17 sty 2016

Od Płomiennej Gwiazdy

Po chwili przyszedł Jastrzębi i położył Ciemną na ziemi.
- Oddycha. - powiedział jakby sam do siebie, siadając nad nią.
Chciałem go jakoś pocieszyć, ale nie wiedziałem jak. Usiadłem obok siostry.
- Ostatnio działo się za dużo. - westchnąłem. - Nie daję rady.
Po chwili przyszedł Sowi. Kulał i jego rany były opatrzone. Wtedy dopiero przypomniałem sobie, jak oberwał podczas bitwy próbując ochronić rannych. Liściasta Łapa wtedy go uratowała. Nie widziałem go od tamtej pory. Podczas gdy medyk pomagał Ciemnej, ja popatrzyłem na Srebrzystą.
- Tak właściwie... jak tam w Klanie Nocy? - zapytałem.
Nie zwracałem uwagi na wodę kapiącą z mojego futra i na to, że cały drżałem z zimna. Byłem przyzwyczajony. Zwykle to ja wykonywałem najtrudniejsze zadania. Badanie jaskini dwa razy, potem ucieczka przed lisem mając złamaną łapę, wywlekanie Krystalicznej, spadanie z urwiska próbując z Ciernistym zaprowadzić Kruczą z powrotem... Tak, sporo tego było. A to nie wszystko.


Siostra?

Od Srebrzystej Gwiazdy

Siedziałam w jaskini czekając aż Lwi Syk wróci z Hebanową Skórą. Nagle usłyszałam łamanie gałęzi dobiegające z mojej prawej strony. Odwróciłam gwałtownie głowę, żeby zobaczyć Płomiennego biegnącego w stronę jaskini. Wstałam gwałtownie, wiedząc, że coś się stało. Kocur wbiegł w głąb jaskini, więc postanowiłam pójść za nim.
- Hej, co jest? - zapytałam, ale otrzymałam za to rozgorączkowane spojrzenie.
- Znajdź mi jakiegoś medyka.
Uniosłam brew do góry nie rozumiejąc o co chodzi.
- Ciemna wpadła do wody, a teraz ledwo oddycha. Gdzie-jest-jakiś-medyk? - powiedział zaznaczając każde pojedyncze słowo.
Zamyśliłam się przez chwilę.
- Siostra nie pomagasz!
- Sowie Pióro powinien zaraz być. Nie martw się wszystko będzie dobrze - powiedziałam spokojnie, żeby go uspokoić i wyjrzałam poza wejście jaskini.
Brateł?

9 sty 2016

Od Mglistego Futerka

Zatrzymałam się.
- Dowódcę? Tak. Mamy czterech, ale ja mam jednego. - powiedziałam. - A po co chcesz to wiedzieć?
Usiadłam, owijając ogon wokół łap. Chciała dołączyć? Ciekawe, czy przywódcy ją przyjmą. W końcu nikomu nie możemy teraz ufać. Ona według mnie była jakaś podejrzana.

Skowycząca?

Od Skowyczącego Księżyca

Przez chwilę stałam w miejscu. Już? Tak szybko? Znaczy, nie żebym miała coś przeciwko, ale… Coś mi tu śmierdzi. I nie chodzi tu o mnie.
- эй, руда! – Zawołałam za nią. Nawet się nie zatrzymała. No co za… Podbiegłam więc do kotki i stanęłam na jej drodze. – Nie macie tu jakiegoś dowódcy? Bo ty raczej nim nie jesteś, руда – mruknęłam. Nie chce, to nie, ale odpowiedź dostanę. W końcu przydałoby się dołączyć do jakiejś stałej grupy.


Mglista?

Od Mglistego Futerka

A więc nie znała Krystalicznej? Ciekawe. Kolejny samotnik. Uśmiechnęłam się lekko, ale dalej miała wysunięte pazury.
- To dobrze. Pamiętaj, że nie jestem tu sama. - powiedziałam.
Odwróciłam się w stronę jaskini.
- Teraz możesz sobie iść. - mruknęłam w jej stronę.
Mogłam zaproponować jej dołączenie, ale... po co?


Skowycząca?

Od Skowyczącego Księżyca

Co mnie skusiło żeby tam podejść? Nie wiem. Chyba tyle zapachów kotów w jednym miejscu. Pewne jest jednak to, że za chwilę zbiegnie się tutaj całe stado. Przechyliłam łeb w prawą stronę.

- что? какой кристаллический? – spytałam się zdziwiona. Nie rozumiałam o co jej chodzi. Krystaliczna? Pierwsze słyszę. Czarnoruda kotka patrzyła się na mnie niezrozumiale, lecz po chwili jej pyszczek znowu przybrał wrogi wyraz. Ach, pewnie mnie nie zrozumiała. Cóż, ma problem. Ja tutaj przyszłam w pokojowych zamiarach, ale jeżeli tak ma to wyglądać… - Nie jestem waszym wrogiem, nawet nie mam pojęcia kto to jest ta „Krystaliczna”, ale jeśli mnie zaatakujesz to nie ręczę za swoje czyny, руда – syknęłam. – Tak więc podejdź do tej sprawy na spokojnie i powiedz mi o co masz na myśli – może lepiej się tak nie rzucać… Mimo wszystko, z całym stadem nie miałabym szans.

Mglista?

Od Mglistego Futerka

Przez to kilka dni od walki odpoczywałam. Nie za bardzo miałam ochotę na rozmowę z innymi, jedynie chodziłam na treningi z Błękitną Łapą. Wiedziałam, że niedługo zostanie wojownikiem. Byłam z siebie i z niego dumna. Nagle, po obudzeniu się, zobaczyłam nieznanego mi kota na zewnątrz jaskini. Podbiegłam do niego, wysuwając pazury. Najeżyłam sierść.
- Jesteś od Krystalicznej, prawda? - zasyczałam. - Zawołam innych wojowników i dopilnujemy, że twoja łapa nigdy nie stanie już na tych terenach!
Podeszłam do niej krok bliżej, przyglądając jej się swoimi uważnie. Machałam ogonem i nie spuszczałam z niej wzroku. Co ona sobie myśli, przychodząc tak na nasze terytorium?


Skowyczący Księżyc?

7 sty 2016

Od Hebanowej Skóry

Stanąłem za kotką w niewielkim odstępie. Odezwać się? Czy może raczej nie? Westchnąłem cicho i usiadłem na zimnym śniegu przyglądając się jej. Nie powiem, że nie była atrakcyjna. Podniosłem się kawałek, ale zaraz po tym znowu usiadłem. Dziewczyna patrzyła na mnie rozmarzonymi oczami na co zmarszczyłem brwi.
- Cześć? - powiedziałem, co bardziej zabrzmiało jak pytanie. Kotka otrząsnęła się i uśmiechnęła się lekko.
- Hej - odpowiedziała. - Co tu robisz? I przede wszystkim kim jesteś?
- Szedłem na spacer. Nie zabijaj mnie, proszę. Jestem Hebanowa Skóra, miło mi Cię poznać. Idę dalej. Dołączysz?

Jasna?

Od Jasnej Paproci

Wojna....jedna, wielka wojna...to co się dzieje w okół jest koszmarne. Wszędzie krew, futro latało we wszystkie strony...to było po prostu straszne.

Od tej wojny minęło kilka dni. Był wczesny poranek, a ja siedziałam gdzieś na skale i rozmyślałam. A co jeśli któregoś dnia w tej bitwie Cicha Gwiazda straci wszystkie życia...? Wtedy ja będę musiała zostać przywódczynią...nie...nie chcę żeby to się stało tak szybko...
Moje rozmyślenia przerwał dźwięk skrzypiącego śniegu. Ktoś za mną był. Odwróciłam się. Poznałam zapach Klanu Nocy. Na śnieżnej zaspie siedział ciemno-brązowy, zielonooki kocur z włosami bujnymi niczym lwia grzywa...O GWIEZDNY KLANIE, ON BYŁ CUDOWNY!

Panie H?  = w =

5 sty 2016

Od Płomiennej Gwiazdy

- Poszliśmy po Kruczą. - powiedziałem. - No i się udało. A... co tam u was?
No co, przecież musieliśmy!

***

Następnego dnia rano, kiedy wstałem, postanowiłem zapolować. Wyszedłem z jaskini i ruszyłem w stronę lasu. Nagle jednak zatrzymałem się, prawie się przewracając. Rudy kocur! Ruszyłem pędem za jego zapachem. Tam, gdzie stał, był też... Jastrzębi. A za nimi zamarznięte jezioro. Co oni tu robią? Na szczęście Jastrzębi nie był zdrajcą. Widziałem dokładnie, że jego futro było najeżone a pazury wysunięte.
- Czego chcesz? - wysyczał wojownik.
Rudy był podejrzanie spokojny. Nawet pazury były schowane. Co on knuje? Nagle zbliżył się bardziej do Jastrzębiego, który nie zdążył zareagować i dotknął łapą jego futro.
- Synu... - powiedział cicho.
Wtedy kolejny raz byłem w szoku. Musiałem bokiem oprzeć się o drzewo. Co się dzieje?
- Co? - znów odezwał się Jastrzębi. - Co powiedziałeś? Nie kłam. Mój ojciec nie żyje.
Jednak rudy tylko się lekko uśmiechnął.
- Skąd niby to wiesz? - zapytał spokojnie.
- Bo jakby żył... jakby żył, nie zostawiłby mnie. - jego głos drżał, powoli cofał się w stronę jeziora.
Rudy podszedł do niego jeszcze o krok bliżej.
- To ja. - powiedział nieco głośniej.
Jastrzębi zasyczał.
Nagle jakaś jasna sylwetka kota przebiegła tuż obok mnie i skoczył prosto na rudego. Ciemna! Wbiła kły w jego kark i zaczęła go drapać. Jastrzębi rzucił się na niego od przodu. Pobiegłem im na pomoc, ale zanim byłem obok nich, rudy nagle jakoś rzucił Ciemną tak, że wpadła prosto na lód. Pojechała po nim trochę. Nie ruszała się. Nie, nie, nie! Jastrzębi przygniótł rudego do ziemi i krzyknął:
- Pomóż jej!
Znów popatrzyłem w kierunku kotki. Lód pod nią zaczął pękać. Oho, chyba znów zamoczę futro. Niewiele myśląc skoczyłem na lód, po czym, oczywiście ślizgając się co krok, zacząłem biec w jej kierunku. W końcu Ciemna wpadła pod wodę, a ja chwilę po niej. ZIIIIIIIMNO. Otworzyłem oczy i ją zobaczyłem. Zacząłem płynąć w tamtym kierunku. Zaczynało mi brakować powietrza, ale wreszcie złapałem ją za skórę na karku i udało mi się wypłynąć w górę. Była ciężka. Z głową ponad wodą płynąłem do brzegu, a przy tym jeszcze starałem się trzymać Ciemną tak, żeby się nie utopiła. Trudne zadanie, za trudne! Czułem, że zaraz nie wytrzymam. Wreszcie dopłynąłem do lodu. Położyłem na nim Ciemną. Było to na tyle blisko brzegu, że nawet gdyby lód popękał, nie wpadlibyśmy pod wodę, tylko najwyżej byśmy się trochę wykąpali. Popatrzyłem tylko na Jastrzębiego, który dalej próbował przegnać rudego. Potem znów spojrzałem na Ciemną. Przycupnąłem obok niej, nie zwracając nawet uwagi na zimno.
- Proszęoddychajbłagam. - powiedziałem szybko.
Potem patrzyłem raz na Jastrzębiego, raz na nią. Co robić, co robić? Oddychała, ale coś tak czułem, że jeśli nic nie zrobię, nie potrwa to długo. Popatrzyłem w niebo.
- Proszę! Niech ona jeszcze nie odchodzi do was... - wyszeptałem.
Nagle zobaczyłem, że rudy ucieka, a Jastrzębi tu biegnie. Zatrzymał się przed Ciemną i wtulił w jej mokre futro.
- Jak z nią? - zapytał.
- Chyba... - postanowiłem powiedzieć prawdę. - źle, Jastrzębi. Źle.
Westchnąłem.
- Nie... - zamiauczał cicho.
Stulił uszy i zamknął białe oczy.
- Nie... - powtórzył.
- Musimy zanieść ją do jaskini. Szybko. - powiedziałem wstając.
- T-tak.
Wziął ją na grzbiet i pobiegliśmy do jaskini.

Ktoś? Wychodzi na to, że Jastrzębi to kuzyn Kruczej i Ciernistego. CO SIĘ DZIEJE?!