- Nie próbuj ich nawet dotknąć! - syknąłem, wysuwając pazury. Kotka popatrzyła na mnie z nienawiścią w oczach i odwróciła się w moją stronę. Mysia, słysząc mój głos, otworzyła oczy zdziwiona i wtedy zauważyła Krystaliczną. Przytuliła do siebie płaczące kocięta i zakryła je ogonem. Nagle usłyszałem miauknięcie gdzieś obok. Jedno z kociąt oddaliło się od pozostałych i było bardzo blisko Krystalicznej. Ona też je zauważyła. Na jej pyszczku pojawił się lekki uśmiech. Skoczyła w stronę kociaka, a ja pobiegłem za nią. Skoczyłem na nią i ugryzłem w kark, ale ona już zdążyła złapać małego. Po chwili rzuciła nim na bok, a on uderzył w kamień z piskiem, po czym upadł i jego miauczenie ustało. Nie ruszał się. Patrzyłem na to zszokowany, dalej wbijając kły w kark kotki. Mysia zamiauczała głośno. Nie była ranna, ale cierpiała. Bardzo. Odskoczyłem do tyłu, sycząc.
- Co, myśleliście, że tak po prostu się poddam? Ja zawsze dotrzymuję słowa. A skoro powiedziałam, że się zemszczę, zrobię to! - krzyknęła i już miała na mnie skoczyć, ale to jakiś kot zaatakował ją. A był to... Cichy! Przez chwilę walczyli, ale w końcu kotka padła. Jeszcze żyła, ale to nie potrwa długo.
Stałem jak wryty patrząc raz na brata, raz na Krystaliczną. Cichy zaś popatrzył na nieżywego kociaka leżącego z boku i na Mysią, która już nad nim siedziała.
- Weź ją stąd. - powiedział do mnie. - Już.
Nie będę się z nim kłócił. Popatrzyłem na Krystaliczną. Oddychała. Wziąłem ją i wyciągnąłem z jaskini. Potem jeszcze ciągnąłem ją przez chwilę i postanowiłem zostawić pod jednym z drzew. Ona za chwilę umrze. To morderczyni, nie mogę jej współczuć. Nagle jednak szybkim ruchem podcięła mi łapy tak, że padłem na ziemię tuż obok niej. Wbiła mi pazury tuż obok oka, które na wszelki wypadek zamknąłem.
- To nie koniec. - wyszeptała niewyraźnie. - Nie jestem sama, wkrótce oni wszyscy was zabiją. Zabiją wszystkie cztery klany.
Potem jeszcze raz uśmiechnęła się szyderczo, ale po chwili przestała oddychać. Musiałem szybko wstać, bo moja krew zaczęła spływać mi do oka. Przez moment parzyłem na nią jeszcze, jakbym obawiał się, że wstanie i pobiegnie z powrotem do jaskini, ale to się nie wydarzyło. Już chciałem wrócić, ale usłyszałem szelest. Popatrzyłem tam i zobaczyłem sylwetkę kota i parę zielonych oczu patrzących prosto na mnie. Byłem wręcz przekonany, że na mnie skoczy, ale nieznajomy zamiast tego zaczął uciekać. Pobiegłem więc za nim. Mimo tego, że było mi coraz zimniej w łapy i krwawiłem. Co z tego. Biegłem tak za nim długo, wydawało mi się już, że wieczność, ale wreszcie się zatrzymał, więc ja zrobiłem to samo. Wszedł do jakiejś jaskini. Zaglądnąłem tam tak, żeby nikt mnie nie widział. Było tam wiele kotów. Bardzo wiele.
- Zabili Kryształową Gwiazdę. - powiedział kot w wieku terminatora, za którym biegłem cały ten czas. Kryształową Gwiazdę? Ona jest w wieku Błękitnej Łapy, za młoda na przywódcę! Ach Ci mordercy koty i ich dziwna logika.
- Więc to ja zostanę przywódcą. Od teraz mówcie mi Czerwona Gwiazda. - powiedział duży, bardzo ciemnorudy, pręgowany kocur. Nie chciałbym z nim walczyć.
- Kiedy ich wreszcie zaatakujemy? - zapytała biała, zielonooka kotka. Obok jej brzucha leżały dwa kocięta, więc ciekawe dlaczego miałaby nas atakować. Jeszcze bardziej ich nie rozumiem.
- Cierpliwości, Śnieżny Kamyku. Muszą myśleć, że niebezpieczeństwo minęło. - powiedziała za ich nowego ''przywódcę'' szara wojowniczka.
- I wiem chyba, kto ją zabił. - dodał nagle terminator, liżąc swoje poczochrane, czarne futro. - Z ich jaskini wywlókł ją taki rudy kot. Ale łatwo go pokonamy, widać, że słaby.
Wtedy miałem ochotę tam wbiec i podrapać mu ten pysk, ale powstrzymałem się. Nie mogę zrobić nic głupiego. Inaczej zginę ja i wszyscy inni.
- Też to czujecie? - odezwała się nagle kremowa terminatorka. - Jakiś kot, ale na pewno nie z naszego klanu.
Zaczęła iść w moim kierunku. O nie, o nie, o nie, o nie, o nie, o nie! Popatrzyłem na boki i rzuciłem się w górę śniegu. Było mi bardzo zimno, ale może mnie nie zauważą? Zakopałem się całkowicie i siedziałem tam, aż nie zabrakło mi całkowicie powietrza. Rozejrzałem się, ale już poszli. A w dodatku zorientowałem się, że powoli robi się jasno. Zacząłem biec z powrotem do jaskini. Musiałem im to wszystko opowiedzieć jak najszybciej. Było już całkiem jasno, a ja dalej biegłem. Wszystko było już znajome, ale nie miałem sił. Upadłem na śnieg i nie miałem siły wstać. Było mi zimno. Bardzo, bardzo zimno... Ale nie mogłem wstać. Nie dałem rady. Może mnie znajdą? Może mnie szukają? Nie sądzę. Pewnie nawet zapomnieli, że wyszedłem. Bo kogo by to wszystko obchodziło? A ja dalej leżałem. Nagle poczułem przyjemnie ciepło. Wokół śnieg jakby zniknął, ale nie dałem rady otworzyć oczu, by to sprawdzić. Śpię? A może straciłem kolejne życie? Nie wiedziałem, ale uśmiechnąłem się lekko czując, jak wszystko wokół robi się takie spokojne...
Ktoś? Szukacie Płomiennego czy dalej ma sobie tam umierać? xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz