- Poszliśmy po Kruczą. - powiedziałem. - No i się udało. A... co tam u was?
No co, przecież musieliśmy!
***
Następnego dnia rano, kiedy wstałem, postanowiłem zapolować. Wyszedłem z jaskini i ruszyłem w stronę lasu. Nagle jednak zatrzymałem się, prawie się przewracając. Rudy kocur! Ruszyłem pędem za jego zapachem. Tam, gdzie stał, był też... Jastrzębi. A za nimi zamarznięte jezioro. Co oni tu robią? Na szczęście Jastrzębi nie był zdrajcą. Widziałem dokładnie, że jego futro było najeżone a pazury wysunięte.
- Czego chcesz? - wysyczał wojownik.
Rudy był podejrzanie spokojny. Nawet pazury były schowane. Co on knuje? Nagle zbliżył się bardziej do Jastrzębiego, który nie zdążył zareagować i dotknął łapą jego futro.
- Synu... - powiedział cicho.
Wtedy kolejny raz byłem w szoku. Musiałem bokiem oprzeć się o drzewo. Co się dzieje?
- Co? - znów odezwał się Jastrzębi. - Co powiedziałeś? Nie kłam. Mój ojciec nie żyje.
Jednak rudy tylko się lekko uśmiechnął.
- Skąd niby to wiesz? - zapytał spokojnie.
- Bo jakby żył... jakby żył, nie zostawiłby mnie. - jego głos drżał, powoli cofał się w stronę jeziora.
Rudy podszedł do niego jeszcze o krok bliżej.
- To ja. - powiedział nieco głośniej.
Jastrzębi zasyczał.
Nagle jakaś jasna sylwetka kota przebiegła tuż obok mnie i skoczył prosto na rudego. Ciemna! Wbiła kły w jego kark i zaczęła go drapać. Jastrzębi rzucił się na niego od przodu. Pobiegłem im na pomoc, ale zanim byłem obok nich, rudy nagle jakoś rzucił Ciemną tak, że wpadła prosto na lód. Pojechała po nim trochę. Nie ruszała się. Nie, nie, nie! Jastrzębi przygniótł rudego do ziemi i krzyknął:
- Pomóż jej!
Znów popatrzyłem w kierunku kotki. Lód pod nią zaczął pękać. Oho, chyba znów zamoczę futro. Niewiele myśląc skoczyłem na lód, po czym, oczywiście ślizgając się co krok, zacząłem biec w jej kierunku. W końcu Ciemna wpadła pod wodę, a ja chwilę po niej. ZIIIIIIIMNO. Otworzyłem oczy i ją zobaczyłem. Zacząłem płynąć w tamtym kierunku. Zaczynało mi brakować powietrza, ale wreszcie złapałem ją za skórę na karku i udało mi się wypłynąć w górę. Była ciężka. Z głową ponad wodą płynąłem do brzegu, a przy tym jeszcze starałem się trzymać Ciemną tak, żeby się nie utopiła. Trudne zadanie, za trudne! Czułem, że zaraz nie wytrzymam. Wreszcie dopłynąłem do lodu. Położyłem na nim Ciemną. Było to na tyle blisko brzegu, że nawet gdyby lód popękał, nie wpadlibyśmy pod wodę, tylko najwyżej byśmy się trochę wykąpali. Popatrzyłem tylko na Jastrzębiego, który dalej próbował przegnać rudego. Potem znów spojrzałem na Ciemną. Przycupnąłem obok niej, nie zwracając nawet uwagi na zimno.
- Proszęoddychajbłagam. - powiedziałem szybko.
Potem patrzyłem raz na Jastrzębiego, raz na nią. Co robić, co robić? Oddychała, ale coś tak czułem, że jeśli nic nie zrobię, nie potrwa to długo. Popatrzyłem w niebo.
- Proszę! Niech ona jeszcze nie odchodzi do was... - wyszeptałem.
Nagle zobaczyłem, że rudy ucieka, a Jastrzębi tu biegnie. Zatrzymał się przed Ciemną i wtulił w jej mokre futro.
- Jak z nią? - zapytał.
- Chyba... - postanowiłem powiedzieć prawdę. - źle, Jastrzębi. Źle.
Westchnąłem.
- Nie... - zamiauczał cicho.
Stulił uszy i zamknął białe oczy.
- Nie... - powtórzył.
- Musimy zanieść ją do jaskini. Szybko. - powiedziałem wstając.
- T-tak.
Wziął ją na grzbiet i pobiegliśmy do jaskini.
Ktoś? Wychodzi na to, że Jastrzębi to kuzyn Kruczej i Ciernistego. CO SIĘ DZIEJE?!