15 paź 2015

Od Błękitnej Łapy

W tamtej chwili, co dziwne, wolałbym spać niż iść w podróż. Ale skoro mam ważną misję, niech będzie. Sam widziałem tamte ślady łap kota i krew, a to nie wyglądało dobrze. Robiło się coraz bardziej ciemno, ale nawet nie zwracałem na to uwagi, bo wiatr bardzo nam przeszkadzał. Później jednak się uspokoił. Spojrzałem na niebo. Chmury zakryły całkowicie księżyc, a wokół nas było całkowicie ciemno.
- Mroczna mgła zasłoni ścieżkę, światło zniknie za chmurami... - wyszeptała Mgliste Futerko, także patrząc w górę. Spojrzałem na nią zdziwiony.
- Mgliste Futerko, czy wszystko w porządku? - zapytałem swoją mentorkę.
- Hm? - popatrzyła na mnie. - Oh, tak, tak.
Poszła szybciej, pewnie po to, żebym nie zadawał więcej pytań.
- Jesteśmy już blisko. - powiedziała, kiedy była bliżej Kruczej i Ciernistego. Oni najlepiej znali te tereny, więc szli przodem. - To pomiędzy tymi skałami, w wyschniętej rzece.
Faktycznie, zaczęliśmy schodzić w dół, do doliny rzecznej. Jednak nie było tam wody. Wokół nas było wiele wysokich kamieni, przez co to miejsce przypominało kanion. Pamiętam, kiedy razem z Mglistą byliśmy tu wcześniej. Kotka zatrzymała się wreszcie. Wokół dalej widać było ślady i krew, ale było jej mniej, bo śnieg zakrył większość z  nich. Ciernisty rozglądał się, jakby szukając wokół wrogów. Ale słychać było tylko wiatr. Wszyscy zaczęli sprawdzać to miejsce. Stałem na środku, kiedy wszyscy usłyszeli głośne syczenie. Prosto na Wiewiórczą skoczyła... Krystaliczna.
Wiewiórcza odleciała kawałek do tyłu, krwawiąc z boku.
- Nie! - krzyknąłem.
Druga terminatorka, zamiast ją dobić, wycofała się jednak w szczelinę pomiędzy dwoma skałami. Nagle usłyszałem huk i popatrzyłem w górę. Tysiące małych i dużych kamieni, nawet głazów, leciało prosto na nas. Stałem nieruchomo, nie mogłem nic zrobić. Nagle ktoś złapał mnie za futro na karku i pobiegł ze mną do innej szczeliny. Spadłem na ziemię, ale przynajmniej zostałem uratowany. Popatrzyłem w górę, by zobaczyć, kto mnie uratował. Był to Ciernisty. Byłem bardzo zdziwiony, bo wiedziałem, że ten kocur do najmilszych nie należy. Popatrzyłem do tyłu, a byli tam pozostali, też Wiewiórcza. Odetchnąłem z ulgą wiedząc, że nikt nie zginął. Ale to był podstęp Krystalicznej. Zostaliśmy uwięzieni. Jednak jaskini prowadziła gdzieś dalej. Może jakoś wyjdziemy?
- C-co tak właściwie się stało? - zapytałem wreszcie.
- Krystaliczna znów próbowała nas zabić. Już wiem, o co chodziło z nieznanymi nam kotami. To one musiały jej pomóc w tym wszystkim. Zrzucili na nas te wszystkie kamienie. - powiedziała Krucza.
Wszyscy siedzieli w ciszy przez dłuższą chwilę.

Ktoś z was? xD
Zasypała nas...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz