- Bracie. - szepnęłam mu do ucha - To nie przypadek, że Złocista Gwiazda na ciebie wpadła. Jesteście dla siebie stworzeni!
Popatrzył na mnie morderczym wzrokiem, po czym zorientował się, że siedzi obok przywódczyni Klanu Dnia i się odsunął. Krystaliczna siedziała i przyglądała się wszystkiemu ze zdziwieniem i, oczywiście, wściekłością.
Wszyscy poszli ją wygnać, oprócz matek z kociakami i medyków. Szłam akurat obok niej, żeby nie uciekła albo kogoś nie zaatakowała. Doszliśmy do granicy naszych terenów, co zajęło nam dłuższą chwilę i stanęliśmy przed kotką.
- I pamiętaj, Krystaliczna Łapo. - powiedział Ciernisty - Nie jesteś u nas mile widziana.
Jej pazury dalej były wysunięte a futro najeżone. Przywódcy stanęli obok nas.
- Zemszczę się na was. Na każdym. Wrócę tu i dopilnuję, żeby każdy z was zginął. Kociaki, wojownicy, medycy, wszyscy. Nie wiadomo, kiedy tu przyjdę. Może zdarzyć się to w każdej chwili... - zasyczała i nie czekając na naszą reakcję, odwróciła się i odeszła.
Wszyscy stali w ciszy patrząc, jak jej sylwetka znika i kolor jasnego futra przestaje być widoczny wśród śniegu.
Następnego dnia wszyscy byli bardziej ostrożni. Nikt nie wychodził polować sam. Każdy wie, że ta młoda kotka jest niezwykle silna i agresywna. Przycupnęłam i zaczęłam jeść upolowaną przez kogoś mysz. Postanowiłam zostawić większe zdobycze dla kociąt i starszyzny, bo oni łatwiej chorują. Ciernisty usiadł obok mnie i zaczął lizać łapę. Wyglądał na jeszcze bardziej zdenerwowanego niż zwykle.
- Coś się stało? - zapytałam zdziwiona.
- Medyk z Klanu Świtu zachorował na Zielony Kaszel. - powiedział kocur.
- Jak to? Sowie Pióro? - byłam jeszcze bardziej zaniepokojona.
- Tak. - miauknął mój brat.
Wstawiłam, rzuciłam mu pod łapy resztę myszy i potruchtałam do Ciemnego Strumyka, która akurat siedziała niedaleko.
- Jak czuje się Sowie Pióro? - zapytałam.
- Nie wiem. Słyszałam, że nie za dobrze, ale go nie widziałam. - odpowiedziała kotka.
Skinęłam łebkiem.
- Czuję się dobrze! - usłyszałam syk tego właśnie kocura.
Poszłam w tamtym kierunku. W rogu jaskini leżał właśnie on, a obok niego siedziało kilka członków Klanu Świtu i Czerwony Liść. Chory medyk najwyraźniej był jeszcze bardziej zdenerwowany podczas Zielonego Kaszlu. Nagle otworzył szeroko oczy i zaczął machać w powietrzu przednią łapą.
- Co mu się dzieje? - odezwałam się cicho do Płomiennego.
- Chyba ma halucynacje. - powiedział przywódca, przyglądając się wszystkiemu.
- Czy na pewno wszystko w porządku? - zapytał Czerwony Liść, chociaż dobrze wiedział, że Sowi potrzebuje pomocy.
- Dlaczego tamte chmury są fioletoooowe? - wymamrotał i usiadł. Zaczął rozglądać się po jaskini. - Ja latam!
Skoczył, ale niestety, nie miał skrzydeł, więc wylądował pyszczkiem na ziemi. Wszyscy, którzy to widzieli nie ruszyli się z miejsca, aż podeszłam do medyka.
- Przeżył? - miauknęła Mgliste Futerko.
- Oddycha. Chyba śpi. - stwierdziłam.
Poturlaliśmy go z powrotem w kąt jaskini.
- Ooo! - wszyscy odwrócili się słysząc zachwycony głos. To była Dymna. - Zwłoki! Będzie więcej jedzenia!
- Dymna... - odezwała się Mglista. - Idź bawić się z innymi kociakami.
- Taa... Chcecie zjeść wszystko sami! - odeszła obrażona.
No proszę, a więc Klan Świtu jest jeszcze dziwniejszy, niż myślałam.
Ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz