Znowu skoczył na mnie jakiś kot, a raczej kotka... Jak jej tam było... Śnieżny Kamyk? Chyba tak. Ale ona ma kocięta! Przygniotła mnie do ziemi i próbowała ugryźć w kark, ale kopałem ją tylnymi łapami i wreszcie udało mi się ją odepchnąć. Zasyczała i wyglądała na gotową do kolejnego ataku. Zaczęła biec w moim kierunku ale uniknąłem. Tym razem to ja przygniotłem ją do ziemi. Ale nie mogłem jej zabić. Gdybym to zrobił, zginęłyby zapewne też jej kocięta. Puściłem ją więc z kilkoma ugryzieniami i zadrapaniami, a ona zniknęła wśród walczących kotów. Popatrzyłem w bok i zobaczyłem jak Sowie Pióro opatruje ranę na barku Ciemnego Strumyka. Nagle podbiegł tam wrogi kot z zamiarem ataku. Sowi stanął przed ranną wojowniczką i zasyczał. Ale wojownik był silniejszy. Kilka ugryzień i po chwili medyk padł tuż obok Ciemnego Strumyka. Szybko tam podbiegłem, a chwilę po mnie zjawiła się tam ostatnio przyprowadzona z jaskini kotka w wieku terminatorskim, Liściasta Łapa. Nie wybrała jeszcze do którego klanu dołączy. Sowi oddychał.
- Wiem jak mu pomóc, wracaj do walki. - powiedziała.
Skinąłem łebkiem i ruszyłem przed siebie, w stronę walczących kotów. Wrogów dalej było wiele, a coraz więcej naszych wojowników, terminatorów i nie tylko było rannych. Trzeba coś szybko zrobić.
Zaatakowałem białego kocura w brązowe łaty. Akurat walczył z Wiewiórczą Łapą, która była także atakowana przez innego wroga, więc miałem nadzieję, że jej jakoś pomogłem. Przez chwilę walczyliśmy, ale on w końcu poddał się i uciekł z jaskini. Walka trwała, a każda sekunda się liczyła. Wszystkim pewnie brakowało już sił. Może właśnie ktoś od nas umiera. Muszę walczyć! Nagle zobaczyłem jak Krucza rozmawia z jakimś także wielkim, tylko ciemnoszarym, podejrzanie podobnym do niej, kocurem. Podbiegłem tam.
- Tak jak mówiłem... - powiedział kocur. - twoja matka miała was niedługo urodzić, gdy rozdzieliliśmy się podczas wielkiej burzy. Nie znalazłem was. Ale teraz wiem, że dalej żyjecie...
Krucza patrzyła na niego tak, jakby we wszystko to wierzyła.
- A teraz, skoro się spotkaliśmy, nie musicie umierać jak te koty z tych klanów. Możesz iść ze mną. - uśmiechnął się.
Krucza podeszła do niego krok i odwzajemniła uśmiech.
- Tato... - powiedziała cicho, a do jej oczu napłynęły łzy. - Od zawsze chciałam cię poznać. Myślałam, że nie żyjesz. A ty tu przyszedłeś. Po mnie.
- Krucza... - szepnąłem. - Nie możesz... Nie możesz odejść...
Popatrzyła na mnie i jej mina zrobiła się smutna. Podeszła do mnie.
- Przepraszam. Muszę. Muszę iść z nim. To mój ojciec. - po czym odwróciła się i podbiegła do kocura. Potem on dał ogonem znak ich przywódcy i wyszedł z jaskini z Kruczą i rannymi kotami z ich ''klanu'', dzięki czemu zrobiło się więcej miejsca, a my mieliśmy większe szanse. Ale i tak było trudno. A ja? Stałem nieruchomo. Patrzyłem na wyjście z jaskini, tam, gdzie ostatnio ją widziałem.
- N-nie... - szepnąłem.
- Płomienny. - podbiegł do mnie Ciernisty. - Widziałem, że Krucza wychodzi z jaskini z wrogami, co się stało?
- Odeszła. - powiedziałem. - Odeszła do wrogów.
Cichy? Płomienny się załamał. c':
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz