Ciekawe, ile będziemy iść.
Cały drżałem z zimna i nie czułem łap. Niedawno wyruszyliśmy, a czułem, jakby to trwało wieki. Nagle z tyłu usłyszeliśmy dziwny odgłos. Odwróciliśmy się, wysunąłem pazury, gdyby była to Krystaliczna. Coś turlało się z pagórka za nami. Schowaliśmy się na drzewie, a to coś trafiło właśnie w nie. I był to... Sowi. Zeskoczyłem na ziemię obok niego.
- Sowi? - szepnąłem, nie mogąc uwierzyć w to, że chory medyk się do nas doturlał.
On po chwili wstał i otrzepał się ze śniegu. Zaczął się rozglądać i łapać coś niewidzialnego w powietrzu.
- Musimy go zaprowadzić z powrotem? - zapytałem.
- Chyba tak. - westchnęła Wietrzna.
Nagle jednak Sowi zamiauczał głośno i pobiegł w przeciwną stronę od drogi do jaskini.
- Sowi! - krzyknąłem i rzuciłem się za nim w pogoń. - No weź, nie chce mi się biegać!
Medyk zatrzymał się przed jaskinią.
- Ale to duuuuuuuuże. - mruknął.
Zatrzymałem się obok niego i usiadłem, próbując nie paść ze zmęczenia. Wietrzna zaraz do nas dołączyła.
- Dziwne. Krucza i Ciernisty nie wspominali o tej jaskini, a opowiadali o wszystkich okolicznych terenach. - powiedziała kotka.
W środku było ciemno.
- Wejdźmy tam! - krzyknął Sowi.
- Nie, to zbyt niebezpieczne. - powiedziałem, ale było za późno, bo kocur już był w środku.
Razem z Wietrzną przez moment milczeliśmy myśląc, co robić. Przecież chory Sowi mógł tam nawet zginąć. Nagle usłyszeliśmy ze środka jaskini miauczenie.
- A co ty tutaj robisz? Chyba jesteś chory... - powiedział głos... Krystalicznej.
Zerwałem się z ziemi i ruszyłem pędem do jaskini. Medyk siedział i się rozglądał nieświadomy niebezpieczeństwa, a młoda kota stała na skale przed nim. Jej pazury były jeszcze bardziej naostrzone.
- A więc są też inni? - uśmiechnęła się szyderczo. - Jak miło.
Zeskoczyła ze skały prosto na Sowiego i go przewróciła.
- A teraz, pożegnajcie waszego przyjaciela. - zamachnęła się.
Nie, nie, nie! Trzeba coś zrobić.
Skoczyłem i przewróciłem ją. Jednak ona zdążyła prawie pozbawić mnie ucha. Uwzięła się na mój pyszczek, na którym były teraz trzy rany po jej pazurach. Przynajmniej uratowałem Sowiego.
Wietrzna?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz