20 sie 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Spałem spokojnie. Kiedy się obudziłem, było już jasno. Wstałem powoli z legowiska, prostując po kolei każdą łapę. Ziewnąłem. Później wyjrzałem na zewnątrz. Było pusto. Najwyraźniej wszyscy byli zajęci pracą. Wyszedłem z obozu. Wskoczyłem na drzewo, a z niego na następne. Stamtąd wypatrzyłem wiewiórkę. Zaczaiłem się, skoczyłem i... Upolowałem zdobycz. Wróciłem z nią do obozu i odłożyłem na narazie pusty stos jedzenia.
Później powolnym krokiem wróciłem do legowiska.
Siedziałem tam chwilę, aż usłyszałem krzyk... Błękitnej Łapy. Zerwałem się i wybiegłem z legowiska. Na środku obozu leżała Szara Mordka, a z jej szyi leciała krew. Jej syn leżał obok niej i zakrywając przednimi łapami pyszczek płakał. Obok siedziała Mgliste Futerko, przyglądając się wszystkiemu ze zdziwieniem. Obok terminatora stał załamany Sowie Pióro. Po chwili obok mnie stanęła Ciemny Strumyk.
- Ja... Nie mogłem nic zrobić. Kiedy Mgliste Futerko ją znalazła, straciła zbyt wiele krwi i... - mówił Sowie Pióro.
Zastępczyni jęknęła cicho widząc ciało wojowniczki. Mimo tego, że nie znały się długo, były przyjaciółkami. Błękitna Łapa dalej leżał.
Mgliste Futerko do mnie podeszła.
- Znalazłam ją w lesie, niedaleko obozu. Wokół było pełno krwi. Ale wiem jedno. Zabił ją kot... - powiedziała. - Wokół było pełno śladów jego łap, ale nie wiem, kto to był.
Ciemny Strumyk powoli podeszła do ciała Szarej Mordki i położyła łapę na barku Błękitnej Łapy.
Nie wiedziałem, co robić, co powiedzieć...
Usiadłem, bo czułem, że nie ustoję na łapach.
- Zaprowadź mnie tam.
- Co? - zdziwiła się wojowniczka.
- Zaprowadź mnie tam. - syknąłem.
Nie powiedziała już nic, tylko wybiegła z obozu, a ja tuż za nią. Po chwili znaleźliśmy się na małej polanie. Faktycznie, wszędzie była krew. Na trawie, ziemi, krzakach, kwiatach...
- Chciałam coś upolować, ale poczułam krew i chciałam sprawdzić, co tu się stało. Kiedy ją zobaczyłam, od razu zaciągnęłam ją do obozu. - mówiła kotka.
- Co za morderca mógł to zrobić? - pytałem samego siebie.
Nagle kątem oka zauważyłem, że Mgliste Futerko wysuwa pazury. Patrzyła w krzaki przede mną. Też tam popatrzyłem.
W ciemności świeciła para żółtych oczu...
- Co jest?! - szepnąłem. Cofnąłem się kilka kroków, bo wcześniej byłem tuż przed stworzeniem.
Tylko nie morderca, błagam, tylko nie morderca...
Z krzaków wyskoczył duży, ciemnoszary kocur. Zasyczał.
- Od teraz to moje terytorium. Zabiję was i stworzę własny klan! - zasyczał.
- Myślisz, że on ją zabił?
- Tak myślę. - powiedziała kotka.
Wyglądał na silnego... I starego.
- Wybacz mi, ale to moje terytorium. - mruknąłem.
Wysunąłem pazury.
- Nie na długo, młody. - warknął.
Rzucił się na mnie, ale odskoczyłem na bok. Mgliste Futerko zaatakowała i zraniła go w pyszczek. Kocur krzyknął z bólu i złapał kotkę za kark. Rzucił nią w drzewo.
- Ej, kotek się nie bije, ty... - zacząłem.
Uniósł jedną ''brew''.
- Ty zły... Darujmy sobie takie teksty, okej?
Skoczyłem na niego i zadałem mu cios w oko. On oddał mi w bark.
Padłem na ziemię.
- Aaała! Gościu, to boli, wiesz? - jęknąłem.
Zaśmiał się.
- To nie był żart! - syknąłem.
Mgliste Futerko leżała jak martwa, ale widziałem, że oddycha. Straciła przytomność uderzając w drzewo.
- Okej, odejdź stąd, proszę... - powiedziałem. - Gościu, nie chcę walki.
- A ja będę walczył o terytorium.
Skoczył na mnie, zadał mi cios w oko, potem zaczął mnie gryźć i próbował dostać się do gardła, ale go odpychałem tylnymi łapami.
Nagle zobaczyłem sylwetkę kota, który skoczył na kocura. Chwilę walczyli i morderca uciekł.
- Jak ty to... Co... Ale... Jak? - szeptałem.

Ktoś? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz