Obudziłem się pod wieczór. Byłem bardzo głodny. Postanowiłem znów spróbować wstać. Udało się, ale moje nogi dalej były słabe i pewnie wyglądałem jak kociak uczący się chodzić. Dosyć przerośnięty kociak. Wszyscy już spali, pewnie zmęczeni ostatnimi wydarzeniami. Tam, gdzie zwykle był stos zwierzyny nie było nic. Zjedli wszystko. Ale mam szczęście! Cóż, muszę poczekać, aż ktoś coś upoluje. To pewnie potrwa całą kolejną noc. Zaraz umrę z głodu. Stracę dwa życia w jeden dzień. Mój rekord. Wyszedłem z jaskini i tuż przede mną stanęła Krucza.
- Cześć. - powiedziała tak, że prawie nie zrozumiałem, bo w jej pyszczku była spora mysz. Powstrzymałem się od wyrwania jej tego i zjedzenia, ale było trudno.
- Cześć. - mruknąłem.
- Niedaleko stąd czułam jakieś obce koty. Wiesz może kim są? - zapytała, upuszczając zdobycz na stos, po czym znów do mnie podbiegła.
- Tak. Kolejni którzy chcą nas zabić. Prawie mnie zobaczyli, albo nawet mnie widzieli ale postanowili nie atakować. - mówiąc to co chwilę patrzyłem na upolowaną mysz, czując, że zaraz nie wytrzymam i po nią pobiegnę.
- Znowu? - westchnęła. - Weź w końcu tę mysz, bo tu padniesz z głodu za chwilę.
A więc jednak widać było. Ale po co udawać? Wziąłem zdobycz i zacząłem jeść, czując ulgę, że nie muszę jak narazie stać na dalej słabych łapach.
- Ich przywódcą jest taki ciemnorudy kocur, wielki jak Ciernisty. - powiedziałem.
- Nie sądziłam, że jest ktoś tak duży jak Ciernisty. - mruknęła.
- Ja też.
Podejrzane. Może jest ich członkiem rodziny? Oby nie! Nagle zobaczyliśmy obok ruch i jakiś kot, który właśnie się obudził, podniósł łebek i na nas popatrzył.
Ktoś? Tak, Cichy, możesz być ty. c:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz