Wszystko wokół nie wyglądało znajomo. Popatrzyłem na siostrę, a ona najwyraźniej od dłuższej chwili patrzyła już na mnie. Świetnie, zgubiliśmy się. Spojrzałem na dwa chore koty, które wyglądały na bardzo słabe.
- Po prostu chodźmy. - mruknęła po chwili Krucza i poszła przodem.
Nie mieliśmy wyboru, ruszyliśmy za nią.
Kiedy znów zaczęło robić się ciemno, tereny stawały się znajome.
- Jeśli nie będziemy się zatrzymywać, dojdziemy zanim znów zrobi się jasno. - powiedziała Krucza.
Popatrzyłem do tyłu. Wszyscy szli ledwo żywi, niektórzy prawie padali.
- Krucza, musimy odpocząć. - podbiegłem do przodu, żeby iść obok kotki.
Ona też popatrzyła na pozostałych. Westchnęła.
- No cóż, dobrze. - miauknęła. - Zatrzymujemy się tutaj.
Nagle wszyscy padli jak martwi. Teraz najwyraźniej nie przeszkadzał im nawet chłód, od razu zasnęli. My też się położyliśmy, żeby po pobudce znów wyruszyć.
Otworzyłem oczy, a przede mną zobaczyłem mysz. Pozostali jedli.
- Kiedy spałeś poszliśmy na polowanie. - wytłumaczył Błękitny, chyba już mniej przerażony.
Skinąłem łebkiem i zjadłem. Nareszcie, bo byłem głodny.
Później poszliśmy dalej. Wreszcie pozostałe koty zaczęły rozpoznawać różne miejsce i... Zobaczyliśmy jaskinię.
Mimo zmęczenia, pędziliśmy szybko jak prawie nigdy nam się na zdarzało. Wbiegliśmy do jaskini i stanęliśmy w wejściu, szczęśliwi. Na całe szczęście, pozostałych nie zaatakowano. Wszyscy na nas popatrzyli zaskoczeni. Wróciliśmy po kilku dniach, z dwoma nowymi kotami, dalej zakrwawieni i brudni z ziemi, z nieco zniszczoną psychiką. W jaskini działy się różne dziwne rzeczy. Słoneczna histeryzowała, Dębowy próbował ją uspokoić, Zamglony został zaatakowany przez kociaki, Ciemna próbowała nie oszaleć próbując pomagać Czerwonemu w pilnowaniu Sowiego i Wróblego... I wiele innych.
Ciekawe, jak zareagują.
Koty z jaskini?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz