25 gru 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

- Krucza... – powiedziałem wreszcie, odwracając się w stronę brata. – Krucza odeszła do wrogów.
***
Był bardzo wczesny ranek. Wstałem i wyszedłem z jaskini. Wszyscy spali. Zauważyłem, że śnieg zaczął topnieć. Odwróciłem się jeszcze raz w stronę wszystkich śpiących kotów.
- Przepraszam... – powiedziałem cicho, po czym pobiegłem w las. W stronę gór, czyli tam, gdzie była tamta jaskinia wrogów. Nie zdziwiłbym się, gdyby teraz byli gdzie indziej, ale będę ich szukał. Nieważne, gdzie poszli. Wskoczyłem na skałę i popatrzyłem na bok. Było już południe, a ja byłem dosyć wysoko i daleko od jaskini. Zmęczyłem się, więc usiadłem. Nagle jednak coś na mnie skoczyło. Zostałem przygnieciony, ale szybko zrzuciłem z siebie atakującego, który sturlał się ze skały. Wstałem i popatrzyłem na niego. Był to Ciernisty.
- Co tutaj robisz? – warknął.
- Chciałem zapytać o to samo ciebie. – syknąłem.
- Obudziłem się i zobaczyłem, że wychodzisz. Więc śledziłem ciebie aż tutaj. – usiadł. – A ty?
- Idę znaleźć Kruczą. – mruknąłem.
- To nie ma sensu. Ona wybrała, żeby z nimi iść. Tylko cię zabiją. Wracaj do jaskini.
- Nie mów mi co mam robić. – zasyczałem.
Odwróciłem się i zacząłem odchodzić.
- Płomienny, zaczekaj. – powiedział, a ja się zatrzymałem. – Idę z tobą.
***
Po południu byliśmy przed jaskinią. Zaczęliśmy węszyć w środku, ale zapachy kotów były słabe. Poszli sobie. Ruszyliśmy dalej za ich zapachem, gdzieś w góry. Wieczorem musieliśmy się już wdrapywać na duże skały. Kilka razy spadliśmy, ale dalej się nie poddawaliśmy. Ale w końcu zrobiło się już ciemno i zatrzymaliśmy się we wgłębieniu w skale.
- Tak właściwie... kim była wasza matka? – zapytałem.
- Była miłą samotniczką. Zawsze wszystkim pomagała. Nauczyła nas walki, polowania i trochę leczenia ran. Ale pewnego dnia odeszła... Ja dałem jakoś radę, ale Kruczej nie było łatwo. Nie dziwię jej się, że odeszła z ‘’naszym ojcem’’. Zawsze się zastanawiała, czy on jeszcze żyje i jaki jest. A ty jakich miałeś albo masz rodziców? – popatrzył na mnie.
- Miałem. Miałem matkę i ojca. Kryształowe Serce, zginęła na grzmiącej ścieżce, a mój ojciec zabity przez borsuka. Ale nie znałem go za dobrze. To mój, jak to mówił, wujek, był dla mnie jak ojciec. Miał na imię Deszczowy. Samotnik. Nauczył mnie jak polować i walczyć. Moje rodzeństwo i rodzina go nie znali. Któregoś dnia zaatakowały nas psy... On kazał mi uciekać, więc to zrobiłem. Ukryłem się i wróciłem rano tam, gdzie ostatnio go widziałem. Był tam, ale... Nie ruszał się. Pierwszy raz widziałem wtedy coś takiego. Nie powiedziałem rodzeństwu, czemu płaczę, kiedy wróciłem. Jesteś pierwszym, który się o tym dowiedział.
- To się rozumiemy. I wiesz co? Jesteś nawet w porządku.
- Dzięki, ty też.
***
Rano zapolowaliśmy, zjedliśmy i ruszyliśmy dalej. Wiatr wiał tak bardzo, że każdy przewrócił się co najmniej dziesięć razy. Ale wreszcie zapach kotów stał się bardzo silny i zobaczyliśmy ich... Przy skale, na której staliśmy. Nie widzieli nas. A wśród nich, rozmawiała ze swoim ‘’tatą’’ Krucza.
- Co robimy? – zapytałem.
- Kiedy trochę się oddali od reszty, podejdziemy do niej. – postanowił.
Skinąłem łebkiem. Minęła chwila, a Krucza odeszła kawałek od grupy, żeby napić się z jeziora, które było obok. Zeszliśmy ze skały i podeszliśmy do niej. Na szczęście wrogowie nas nie zauważyli.
- Krucza. – Ciernisty stanął obok niej, a ja tuż za nim.
- Ciernisty?  - zapytała zdziwiona, a kiedy zobaczyła jeszcze mnie była wręcz zdumiona. – Płomienny? Co wy tu robicie?
- Przyszliśmy zabrać cię z powrotem. – powiedziałem.
- Ja... Chciałabym iść z wami, ale... – westchnęła, ale nagle wpadła na jakiś pomysł. – Wiecie, mogę poprosić Czerwoną Gwiazdę, żeby was przyjął!
- Co? – wtedy to ja się zdziwiłem. – Nie zostawię klanów! Ale nie zostawię też ciebie. Chodź z nami, Krucza.
- Ja nie mogę... Bo... – zaczęła, ale przerwało jej głośne syczenie. Ten wielki kocur, ‘’tata’’ Ciernistego i Kruczej, stał za nią. Wysunął pazury i skoczył na Ciernistego. Ja go zrzuciłem z kocura i zacząłem drapać. Do walki dołączyły też inne koty. Kątem oka zobaczyłem, że Krucza ich zaatakowała. Więc jednak jest z nami! Nagle wielki kocur złapał mnie za kark i rzucił mną w stronę urwiska. Prawie spadłem, ale wbiłem mocno pazury w ziemię i zawisnąłem nad małą przepaścią. Kocur podszedł do mnie i stanął nade mną. Położył przednią łapę na mojej głowie i wiedziałem, że zaraz mnie zrzuci.
- Niepotrzebnie tu przyszliście. Wkrótce do czterech klanów dotrze wiadomość, że mają trzech przywódców. Ale przyznaj, wiesz, że nie będą tęsknić. – syknął, po czym odepchnął mnie do tyłu. Spadałem. Zamknąłem oczy, nie chciałem na to patrzeć. Kiedy spadłem na ziemię pełną kamieni poczułem ból, ale nie słyszałem pękających kości. Przynajmniej tyle. Nagle jednak, kiedy otworzyłem oczy, zobaczyłem, że ziemi wokół mnie pęka. Zapadam się! Nagle znowu spadłem. Tym razem trwało to krócej. Znów otworzyłem oczy. Wokół było ciemno, światło wpadało tylko przez dziurę przez którą tutaj spadłem. Powoli się podniosłem. Wszystko mnie bolało. Podszedłem do ‘’ściany’’ z ziemi i kamieni. Zacząłem w niej kopać. Po chwili zobaczyłem, że przez wykopaną dziurę wpada światło. Kopałem dalej. Wreszcie udało mi się wyjść. Tam już chciałem biec by pomóc Ciernistemu i Kruczej, ale oni już stali przede mną.
- Co...
- Uciekliśmy im. – powiedział Ciernisty.
- Przepraszam, że odeszłam. Ja po prostu... tak bardzo chciałam poznać swojego ojca, że... zapomniałam o tym, że od was odchodzę. – powiedziała Krucza.
- Tak bardzo tęskniłem... – podszedłem do niej, a nasze nosy się zetknęły.
- Ja też...
- Możecie przestać? Jestem uczulony na takie sceny. – mruknął Ciernisty.
Otworzyliśmy oczy i zorientowaliśmy, że jesteśmy zbyt blisko. W tym samym momencie odskoczyliśmy z krzykiem. Ale po chwili zaczęliśmy się śmiać.
Podbiegliśmy do niego i zaczęliśmy wracać. Prawie cali i zdrowi.
***
Minął kolejny dzień, a my dalej wędrowaliśmy. Byliśmy nawet już dosyć blisko jaskini.
- Tak się cieszę, tak się bardzo cieszę, że wreszcie się pogodziliście! – mówiła Krucza.
- Kiedy się pogodziliśmy? – zapytał Ciernisty.
- Nie wiem, ale przecież przeszliście całą tę drogę bez walki!
- Ale właśnie ta droga rozpoczęła się od naszej walki. – powiedział.
Krucza już chciała coś odpowiedzieć, ale wszyscy stanęliśmy, bo przed nami znajdowała się wielka jaskinia. Ale nie była nasza. Wymieniliśmy spojrzenia. Weszliśmy do środka. Było pusto. Nagle jednak jakaś sylwetka kota szybko przebiegła przed nami.
- Co... – zaczęła Krucza, ale nagle nieznajomy zatrzymał się tuż przed nią. Zamilkliśmy.
To jasnoszare futro i błękitne oczy... Tak je znaliśmy, tak bardzo ich nienawidziliśmy.
- Krystaliczna...? – szepnąłem.
- Co? – odezwała się nagle kotka. – Więc znacie Krystaliczną?
Znowu wymieniliśmy spojrzenia.
- To moja siostra! – powiedziała kotka i uśmiechnęła się.
- Jest niepokojąco podobna do Krystalicznej, ale Krystaliczna się tak nie uśmiecha. – szepnął do nas Ciernisty. – Nie ufam jej i tak.
- Spokojnie, jestem niegroźna! – wykrzyknęła nagle, niezwykle szybko znajdując się tuż obok nas, tak, że aż odskoczyliśmy.
Zaśmiała się.

- Jesteście u mnie mile widziani. – powiedziała po chwili, liżąc przednią łapkę.
- Nie zostaniemy. Musimy iść dalej. – odpowiedział Ciernisty nawet bez podziękowania za zaproszenie. Odwrócił się i już miał wyjść z jaskini, ale zatrzymał go krzyk:
- NIGDZIE NIE PÓJDZIECIE! – w wejściu do jaskini stał ojciec Kruczej i Ciernistego. Co się tutaj dzieje? W jednym momencie jasnoszara rzuciła się na Kruczą i dwie kotki poturlały się po ziemi. Ciernisty wysunął pazury i skoczył na ciemnoszarego, swojego ojca.
- Obiecałam jej, że jeśli jej się nie uda was zniszczyć, ja to zrobię. – zasyczała kotka i znów skoczyła na Kruczą. Ciernisty i jego ojciec wpadli na mnie nagle. Ugryzłem ciemnoszarego, podczas gdy on gryzł Ciernistego. Wreszcie kocur się poddał. Razem z jasnoszarą uciekli z jaskini. Odetchnęliśmy z ulgą. Ale nagle zobaczyłem po drugiej stronie jaskini ciemne, pobrudzone krwią futro. Podbiegłem tam, a Ciernisty tuż za mną. Na ziemi leżał prawdopodobnie nieżywy kot. Stanąłem w bezruchu, przerażony. Była to Krucza.
- Siostro, obudź się! – krzyknął Ciernisty, trącając ją lekko nosem. Teraz nie wyglądał jak dawniej. Nie był silnym, wielkim kotem, tylko bezsilnym kocurem, który próbuje pomóc siostrze. – Proszę...
Ja dalej stałem nieruchomo, patrząc na zakrwawione ciało. Dopiero po chwili usiadłem obok i próbowałem ją obudzić. Mówiliśmy do niej żeby wstała dłuższą chwilę, ale nie reagowała. Nagle jednak otworzyła oczy.
- Krucza! – wykrzyknęliśmy prawie równocześnie.
Ona jednak nie odzywała się.
- Krucza, chodź, wracajmy do domu. Jesteś już bezpieczna. – powiedział Ciernisty, liżąc ją za uchem.
Nie było jednak mowy, żeby sama wstała, więc jej brat ją opatrzył, po czym wziął na grzbiet i ruszyliśmy dalej w stronę jaskini. Był już wieczór.
***
Zatrzymaliśmy się na noc pod dużym drzewem, gdzie prawie nie padał śnieg. Krucza po chwili się obudziła i zjadła mysz, którą wcześniej upolował Ciernisty. Na szczęście już czuła się lepiej. Rano znów wyruszyliśmy. Dotarliśmy do jaskini po południu. Wyczerpani, nie zastanawiając się nad reakcją kotów, usiedliśmy w jaskini.

Ktoś? xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz