybciej, pewnie po to, żebym nie zadawał więcej pytań.
- Jesteśmy już blisko. - powiedziała, kiedy była bliżej Kruczej i Ciernistego. Oni najlepiej znali te tereny, więc szli przodem. - To pomiędzy tymi skałami, w wyschniętej rzece.
Faktycznie, zaczęliśmy schodzić w dół, do doliny rzecznej. Jednak nie było tam wody. Wokół nas było wiele wysokich kamieni, przez co to miejsce przypominało kanion. Pamiętam, kiedy razem z Mglistą byliśmy tu wcześniej. Kotka zatrzymała się wreszcie. Wokół dalej widać było ślady i krew, ale było jej mniej, bo śnieg zakrył większość z  nich. Ciernisty rozglądał się, jakby szukając wokół wrogów. Ale słychać było tylko wiatr. Wszyscy zaczęli sprawdzać to miejsce. Stałem na środku, kiedy wszyscy usłyszeli głośne syczenie. Prosto na Wiewiórczą skoczyła... Krystaliczna.
Wiewiórcza odleciała kawałek do tyłu, krwawiąc z boku.
- Nie! - krzyknąłem.
Druga terminatorka, zamiast ją dobić, wycofała się jednak w szczelinę pomiędzy dwoma skałami. Nagle usłyszałem huk i popatrzyłem w górę. Tysiące małych i dużych kamieni, nawet głazów, leciało prosto na nas. Stałem nieruchomo, nie mogłem nic zrobić. Nagle ktoś złapał mnie za futro na karku i pobiegł ze mną do innej szczeliny. Spadłem na ziemię, ale przynajmniej zostałem uratowany. Popatrzyłem w górę, by zobaczyć, kto mnie uratował. Był to Ciernisty. Byłem bardzo zdziwiony, bo wiedziałem, że ten kocur do najmilszych nie należy. Popatrzyłem do tyłu, a byli tam pozostali, też Wiewiórcza. Odetchnąłem z ulgą wiedząc, że nikt nie zginął. Ale to był podstęp Krystalicznej. Zostaliśmy uwięzieni. Jednak jaskini prowadziła gdzieś dalej. Może jakoś wyjdziemy?
- C-co tak właściwie się stało? - zapytałem wreszcie.
- Krystaliczna znów próbowała nas zabić. Już wiem, o co chodziło z nieznanymi nam kotami. To one musiały jej pomóc w tym wszystkim. Zrzucili na nas te wszystkie kamienie. - powiedziała Krucza.
Wszyscy siedzieli w ciszy przez dłuższą chwilę.

Ktoś z was? xD
Zasypała nas...

Od Wiewiórczej Łapy

Ekspedycja! Tak jeeeeeeeeeeeeest!
Po chwili wyruszyliśmy.
Nie minęło parę chwil, a zaczęłam zadawać pytania.
- A co będzie jak ich znajdziemy? A co jeśli oni są dobrzy? A co jeśli jest ich więcej? - Chciałam jeszcze zadać więcej pytań, ale Ciernisty mi przeszkodził.
- Dowiemy się jak przestaniesz zadawać te pytania. - Syknął coś w stylu ''powiedz chociaż jeszcze jedno słowo, a wrócisz do Obozu''. Ok.. Dotarło to do mnie. Po jakimś czasie zaczęło przeraźliwie wiać. Znaczy wcześniej też wiało, ale teraz to strasznie wiało. Tak mocno, że aż mnie uniosło! Zaczęłam lecieć w tył, na całe szczęście w ostatniej momencie złapałam się za ogon Płomiennej Gwiazdy.
- Ale fajnie! - Krzyknęłam nadal się trzymając. Wszyscy popatrzyli na siebie. Na całe szczęście nikt nie kazał mi schodzić. Zresztą i tak po chwili podmuch stał się delikatniejszy i spadłam na pyszczek.
- Wszystko dobrze? - Spytała moja mama. A czy widać po mnie, że jest dobrze?
- Da się żyć. - Powiedziałam rozmasowując obolały nos. Po chwili dalej szliśmy bez już jakichkolwiek wpadek czy lotów.

Ktoś z eskadry? c:

Od Płomiennej Gwiazdy

Już prawie myślałem, że Sowi nie przeżył, ale widziałem, że oddycha. Popatrzyłem na Wróblego, który, jak już dawno zauważyłem, też zaczął się zmieniać podczas choroby. Wolałem do nich nie podchodzić. Są chorzy, ale do tego niebezpieczni. Dymna wspięła się po moim karku i skoczyła z mojej głowy tak, że wylądowała na ziemi. Podeszła do śpiącego już Sowiego i zaczęła mu się przyglądać. Po chwili zorientowałem się, że jest kociakiem, a skoro jest kociakiem, łatwo może się zarazić Zielonym Kaszlem. Podbiegłem tam i wziąłem ją za skórę na karku.
- Chciałam go zjeść! Czemu nigdy nie dzielicie się zwłokami? - zaczęła krzyczeć i wymachiwać łapkami.
Zaczynam się jej bać coraz bardziej.
Wietrzna Paproć przyglądała się wszystkiemu, dalej ze zdziwieniem. Wyszedłem do ''głównej jaskini'' i zobaczyłem, że Czerwonopręga śpi. Tak nie będzie pilnować córki. Zobaczyłem, jak kociaki matek z innych klanów bawią się razem. Dymna jest starsza od nich i za kilka księżyców zostanie terminatorką, ale miałem nadzieję, że dogada się z pozostałymi. Postawiłem ją na ziemi.
- Pobaw się z innymi kociakami. - powiedziałem, a raczej poprosiłem.
Mała kotka podbiegła do nich i zaczęła walczyć na niby ze Śnieżką. Zobaczyłem, jak Mglista i Błękitny wychodzą z jaskini, pewnie na trening. To dobrze. Teraz wszyscy żyją razem, więc potrzeba nam dużo jedzenia.

Wieczorem

Siedziałem spokojnie, czułem, jak powoli zasypiam. Nie miałem nawet ochoty się położyć po prostu padłem i zasnąłem.
- Płomienny... - poczułem, jak ktoś trąca mnie w bok. - Płomienny!
Otworzyłem jedno oko.
- Mam dla ciebie zadanie! - to była Krucza.
- Czemu zawsze ja mam zadania, które zagrażają mojemu życiu? A nawet, jeśli nie mogę przy nich zginąć, są trudne? - mruknąłem, jeszcze w połowie śpiąc.
- Bo tak. - powiedziała.
Złapała mnie za kark i przypomniałem sobie, jaka jest silna. Podniosła mnie z ziemi tak, że usiadłem.
- Posłuchaj. Mgliste Futerko i Błękitna Łapa, kiedy wrócili z treningu, powiedzieli, że znaleźli krew i ślady łap kota. - już miałem powiedzieć, że to przecież na pewno Krystaliczna, ale kotka kontynuowała. - Na pewno nie należały do Krystalicznej. To był dorosły, duży kot. A może nawet kilka kotów.
Skinąłem łebkiem, czekając, aż będzie mówić dalej, ale nie powiedziała nic.
- ...I? - odezwałem się wreszcie po chwili ciszy.
- Co? - popatrzyła na mnie zdziwiona.
- Czemu mi to mówisz?
- Bo chcę wybrać kilka kotów, które to sprawdzą. Ty mi pomożesz, chodź. - nie czekając na moją odpowiedź, zaczęła iść.
Nie miałem wyboru, poszedłem za nią. Usiedliśmy na środku jaskini i zaczęliśmy się rozglądać myśląc, kogo ze sobą zabrać.
- Cicha Gwiazda. - powiedziałem. - I Złocista Gwiazda.
Mój brat musi z nami iść, to ważna misja. Moja siostra tak samo. Nie wiem, co ze Srebrzystą, nie rozmawiałem z nią od dawna i nie wiem, czy w ogóle dałaby radę.
- Wietrzna Paproć, gdyby ktoś został ranny. - powiedziała Krucza.
- I terminatorzy. Gdyby działo się coś bardzo niebezpiecznego, pobiegną po pomoc.
- Mgliste Futerko, jest silna, pomoże przy walce, jeśli coś się stanie. Ciernisty też.
Skinąłem łebkiem. Wezwaliśmy wszystkie wybrane koty na zewnątrz, gdzie Krucza wszystko wyjaśniła. Wyruszyliśmy.

Ktoś z wybranych? xD
Tylko nie wracajmy jeszcze z powrotem, mam plan. C:<

Od Wietrznej Paproci

Gwiezdny Klanie! Czemu akurat teraz?! Pomyślałam wciąż stojąc w wejściu. Widziałam jak Krystaliczna prawie co pozbawiła ucha Płomiennej Gwiazdy. Jak by była wilkiem, to co byś robiła? Zawyła. A jak słoniem? Zadeptała. A kotem? Zaatakowała. Syknęłam i wskoczyłam na grzbiet terminatorki. Udało mi się ją odepchnąć od przywódcy, aczkolwiek teraz uwzięła się na mnie. Kotka zaczęła machać w powietrzu przednimi łapami o mało co nie pozbawiając mnie oka. Odskoczyłam parę długości myszy od niej i syknęłam.
- Wiesz, że to ci się nie uda. Gwiezdny Klan ma nas w opiece.
- Ciekawe czemu jesteście aż tacy ważni, co? - Mruknęła wściekle. Nagle odezwał się z ziemi Sowie Pióro.
- LEEEEEEKI! TAKIE HAPPYYYYYYYYYYYY! - Krzyknął i padł na ziemię po chwili pochrapując.
- Ostatnio był... Inny. Czyżby to z powodu choroby... Dajmy na przykład, zielonego kaszlu? - Syknęła z diabolicznym uśmiechem na pyszczku.
- Tak! Ale nas nie powstrzymasz! Mam jeszcze 8 żyć i dobrze je wykorzystam. - Powiedział przywódca Klanu Świtu stając przed Sowim.
- Zresztą pewnie już zauważyli zniknięcie Sowiego Pióra, pewnie go szukają i już z jakiś czas dojdą tutaj. - Powiedziałam torując kotce wyjście z jaskini.
- Ale do tego czasu zdążę zabić przynajmniej ciebie! - Krzyknęła i rzuciła się na mnie. Chwilę szamotałyśmy się, jednak kotka po jakimś czasie stanęłam nade mną i już zamierzała zadać ostateczny cios, gdy nagle w wejściu odezwał się... Mój syn?!
- Zostaw ją w spokoju. - Powiedział z kamienną miną i rzucił się na kotkę. Wgryzł jej się w grzbiet i po chwili rzucił ją o ścianę. Krystaliczna po chwili wstała i rzekła.
- Myślicie, że mnie powstrzymacie? Zabiję was, zabiję każdego po kolei. Czy to kociak, czy to starszy. Zabiję! - Krzyknęła przygotowując się do kolejnego ataku. Nagle z wejścia odezwał się kolejny głos.
- Ale najpierw będziesz miała do czynienia ze mną! - Podniosłam powoli głowę i okazało się, że to była moja córka razem z Błękitnym. Krystaliczna popatrzyła po kolei na każdego z nas.
- Zabiję, obiecuję wam to. - Syknęła wściekła i po chwili uciekła tuż przed nosem terminatorów.
- Mogliście ją zabić, czemu to nie zrobiliście? - Spytała terminatorka podchodząc do kamiennego Wróblego.
- Gdyż została na banicję, nie na śmierć. - Powiedział patrząc gdzieś w dal. Podniosłam się powoli z ziemi. Okazało się, że z barku leciała mi krew. Na całe szczęście nie było to nic poważnego. Gorzej było z Płomienną Gwiazdą. Połowa pyszczka była już zalana krwią z rany.
- Ona rzeczywiście uwzięła się na twój pyszczek. - Stwierdziła po chwili Wiewiórcza.
- Zauważyłem... - Mruknął przywódca i popatrzył na chorych. Ja również skierowałam wzrok na nich. Sowi spał i przez sen gryzł ogon Wróblego. Mój syn zaś nic z tego nie robił i dalej lizał swoją łapę.
- Płomienna Gwiazdo. - Odezwałam się po chwil. Wszystkie koty popatrzyły na mnie. - Powinieneś wrócić z nimi. Wykrwawisz się. - Powiedziałam.
- A co z tobą? - Spytała mnie Wiewiórcza.
- Idziesz ze mną po zioła. - Mruknęła i skierowałam się do wyjścia.
- Że jak?! - Spytała zdziwiona.
- Że tak. - Odpowiedziałam i popatrzyłam na resztę kotów. Płomienny wstał i już szedł do wyjścia. Wróbli przy pomocy Błękitnego również wstał i ciągnąc za sobą Sowiego, który ciągle przez sen trzymał go za ogon szedł tuż za przywódcą. - Powodzenia! - Krzyknęłam do oddalających się kotów. Razem z Wiewiórczą poszłyśmy w drugą stronę.
- Więc... - Zagaiłam bo chciałam tak szczerze porozmawiać z córką. - Podoba ci się życie w tym Klanie?
- Żartujesz mamo?! Tu jest cudownie! - Krzyknęła rozradowana. - Jeszcze w żadnym Klanie nie działo się tyle jak u nas! Te wszystkie ataki włóczęgów, sny przywódców, podróże, śluby..... A tak po co w ogóle się o to pytasz? - Spytała nagle. - Nie podoba ci się tutaj?
- Nie, podoba i to bardzo. - Rzekłam. - Tak się pytałam z ciekawości.... - Nagle zauważyłam zieloną polankę. - To tutaj.
- Ooooooooooooo! - Krzyknęła zachwycona córka.- Ile tego wszystkiego... !!
- Tak, dużo tego. A teraz weź te i te. - Pokazałam łapą na parę ziół. Córka od razu zapchała cały pyszczek tymi ziołami. Ja również to zrobiłam. Po chwili odwróciłam się i zaczęłyśmy iść w stronę ''Obozu''.

*Parę godzin później xD*
W końcu wróciłyśmy! Obie byłyśmy tak zmęczone, że nawet te zioła były dla nas ciężarem. Po chwili wpadłyśmy na Ciemny Strumyk.
- Wróciłyście! Tak się o was martwiliśmy, że chcieliśmy wysłać za wami parę kotów! - Rzekła rozradowana gdy nas zobaczyła. - Pomóc wam? - Przekręciłam głową na znak ''nie''. Same sobie damy radę. Wiewiórcza zmęczona dosłownie już ciągnęła po ziemi ziołami. Brak krzepy córce.... Po chwili weszłyśmy do jaskini gdzie aktualnie mieszkali Sowi z Wróblim. W środku również zastałyśmy Czerwonego Liścia, który próbował nakłonić Sowiego do zejścia z sufitu... Obie ze zdziwienia wypuściłyśmy z pyszczków zioła. Po chwili okazało się, że Sowi trzymał się przednimi łapami korzenia wystającego z sufitu.
- Sowi! Zejdź stamtąd! - Krzyknął zirytowany medyk Klanu Zmierzchu.
- Bujam się, buuuuuuuuuuuuuuuuujam! Am, mniam i terefele kuuuuuuuuuku! Alibaba i 40 świiiiiiiiiń! - Krzyczał Sowi bujając się na korzeniu.
- Jak on tam wlazł...? - Spytała Wiewiórcza dla bezpieczeństwa robiąc parę kroków do tyłu.
- Wszedł mi na głowę i stamtąd chciał skoczy i polecieć. Niestety wpadł na ten korzeń i teraz nie chce zejść... - Mruknął z boku Wróbli. Ten jak nie Wróbli siedział i pustym wzrokiem patrzył na bujającego się kocura.
- Wietrzna, teraz twoja kolej! Ja tu zaraz zwariujęęęęęęęęę! - Krzyknął zdesperowany młody medyk i wyleciał z jaskini. Dosłownie gdyż Sowi przez przypadek kopnął go tak, że wyleciał. Wiewiórcza nie wytrzymała i dostała ataku śmiechu. Padła na ziemię i zaczęła się turlać po całej jaskini. Po chwili przeturlała się z jaskini. Nie zważając na to, że koty zaczynają powoli świrować, podeszłam do Wróblego i tuż przed jego łapami położyłam garść ziół.
- Zjedz to, a poczujesz się lepiej. - Rzekłam i popatrzyłam na nadal się bujającego medyka z Klanu Świtu. - Sowi... Zejdź tutaj na chwilę. - Powiedziałam, a on o dziwo posłuchał. Znaczy nie tak dosłownie... Sowi zwisał teraz głową w dół trzymając się tylnymi łapami korzenia. W czasie kiedy on otwierał pyszczek, wsadziłam mu całą garść ziół. - Teraz radzę się przespać, a rano poczujecie się lepiej. - Rzekłam i już zamierzałam wyjść, gdy nagle w wejściu pojawił się Płomienny mając na grzbiecie Dymną. Płomienny miał teraz.. Ciekawy wygląd jednookiego pirata... A dokładniej w miejscu gdzie oberwał od Krystalicznej miał tam teraz przepaskę z pajęczyny.
- Czy... Wszystko w porządku? - Spytał przywódca mając łzy w oku.
- Tak, a co? - Spytałam zdziwiona.
- Bo przed chwilą widzieliśmy jak tędy leciały krzyczące zwłoki, a potem przeturlały się rude zwłoki! - Krzyknęła Dymna. - I Płomienna Gwiazda śmiał się jak te rude zwłoki!
- To wszystko wyjaśnia... - Rzekłam  nie do końca rozumiejąc co się właściwie tutaj wyprawia. Nagle z tyłu usłyszała trzask. Odwróciłam się i okazało się, że korzeń nie wytrzymał ciężaru i spadł razem z Sowim.
- Smacznego Sowi. - Mruknął Wróbli ziewając.

Płomienny? xD

14 paź 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

- Dobrze. - odpowiedziałem.
Ciekawe, ile będziemy iść.

Cały drżałem z zimna i nie czułem łap. Niedawno wyruszyliśmy, a czułem, jakby to trwało wieki. Nagle z tyłu usłyszeliśmy dziwny odgłos. Odwróciliśmy się, wysunąłem pazury, gdyby była to Krystaliczna. Coś turlało się z pagórka za nami. Schowaliśmy się na drzewie, a to coś trafiło właśnie w nie. I był to... Sowi. Zeskoczyłem na ziemię obok niego.
- Sowi? - szepnąłem, nie mogąc uwierzyć w to, że chory medyk się do nas doturlał.
On po chwili wstał i otrzepał się ze śniegu. Zaczął się rozglądać i łapać coś niewidzialnego w powietrzu.
- Musimy go zaprowadzić z powrotem? - zapytałem.
- Chyba tak. - westchnęła Wietrzna.
Nagle jednak Sowi zamiauczał głośno i pobiegł w przeciwną stronę od drogi do jaskini.
- Sowi! - krzyknąłem i rzuciłem się za nim w pogoń. - No weź, nie chce mi się biegać!
Medyk zatrzymał się przed jaskinią.
- Ale to duuuuuuuuże. - mruknął.
Zatrzymałem się obok niego i usiadłem, próbując nie paść ze zmęczenia. Wietrzna zaraz do nas dołączyła.
- Dziwne. Krucza i Ciernisty nie wspominali o tej jaskini, a opowiadali o wszystkich okolicznych terenach. - powiedziała kotka.
W środku było ciemno.
- Wejdźmy tam! - krzyknął Sowi.
- Nie, to zbyt niebezpieczne. - powiedziałem, ale było za późno, bo kocur już był w środku.
Razem z Wietrzną przez moment milczeliśmy myśląc, co robić. Przecież chory Sowi mógł tam nawet zginąć. Nagle usłyszeliśmy ze środka jaskini miauczenie.
- A co ty tutaj robisz? Chyba jesteś chory... - powiedział głos... Krystalicznej.
Zerwałem się z ziemi i ruszyłem pędem do jaskini. Medyk siedział i się rozglądał nieświadomy niebezpieczeństwa, a młoda kota stała na skale przed nim. Jej pazury były jeszcze bardziej naostrzone.
- A więc są też inni? - uśmiechnęła się szyderczo. - Jak miło.
Zeskoczyła ze skały prosto na Sowiego i go przewróciła.
- A teraz, pożegnajcie waszego przyjaciela. - zamachnęła się.
Nie, nie, nie! Trzeba coś zrobić.
Skoczyłem i przewróciłem ją. Jednak ona zdążyła prawie pozbawić mnie ucha. Uwzięła się na mój pyszczek, na którym były teraz trzy rany po jej pazurach. Przynajmniej uratowałem Sowiego.

Wietrzna?

Od Wietrznej Paproci

Tyle się dzieje.... A jeszcze tak nie dawno cztery Klany miały tylko samych przywódców... A teraz? Minęło już parę księżyców i Klany coraz bardziej się rozrastają! I zakochuję się w sobie... Mówiąc to w myślach, przypomniała mi się scenka Złocistej, która wpadła na Ciernistego. Oraz jak po chwili moja córka odreagowała na tą scenkę.... Cóż.. Nie ma za co winić Wiewiórczą, w końcu wchodzi w wiek tak zwanego ''dojrzewania''. Ale sądziłam, że będzie raczej piszczała z zachwytu.... Nagle wpadłam na niezbyt zadowoloną Dymną.
- Co się stało? - Spytałam.
- Oni nie chcą się ze mną podzielić ze zwłokami! - Powiedziała prawie bliska płaczu.
- Cóż.. Może te zwłoki jeszcze żyły? - Spytałam na co mała na chwilę się zadumała. - Idź się pobawić, a ja sprawdzę czemu oni są tacy samolubni, dobrze?
- Dobrze! - Odpowiedziała już bardziej rozchmurzona kotka i biegiem pobiegła do Wiewiórczej i Błękitnego, którzy akurat szpiegowali Wróblego, który masował rozbolały nos, gdyż za bardzo się zbliżył do Sowiego Juniora i dostał od niego pazurem. A wracając do terminatorów... Uważam, że z nich byłaby cudowna para! Tylko są z innych Klanów... Cóż... Jeśli będzie trzeba, namówię, żeby Wiewiórcza przeszła do Klanu Świtu.. Miłość na pierwszym miejscu, lojalność wobec Klanu na drugim. A zresztą... Na razie i tak wszystkie cztery Klany śpią, żyją, polują razem... Po chwili weszłam do wejścia, gdzie akurat leżały prawdopodobnie zwłoki.
- Witajcie.. - Miauknęłam na powitanie. - Co z zwłokami? To znaczy... - Starałam się jak najszybciej poprawić. - Z.... ?
- Sowim? - Spytał Czerwony Liść. - Przed chwilą o mało co nie zaprowadził mnie o zawał, ale żyję. Śpi. - Mruknął po chwili patrząc na chrapiącego chorego. Ten machał wszystkimi kończynami i chyba kogoś.... Gonił?
- Wróbli oddawaj ten pniak! Teraz ja muszę dobić tego myszo - kota! - Miauczał przez sen Sowi. Nagle odwrócił się na brzuch i zaczął pływać żabką na sucho po całej jaskini.... - Ratunku! Tonę w różowym błocie! Toż to bita śmietana! - Krzyczał jak opętany i po chwili zaczął gryźć ogon Zastępczyni Klanu Świtu. Ciemna krzyknęła i schowała się za Kruczą. Sowi w tym czasie zaczął lizać ziemię.
- Przybyłem, zobaczyłem... I nie wierzę własnym oczom. - Powiedział zdumiony Płomienny. Niektóre koty wybuchnęły śmiechem. Chory w tym czasie wpadł na moją nogę.
- Mama? - Miauknął jak mały kociak który pragnie miłości od własnej rodzicielki.
- Eee... Tak, synku. I mamusia każe ci.... Iść spać. - Powiedziałam jak prawdziwa matka ni to karcąco, ni to radośnie. Sowi od razu złapał haczyk i coś tam nadal mamrocząc, wrócił na posłanie. - Reszcie radziłabym wyjść. Wiecie... Zaczniecie jeszcze zarażać inne koty... - Szepnęłam do reszty. W czasie kiedy wszyscy zaczęli się rozchodzić Wiewiórcza wpadła do jaskini przy okazji zwalając z nóg przywódcę Klanu Świtu.
- WRÓBLI! ON JE...! - Moja córka nie dokończyła gdyż zatkałam jej pyszczek swoją łapą.
- Śśśśśś.. - Syknęła i wskazałam głową na nadal mamroczącego Sowiego. - Czerwony Liściu? Zajmij się chorym, a ja sprawdzę co się stało z Wróblim Płomieniem. - Rzekłam do młodego medyka i już po chwili szłam za Wiewiórczą w kierunku Płaczącej Wierzby. - A więc? Co mu się stało? Spytałam córki w trakcie.
- Cóż... Tak z grubsza zachowuje się jakby połknął rybę w całości i jakby się dusi... Chociaż niczego nie połknął, sprawdzałam to! - Rzekła Wiewiórcza i po chwili przyśpieszyła tempo, gdyż zauważa sylwetkę swojego brata. Ja również zwiększyłam tempo i już po chwili stałam nad nim ze zmartwioną miną. Z Wróblim Płomieniem nie było dobrze. Mamrotał coś tam o kociakach i odpowiedzialności oraz machał łapami w powietrzu i z trudem łapał oddech.
- On ma zielony kaszel! - Krzyknęłam po chwili. - Musimy go przetransportować do jaskini! - Krzyknęłam, gdyż w takcie większość kotów podeszła i teraz patrzyła zaniepokojona na chorego. - Epidemia zielonego kaszlu zaczęła się! Wszystkie koty niech nie podchodzą do chorych, ani do kociaków. Matki niech nie spuszczają kociąt z oczu ani na sekundę. - Powiedziałam.
- Dobrze, ale i tak prawdopodobnie niektórzy z nas się rozchorują. Czy macie odpowiednie zioła? - Spytała Złocista Gwiazda.
- W głąb jaskini, trochę dalej niż Płacząca Wierzba, znalazłam kocimiętkę i parę innych potrzebnych ziół. Jeszcze dzisiaj wezmę ich tyle ile dam radę i razem z Czerwonym Liściem postaramy się jak najszybciej wyleczyć chorych. - Odpowiedziałam kalkulując ile jest tych ziół.
- Na wszelki wypadek powinnaś wziąć ze sobą jeszcze jednego kota, jakbyś miała.. Niespodziewane spotkanie. - Powiedział Cicha Gwiazda akcentując ostatnie dwa słowa. Wszyscy jeszcze pamiętają Krystaliczną i jej zemstę...
- Wezmę ze sobą Płomienną Gwiazdę. - Powiedziałam.
- Czemu mnie?! - Spytał niezbyt zadowolony z tego nadal jeszcze poturbowany przywódca Klanu Świtu.
- Gdyż tylko ty... - Nie wiedziałam czemu on.. Akurat on pierwszy mi się rzucił w oczy. - .... Nie masz nic wielkiego do roboty. - Mruknęłam.
- NO PRZEPRASZAM! JA TEŻ TUTAJ JESTEM PRZYWÓDCĄ! - Krzyknął niezbyt zadowolony z tego Płomienna Gwiazda.
- Ale ty jesteś jednym z najdzielniejszych.... - Jasna Paproć zaczęła chwalić zalety kocura.
- I jednych z silnych..... - Poparła Złocista. - Ale nie najsilniejszych... - Szepnęła tak, że Płomienny tego nie usłyszał.
- Kocurów! - Dopowiedziała Wiewiórcza klepiąc swojego brata po czole. Ten po chwili obudził się, wstał i zaczął mówić.
- Ale nie jesteś najinteligentniejszy, dlatego ty idziesz na tą wyprawę. - Mruknął grobowym głosem bez jakiegokolwiek wyrazu pyszczka. Wszyscy popatrzyli jakby był duchem. Po chwili Wróbli zemdlał i padł jak nieżywy na ziemię. Dymna zaczęła krzyczeć.
- Zwłoki! Jedzenie! - Krzyknęła i z wysuniętym językiem biegła w stronę mojego syna. Nagle Wróbli podniósł głowę i spytał.
- Czerwonopręga, jak ty wychowałaś własną córkę, że stała się kanibalem? - Spytał i popatrzył bez żadnego wyrazu pyszczka na Dymną. Ta zatrzymał się parę centymetrów od niego i wrzasnęła.
- Zwłoki żyją! Jak mam cię zjeść? - Spytała przekręcając lekko główkę. Czerwonopręga wstała i wzięła za skórę na szyi swoją córkę. - Mamo! Właśnie chciałam zjeść te zwłoki! - Krzyknęła z pretensją na swoją rodzicielkę.
- A potem rozbolałby by cię brzuch, gdyż jestem ciężko strawny. - Mruknął chory i po chwili znowu zemdlał.
- MOŻEMY W KOŃCU PRZENIEŚĆ MOJEGO BRATA?! CZY MA ROBIĆ ZA POŚMIEWISKO, KTÓRYM I TAK JUŻ JEST?! - Spytała powoli tracąc nad sobą panowanie Wiewiórcza.
- Popieram ją. Co jak co, chory powinien leżeć w spokoju i ciszy. - Odezwał się Dębowa Dusza uśmiechając się lekko.
- Ciernisty oraz Jastrzębi pomogą mu dojść do jaskini. Wietrzna Paproć oraz Płomienny, wy przygotujcie się do wędrówki. - Zaczęła wydawać rozkazy Złocista. Nagle mój syn obudził się, wstał i zaczął iść w kierunku jaskini.
- Sam sobie poradzę. - Mruknął Wróbli Płomień i po chwili wpadł na płaczącą wierzbę. - Pardon najmocniej.... - Ciernisty oraz Jastrzębi zaczęli nim manipulować i pomagać, żeby przypadkiem nie wpadł na którąś ze ścian. Wszystkie koty zaczęły się rozchodzić. Podeszłam do Płomiennej Gwiazdy.
- Najlepiej jak teraz wyruszymy do tego miejsca Płomienna Gwiazdo. - Powiedziałam i czekałam na odpowiedź przywódcy Klan Świtu.

Płomienna Gwiazdo?

13 paź 2015

Od Kruczego Wiatru

Wszyscy milczeli po tym, jak widzieli wymiotującą terminatorkę. Zmarnowała tylko jedzenie. Znów popatrzyłam na brata, obok którego dalej siedziała Złocista.
- Bracie. - szepnęłam mu do ucha - To nie przypadek, że Złocista Gwiazda na ciebie wpadła. Jesteście dla siebie stworzeni!
Popatrzył na mnie morderczym wzrokiem, po czym zorientował się, że siedzi obok przywódczyni Klanu Dnia i się odsunął. Krystaliczna siedziała i przyglądała się wszystkiemu ze zdziwieniem i, oczywiście, wściekłością.

Wszyscy poszli ją wygnać, oprócz matek z kociakami i medyków. Szłam akurat obok niej, żeby nie uciekła albo kogoś nie zaatakowała. Doszliśmy do granicy naszych terenów, co zajęło nam dłuższą chwilę i stanęliśmy przed kotką.
- I pamiętaj, Krystaliczna Łapo. - powiedział Ciernisty - Nie jesteś u nas mile widziana.
Jej pazury dalej były wysunięte a futro najeżone. Przywódcy stanęli obok nas.
- Zemszczę się na was. Na każdym. Wrócę tu i dopilnuję, żeby każdy z was zginął. Kociaki, wojownicy, medycy, wszyscy. Nie wiadomo, kiedy tu przyjdę. Może zdarzyć się to w każdej chwili... - zasyczała i nie czekając na naszą reakcję, odwróciła się i odeszła.
Wszyscy stali w ciszy patrząc, jak jej sylwetka znika i kolor jasnego futra przestaje być widoczny wśród śniegu.

Następnego dnia wszyscy byli bardziej ostrożni. Nikt nie wychodził polować sam. Każdy wie, że ta młoda kotka jest niezwykle silna i agresywna. Przycupnęłam i zaczęłam jeść upolowaną przez kogoś mysz. Postanowiłam zostawić większe zdobycze dla kociąt i starszyzny, bo oni łatwiej chorują. Ciernisty usiadł obok mnie i zaczął lizać łapę. Wyglądał na jeszcze bardziej zdenerwowanego niż zwykle.
- Coś się stało? - zapytałam zdziwiona.
- Medyk z Klanu Świtu zachorował na Zielony Kaszel. - powiedział kocur.
- Jak to? Sowie Pióro? - byłam jeszcze bardziej zaniepokojona.
- Tak. - miauknął mój brat.
Wstawiłam, rzuciłam mu pod łapy resztę myszy i potruchtałam do Ciemnego Strumyka, która akurat siedziała niedaleko.
- Jak czuje się Sowie Pióro? - zapytałam.
- Nie wiem. Słyszałam, że nie za dobrze, ale go nie widziałam. - odpowiedziała kotka.
Skinęłam łebkiem.
- Czuję się dobrze! - usłyszałam syk tego właśnie kocura.
Poszłam w tamtym kierunku. W rogu jaskini leżał właśnie on, a obok niego siedziało kilka członków Klanu Świtu i Czerwony Liść. Chory medyk najwyraźniej był jeszcze bardziej zdenerwowany podczas Zielonego Kaszlu. Nagle otworzył szeroko oczy i zaczął machać w powietrzu przednią łapą.
- Co mu się dzieje? - odezwałam się cicho do Płomiennego.
- Chyba ma halucynacje. - powiedział przywódca, przyglądając się wszystkiemu.
- Czy na pewno wszystko w porządku? - zapytał Czerwony Liść, chociaż dobrze wiedział, że Sowi potrzebuje pomocy.
- Dlaczego tamte chmury są fioletoooowe? - wymamrotał i usiadł. Zaczął rozglądać się po jaskini. - Ja latam!
Skoczył, ale niestety, nie miał skrzydeł, więc wylądował pyszczkiem na ziemi. Wszyscy, którzy to widzieli nie ruszyli się z miejsca, aż podeszłam do medyka.
- Przeżył? - miauknęła Mgliste Futerko.
- Oddycha. Chyba śpi. - stwierdziłam.
Poturlaliśmy go z powrotem w kąt jaskini.
- Ooo! - wszyscy odwrócili się słysząc zachwycony głos. To była Dymna. - Zwłoki! Będzie więcej jedzenia!
- Dymna... - odezwała się Mglista. - Idź bawić się z innymi kociakami.
- Taa... Chcecie zjeść wszystko sami! - odeszła obrażona.
No proszę, a więc Klan Świtu jest jeszcze dziwniejszy, niż myślałam.


Ktoś?

10 paź 2015

Od Wiewiórczej Łapy

- Będziesz żyć Krystaliczna! - Krzyknęłam podekscytowana. - Będziesz żyć! Jako wygnaniec ale zawsze! - Krzyknęła skacząc dookoła niej. Nagle poczułam jak Krystaliczna podstawia mi nogę, a ja niezbyt z tego zadowolona wpadłam na Złocistą, które akurat rozmawiała z Kruczą i Ciernistym. Jak na mój zły los Złocista wpadła na.... Ciernistego. OHYDA! Po chwili wszystkie koty oprócz mnie zaczęły wzdychać na ten widok. Złocista była dosłownie w siódmym niebie, a Ciernisty.. Był chyba w tym 2 niebie.... Inaczej mówiąc... Nie za bardzo mu się to podobało... I jeszcze dodatkowo słał mi mordercze spojrzenia... Nagle w oddali usłyszałam czyjś.. Śmiech. Jakiejś baby.... Ale na pewno nie z naszych Klanów. I jak widać prawdopodobnie tylko ja to usłyszałam..... To jeszcze z Gwiezdnego Klanu muszą się tutaj pakować?! Kiedy znowu popatrzyłam na tą scenkę, to mój brzuch nie wytrzymał i.... Zwymiotowałam... Na oczach wszystkich...
- No co?! - Spytałam, kiedy jako tako uspokoił się mój żołądek. - MAM UCZULENIE NA TAKIE SCENKI! - Krzyknęłam i po chwili znowu poczułam jak moje śniadanie wraca do mojego pyszczka w trybie przyśpieszonym. Slalomem zaczęłam omijać koty starając się nie zwymiotować przypadkiem na któregoś z kotów. W końcu wyszłam i zrobiłam to, o czym marzyłam od minuty. Znowu zwymiotowałam. A w oddali znowu usłyszałam głos tej baby...

Ktoś? c: .3. xD

6 paź 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

- Hmmm... - zamyśliłem się. - W zasadzie to powinna żyć, ale... Chciała spłaszczyć mi pyszczek... Eh, no dobra. Niech żyje.
W tamtym momencie zauważyłem, że Sowi patrzy na mnie wielkimi oczami. Zaczął wymachiwać łapami pokazując mi, żebym do niego podszedł. Popatrzyłem na niego pytającym wzrokiem.
- Sowi, możesz mówić. - mruknęła Mglista.
- Oh... - kocur najwyraźniej wtedy się zorientował, że można normalnie rozmawiać.
Podszedłem do niego.
- Miałem wizję... - powiedział.
- Jaką? - zapytałem.
- Mroczna mgła zasłoni ścieżkę, światło zniknie za chmurami, ostatnia kropla krwi na ziemię spadnie, a nadzieja zniknie, gdy głazy... - urwał nagle.
Spojrzałem na niego zdziwiony.
- Dalsze słowa były takie... Nie rozumiałem ich już. - powiedział po chwili.
Mroczna mgła zasłoni ścieżkę, światło zniknie za chmurami, ostatnia kropla krwi na ziemię spadnie, a nadzieja zniknie. Dla mnie to nie miało sensu, ale skoro tyle pamięta Sowi... Może pozostałe słowa wszystko wyjaśniały?

Ktoś?

Od Złocistej Gwiazdy

- Zgłaszam przeciw! - Krzyknęłam aczkolwiek miałam małe trudności z mową. Rana jeszcze się nie zagoiła.... - Nie zgadzam się na zabicie Krystalicznej. Uważam, że powinniśmy zaopiekować się nią, póki nie wyzdrowieje, a potem ewentualnie wygnać. Nie zabić. - Kiedy w końcu wygłosiłam to, co chciałam usiadłam przy Krystalicznej.
- Ale ona chciała zabić nasze kocięta! - Krzyknęła Słoneczna, liżąc naderwane ucho Kruczej. Parę głosów poparło jej kwestię.
- Ja jako przywódczyni symbolizuję dobroć oraz litość. I tego się trzymam. Moim zdaniem Krystaliczna Łapa powinna żyć i ewentualnie zostać wygnana...
- Jestem za! Jestem za! - Podskoczyła Wiewiórcza i biorąc Błękitnego za łapkę podeszła do mnie i usiadła po drugiej stronie Krystalicznej. Wróbli usiadł za nią i patrzył na Mglistą błagalnym wzrokiem. Wietrzna nic nie mówiąc podeszła do swojego syna i zaczęła opatrywać mu rany. Dębowy z Zamglonym podeszli.
- No to prawie cały Klan Dnia jest za Złocistą Gwiazdą. - Powiedział Dębowy sadowiąc się po drugiej stronie. Teraz Krystaliczna została otoczona przez koty z mojego Klanu....
- Prawie cały... - Mruknęłam i popatrzyłam na Słoneczną i jej kociaki.
- Płomienny? A ty co powiesz? Kogo popierasz? - Spytałam patrząc na brata.

Płomienny? c:

Od Cichej Gwiazdy

Zasnąłem w śniegu...spałem BARDZO długo. Zbudziły mnie jednak głosy kotów. Wstałem, i ruszyłem w ich stronę.
- Co tu się dzieje? - Spytałem pierwszego lepszego kota.
- Krystaliczna Łapa zdradziła Klan i chciała zabić twoje kocięta, Cicha Gwiazdo. - Syknął jak się okazało Czerwony Liść.
- Co!? - Ignorując wszystko co się działo, pobiegłem do Mysiej Skórki. - Co z kociętami!?
- Spokojnie! Są całe...
- Dobrze...
- Cicha Gwiazdo! - Usłyszałem Srebrne Serce. Poszedłem do niej.
- O co chodzi?
- Przywódcy chcą zdecydować co zrobić ze zdrajczynią, ale czekają na ciebie...
Uniosłem się ponad tłum kotów.
- Moja decyzja jest jednoznaczna, Krystaliczna Łapa zasługuje na śmierć!
Usłyszałem kilka głosów popierających mnie. Czekałem jednak na decyzje rodzeństwa.

Ktosieł? Weno wracaj... ;-;

5 paź 2015

Od Mglistego Futerka

Zastanawiałam się, co zrobią przywódcy. Kotka lekko otworzyła oczy. Po chwili popatrzyła na wszystkie koty. Wszystkie kociaki, które tam były, wycofały się i przytuliły do swoich matek. Nagle Kruczy Wiatr wstała i podeszła do kotki.
- Wiem co musiałaś przeżyć i że to było okropne przeżycie. Jednak to naprawdę nie była nasza wina. Robiliśmy co się dało, żeby uratować twoją matkę. - powiedziała cicho. - Ja dałabym ci ostatnią szansę, ale nie tylko ja decyduję.
Usiadła i spojrzała na brata. Wszystkie koty wtedy na niego popatrzyły.
- Po tym wszystkim kilka kotów zostało rannych i kocięta prawie zginęły, no ale cóż, zgadzam się z siostrą. - mruknął.
Nagle usłyszałam, jak Sowie Pióro, który siedział obok mnie, zamiauczał cicho. Nikt inny nie zwrócił na to uwagi. Medyk drżał lekko i wpatrywał się w skałę przed sobą.
- Sowi? - szepnęłam, ale on nie reagował.
Po chwili mrugnął kilka razy i popatrzył na mnie, jakby dziwił się, dlaczego się tak niepokoję.
- Wszystko w porządku? - zapytałam.
- T-tak. - mruknął.
Wiedziałam jednak, co się stało. Co chwilę zerkał na Płomienną Gwiazdę, najwyraźniej chciał mu powiedzieć tą wiadomość. Musi jednak poczekać. Ale co będzie, jeśli chodzi o jakieś niebezpieczeństwo? Co, jeśli za chwilę coś się wydarzy? Kocur popatrzył na swoje łapy i zaczął nad czymś się zastanawiać. Postanowiłam jak narazie go nie pytać, chociaż czułam, że powinnam to zrobić. W tym czasie pozostali dowódcy chyba już wszystko powiedzieli. Teraz miała zostać podjęta decyzja.
- Mroczna mgła zasłoni ścieżkę, - szepnął do siebie Sowi - światło zniknie za chmurami...
Popatrzyłam na niego jeszcze bardziej przestraszona. Co to oznaczało?
Nagle zorientowałam się, że przywódcy wstają, żeby albo zabić, albo wygnać zdrajczynię.


Ktoś?

Post 100! :D
Skoro to już minęło od założenia... Nie wiem ile czasu, a jest to post numer 100, niedługo zobaczycie ''niespodziankę'' którą dodam w dodatkowym poście. Złocista Gwiazda wie o co chodzi, ale Cicha Gwiazda i Srebrzysta Gwiazda chyba nie wiedzą, więc muszą mnie zapytać, jeśli chcą wiedzieć. A czym będzie niespodzianka? Nie napiszę, bo to w końcu niespodzianka. Postaram się jednak dodać ją jak najszybciej. C:

Od Wiewiórczej Łapy

- Kolejny zamach.. Najpierw Zamglony, a teraz ona... - Mruknęłam, kiedy ciągle w kółko słyszałam oburzone głosy kotów kierowane pod jej adresem.
- Tak... Trochę to się robi nudne, nie uważasz? - Spytał Błękitny, który siedział obok mnie i również słuchał gwarę kotów.
- Taka powtórka z serialu... - Mruknęłam ziewając przy okazji.  - Tylko, że Zamglony nie został wygnany... Ani zabity.
- Może, pomożemy Płomiennemu? Jak widzę tylko on stara się ją z stamtąd wyprowadzić... - Również ziewną i wstał kierując się w stronę Kociarni. Nie pozostało mi nic innego jak iść za nim. - A pamiętasz co powiedział Ciernisty zanim wyszedł? - Spytał  po chwili.
- No pewnie! ''To zemsta za to, że pozdrowiłeś wtedy siostrę.'' Trochę jak w komedii romantycznej. Ona się w nim buja, on za to chce zabić jej brata tzn. szwagra.
- Krucza jeszcze taka genialna siostra....
- Jak w ogóle patrzę na to wszystko to chce mi się śmiać, płakać z przerażenia i wymiotować. Ta cała miłość.. Ble. - Nagle zauważyłam, że jakieś dwa metry od nas są Krucza i Ciernisty... Wszystko chyba słyszeli o czym tam gadałam i... Chyba nie byli zbyt tego zadowoleni.... Wyszczerzyłam się jak głupia i uciekłam do kociarni, a Błękitny w milczeniu próbował mnie dogonić.
- Płomienna Gwiazdo! - Krzyknęłam, kiedy weszłam do Kociarni. - Potrzebujesz pomocy?
- Trochę.. - Stęknął przywódca Klanu Świtu co chwila starając się nie oberwać głową od Krystalicznej. - Chce mnie zamienić w persa!
- Persa? - Wyobraziłam sobie taki pyszczek Płomiennej Gwiazdy. - W sumie... Do twarzy ci by było.
- Dzięki... - Mruknął jakoś nie zbyt entuzjastycznie.
- Zatem, Błękitny zajmij się jej latającą głową, ja będę trzymała za ogon, a Płomienna Gwiazda z niej spróbuje zejść. - I próbowaliśmy zrealizować ten mój genialny plan... Niestety zapomniałam że może kopać. Już po chwili oberwałam od niej tak, że widziałam przed swoimi oczami gwiazdki. Po chwili zaczęła nas atakować.
- Dosyć tego! - Syknęłam i krzyknęłam. - WRÓBLI PŁOMIENIU! POMÓŻ NAM! - Już po chwili większość kotów zebrała się przed wejściem. Mój brat widząc, że mam cały pyszczek we krwi zaczął jak prawdziwy wojownik atakować Krystaliczną. - Brawo! I z lewej ją i z kopa jej daj! - Krzyczałam, chociaż coraz bardziej krew przeszkadzała mi w mówieniu. Lub jak to woli krzyczeniu... Wszyscy oprócz mnie i mojej mamy zdziwieni patrzyli na tą bójkę.... Wróbli teraz nie wyglądał tak jak zwyczajnie... Jego futro stanęło dęba, co chwili syczał i prychał... Oraz coraz bardziej stawał się agresywny. To fakt, nie widzieli go wkurzonego. - Uważaj na jej tylne łapy! I z góly ją! Dawaj blacie! - Coraz bardziej bulgotałam niż krzyczałam.. Zaniepokojona rodzicielka zaczęła mi zaglądać do pyszczka. Po chwili nie wytrzymałam i wyplułam całą krew z pyszczka. Kiedy spojrzałam w stronę brata, ten ją trzymał za kark w pyszczku. Z początku myślałam, że już nie żyje, jednak zauważyłam, że jeszcze oddycha. Wróbli spojrzał pytająco na zdziwione koty.
- Co z nią zrobimy? - Spytał Sowi.  Wszyscy spojrzeli na przywódców, Ciernistego i Kruczą.

Ktoś? c: Czy damy szansę Krystalicznej? c:

Od Płomiennej Gwiazdy

Znów poszedłem na polowanie i nic nie upolowałem i znów ktoś mnie wtedy napadł. Świetnie po prostu. Kotka poszła przywitać się z Kruczą i Ciernistym, a ja dalej głodny usiadłem. Dopiero pod wieczór udało mi się upolować małego zająca. Ale przynajmniej nie zginę z głodu. Okazało się potem, że nieznajoma do nas tymczasowo dołączyła.

Obudziły mnie czyjeś szepty. Podniosłem łebek i zobaczyłem, jak Krucza rozmawia o czymś cicho z Ciernistym. Stali obok wszystkich śpiących kotów.
- Mówię ci, ktoś tam jest. - powiedział Ciernisty, patrząc co chwilę w stronę jaskini z kociętami.
- No to chodźmy to sprawdzić. - mruknęła Krucza.
Wstałem i podszedłem do nich.
- Też pójdę. Nie chce mi się już spać. - szepnąłem.
Koty skinęły łebkami, a wtedy obok mnie nagle znalazła się Złocista. Nie musiała nic mówić, bo wszyscy wiedzieli, że ona też chce z nami iść. Nagle usłyszeliśmy ciche miauknięcie i popatrzyliśmy do tyłu, a wśród śpiących kotów siedział Wróbli. Czyli on też z nami idzie.
- Chodźmy, zanim wszyscy się obudzą. - syknął Ciernisty.
Powoli podeszliśmy do wejścia do kociarni. Tym razem wiele kotów spało przy wejściu do jaskini, więc żaden drapieżnik się tam nie zakradnie. Wszyscy popatrzyli tam, wstrzymując oddech. Mysia Skórka leżała jak martwa, ale tak naprawdę bardzo mocno spała. Na środku stała Krystaliczna Łapa, ta nowa kotka. Przed nią skulone były wszystkie kociaki kotki z Klanu Zmierzchu. Miauczały ze strachu cicho. Jasnoszara kotka podniosła łapę i wysunęła pazury, gotowa zadać cios maluchom. Zamachnęła się, a w tamtej właśnie chwili Ciernisty zamiauczał głośno, pewnie budząc wszystkie pozostałe koty, rzucił się w tamtą stronę i w ostatniej chwili wbiegł w Krystaliczną Łapę tak, że ta poturlała się na bok i uderzyła w skałę. Wszyscy tam podbiegliśmy. Młoda kotka podniosła się z ziemi z wściekła miną. Z tyłu słyszeliśmy zaniepokojone miauknięcia obudzonych kotów.
- Jak mogłaś, Krystaliczna Łapo? - zasyczała Krucza.
- To zemsta. - odpowiedziała kotka. - Kiedy moja matka zatrzymała się u was kilka księżyców temu prosząc o pomoc, ponieważ miała Zielony Kaszel, nie pomogliście jej, a ona zginęła.
- Jej nie dało się już pomóc, próbowaliśmy!
- Nie prawda. Chciałam namówić brata na to, żebyśmy razem się zemścili, ale się nie zgodził, więc go zabiłam. - zaczęła iść powoli w naszym kierunku.
Czyli jednak to ona. Żaden lis nie zabił jej brata, ona to zrobiła.
- I mnie też jednak próbowałaś zabić, prawda? - odezwałem się.
- Tak. Ale kiedy dowiedziałam się, że znasz Kruczy Wiatr i Ciernistą Duszę postanowiłam, że wymyślę plan. Ale oczywiście go zepsuliście.
- Odejdź stąd i nie wracaj. - zasyczał Ciernisty, wysuwając pazury.
Mysia Skórka w tamtej chwili się obudziła i zdziwiona oraz przestraszona przytuliła wszystkie swoje kociaki, żeby nie zbliżały się do zdrajczyni.
- Nie odejdę bez zemsty. - powiedziała cicho.
Odbiła się od ziemi i skoczyła prosto na... Wróblego. On jednak najwyraźniej miał szczęście, bo właśnie w tamtej chwili się nachylił i kotka w niego nie trafiła. Po chwili zorientował się, że wszyscy patrzymy na niego ze zdziwieniem i spojrzał na Krystaliczną Łapę, która już przygotowywała się do kolejnego skoku. Zaczęła biec w naszym kierunku i tym razem rzuciła się na Kruczą, która już nie zdążyła nic zrobić. Obydwie poturlały się po ziemi. Trzeba pomóc Kruczej, sama nie da sobie rady i jeśli nic nie zrobimy, skończy jak brat Krystalicznej. Skoczyłem na nią, na moment przerywając walkę, ale kiedy przeciwniczka rzuciła się na mnie, a Krucza próbowała mi pomóc, znów rozpoczęła się wojna. Złocista i Ciernisty po chwili się dołączyli, próbując jakoś zranić kotkę na tyle, żeby nie miała tyle siły, ale ona była zbyt szybka. Walka trwała dłuższą chwilę, aż wszystkim udało się przygwoździć Krystaliczną do ziemi. Złocista miała podrapany pyszczek, Ciernisty pogryzioną łapę, Krucza miała rany po pazurach na brzuchu, a ja poranioną złamaną łapę, bo kotka próbowała mi ją jeszcze bardziej uszkodzić. Trochę jej się udało. Nagle wszystkie obudzone koty zaczęły głośno rozmawiać i patrzeć na to co się stało. Mysia Skórka dalej przytulała kociaki. Ciernista Dusza i Kruczy Wiatr wymienili spojrzenia. Chyba wszystkie koty zebrały się przy wejściu do kociarni. Krystaliczna próbowała się wyrwać, ale traciła już siły. Krwawiła z karku.
- Płomienny, trzymaj ją. - powiedziała Złocista i podeszła do Kruczej i Ciernistego, którzy też odeszli, żeby opowiedzieć o wszystkim pozostałym kotom.
- Czemu ja? - miauknąłem, ale w tamtej chwili musiałem bardziej zająć się nie pozwalaniem, żeby kotka się podniosła.
Kiedy inne koty dowiedziały się o zdradzie Krystalicznej Łapy, popatrzyły na nią z wściekłością. Kotka w tym czasie próbowała ugryźć moją łapę, ale udawało mi się unikać jej ataków.
- Krystaliczna Łapo, zdradziłaś nas, więc zostajesz wygnana z tych terenów na zawsze. - podszedł do niej Ciernista Dusza.
Popatrzyłem na nią miną w stylu ,,Proszę, pomóż mi.'', ale on nic więcej nie zrobił.
- To zemsta za to, że pozdrowiłeś wtedy siostrę. - mruknął, po czym odwrócił się i odszedł.
- Ciernista Duszo, ona mnie zabije... - jęknąłem.
Kiedy popatrzyłem na kotkę, ona wyglądała, jakby próbowała mnie zabić wzrokiem. Albo właśnie próbowała to zrobić. Nagle szybko podniosła łebek i tyłem głowy uderzyła mnie prosto w pyszczek.
- Chcesz mi spłaszczyć pysk? - mruknąłem.
- Będę cię próbowała zabić, dopóki mnie nie puścisz. - syknęła.
- Mam jeszcze dziewięć żyć, powodzenia życzę.
Nie wiedziałem nawet, co robią pozostałe koty.

Ktoś?