16 paź 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Oczywiście, musiałem iść przodem.
- A tak właściwie dlaczego wy idziecie z tyłu? - zapytałem po chwili.
- Bo to ty jesteś przywódcą, więc zawsze powinieneś prowadzić - powiedział Ciernisty. - A w dodatku masz kilka żyć.
Westchnąłem cicho i skupiłem się na patrzeniu pod łapy. Znając życie jest tam krzywo, więc jeśli nie będziemy uważać, spadniemy.
Było całkowicie ciemno, nigdzie światła. Mogliśmy w zasadzie liczyć tylko na słuch i węch. Wzrok i tak niewiele pomoże. Trzeba nasłuchiwać wiatru.
- Idziemy już wieczność... Zaraz będę miał sto księżyców! - mruknął Błękitny, idąc tuż za mną.
Nagle usłyszeliśmy cichy, dochodzący jakby spod nas głos Ciernistego:
- Mysie móżdżki... Zniknąłem chwilę temu a wyście się nie zorientowali.
- Ciernisty? - zacząłem się kręcić wokół, żeby zobaczyć, gdzie jest, ale faktycznie go nie było.
- Co się stało? - zapytał Błękitny.
- Zapadłem się. - mruknął kocur. - Pomóżcie mi, bo nie chcę tracić czasu.
Z Błękitnym wymieniliśmy spojrzenia.
- Ale gdzie się zapadłeś?
- Ponad miejscem, w którym siedzę. - powiedział.
Zaczęliśmy iść za jego głosem. Wreszcie udało nam się znaleźć dziurę w ziemi, a w środku widać było tylko oczy Ciernistego.
Pomogliśmy mu wyjść.
- Idziemy jeden za drugim. - powiedziałem i postanowiłem znów nie zaczynać długiej, bezsensownej rozmowy. - Ja idę pierwszy.
Więc tak szliśmy.

Pozostali? Czyli kotki?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz