22 paź 2015

Od Słonecznej Kity

*Jakieś 20 minut przed wejściem kotów...*

- Jestem mooooooootylkiem! OOOOOOOOOOOOOOOOOooooooooooooooooooooOOOOOOOOOOOOOOoooooooooooooooooo! - Krzyczał Sowie Pióro co chwila machając przednimi łapami. Ciemna co chwila musiała za nim biec, gdyż Czerwony ostatnim razem dostał w zęby jego głową. Biedny... Po chwili znowu zaczęłam szlochać.
- A co jeśli już nie wrócą?! Jeśli zostaniemy sami.... - Tutaj co chwila drgając od płaczu przytuliłam się do ogona. - Co jeśli Krystaliczna ich dopadła? A teraz nas zaatakuje.... - Wyszlochałam i wtuliłam się w swój ogon już nic nie mówiąc. Dębowy położył mi na ramieniu łapę i czekał aż się wypłaczę. W tym czasie Sowi dopadł Zamglonego..... Znaczy już wcześniej Zamglony został wepchnięty przez kociaki do starego pniaka i kociaki w tym pniaku go pchały, ale teraz jak się jeszcze przyłączył Sowi....
- I CAN FLY, BUTTERLFYYYYYYYYYYY! TU TWOOJE RADIO, HELLO! HELLO! - Krzyczał a kociaki dookoła niego tańczyły jak szalone co chwila piszcząc z uciechy. - RUUUDA TAŃCZY JAK SZAOOOOOOOOOONA! - Krzyknął potykając się o kamień i pyszczkiem walnął o ziemię. Parę minut błogiej ciszy.... Nie licząc mojego płaczu...
- Zwłoki! - Krzyknęła Dymna i z uśmiechem nienormalnej panienki zaczęła gryźć ucho chorego. Czerwonopręga od razu wzięła swoją córkę i trochę się oddalając zaczęła jej coś tam tłumaczyć. Nagle w wejściu pojawili się....
-To wy?! Zabiję was za te wszystkie łzy i te wszystkie dziwne sceny! - Krzyczałam a i tak przytuliłam, wręcz udusiłam Wiewiórczą. Nagle ruda terminatorka zaczęła wrzeszczeć z bólu, czyżbym naprawdę jej coś zrobiłam?
- Moja noga! Umieram! - Krzyknęła i padła na ziemię.
- Zwłoki! - Krzyknęła Dymna i wyrywając się matce podbiegła do Wiewiórczej i zanim ktoś zdążył zareagować kotka już gryzła łapę terminatorki.
- Zabierzcie to ode mnie! Ona gryzie moją złamaną.... AAAAAAAAAAA! - Zapiszczała i odrzuciła Dymną na parę metrów. - Boli jak zielony kaszel! - Rzekła i popatrzyła na złamaną, obślinioną łapę. Wietrzna wzięła za kark córkę i zabrała ją do jaskini. W tym czasie Sowi już się ocknął i wlazł na grzbiet Ciernistego.
- WIŚTA WIOOOOOOOOOOOOOO KONIKU! - Krzyknął i poleciał na parę metrów, gdyż Ciernisty raczej nie miał poczucia humoru...
- A tak po za tym, że co chwila ktoś tu lata i takie tam, nic wielkiego się nie stało? - Spytała Złocista nie zważając na to, że Błociek atakował jej ogon. Czym prędzej zabrałam syna od przywódczyni. Wszyscy pokręcili głową.
- Nie. - Rzekł grobowym głosem Wróbli wychodząc cienia. - Po za tym, że Słoneczna od dwóch dni płakała, kociaki coraz bardziej pozwalają sobie na przeszkadzanie starszym i Sowi... - Mówiąc to popatrzył na chorego który robił zeza do Płomiennego. - ..... Co chwila coś robi... Niestosownego jak na jego charakter.

Ktoś? c: xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz