21 sie 2015

Od Cichej Gwiazdy

Leżałem na drzewie. Promienie słońca przebijały się przez liście brzozy, tworząc na moim futrze jasne cętki. Ciepły blask słońca ogrzewał mnie nawet zbyt bardzo, ze względu na moje czarne, grube futro. Obserwowałem granicę moją i Klanu Świtu...w jednej chwili przymrużyłem oczy by mieć lepszą widoczność. Wciągnąłem w płuca powietrze. Zapach krwi...jeszcze świeżej. Szkarłatne plamy ochlapały drzewa, krzewy, liście...nie schodziłem jednak z drzewa, ponieważ wyczułem mojego brata i jedną z jego wojowniczek. Po chwili wyszedł z krzaków, słońce przebijające się przez liście tworzyły na jego futrze pomarańczowe świetliste plamy. Tuż za nim wyszła kotka, piękna, szylkretowa, świetlne cętki na jej trój kolorowym futrze nadawały jej jeszcze większego uroku. Siedzieli chwilę w miejscu walki, kiedy po chwili z krzewów wyskoczył z dzikim sykiem szary, stary kocur. Moje oczy powiększyły się, źrenice zmniejszyły kilkakrotnie. Po kilku minutach walki, kotka leżała nieprzytomna, a szary kot próbował dosięgnąć gardła Płomiennej Gwiazdy, lecz ten walczył. Ale po chwili nie miał już siły, kocur już prawie wgryzł się w jego szyje. "Dość!" Skoczyłem. Pazury same się wysunęły, błysnęły kły. Jednym potężnym walnięciem odrzuciłem kocura metr dalej. Kilka chwil i zniknął z płaczem. Rzuciłem oziębłe spojrzenie mojemu bratu.
- Jak ty to... Co... Ale... Jak? - Szepnął. Po chwili otworzył szerzej oczy i próbował wstać. Spojrzał na mnie. - C...Cicha Gwiazda...?!
Cofnąłem się o krok. Patrzyliśmy sobie w oczy w milczeniu. W jednej chwili błyskawicznie się obróciłem i pobiegłem na swoje tereny.


Płomienny? .3.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz