20 sie 2015

Od Złocistej Gwiazdy

Poczułam że coś szturcha mnie w bok.Otworzyłam jedno oko i ze zdziwienia otworzyłam też drugie.
To była Wiewiórcza Łapa, mój pierwszy uczeń.
- Hem? - Mruknęłam nie do końca obudzona.
- Myślałam że... Bo dzisiaj pierwszy dzień nauki i... - Jąkała się zawstydzona. Wstała i rozciągnęłam się.
- Spokojnie, rozumiem, jesteś tak podekscytowana/przerażona, że aż obudziłaś swojego nauczyciela. - Powiedziałam i wyszłam. Wiewiórcza Łapa szła tuż za mną i już po chwili byłyśmy na małej łące koło strumyka. Słońce powoli wychodziło za horyzont dając mojemu futrze prawdziwy, złoty kolor. Wiewiórcza Łapa zaś jak na nazwę przystało była cała pomarańczowa nie licząc białych łap.
- Teraz posłuchaj mnie. Zaczniemy od czegoś łatwego.
- Na przykład?
- Na przykład...... Od pasikonika. Spróbuj go złapać. - Jak powiedziałam, tak zrobiła. Uczennica ''padła'' na ziemię i czołgając się w ślimaczym tempie zaczęła wyszukiwać ofiarę. Po paru minutach czekania wreszcie była dość blisko jednego z nich. Skoczyła i.... Chybiła, ale szybko się pozbierała i grzmotnęła ciałem na biednego owada. Kiedy wstała z niego pozostała jedynie plama na futrze Wiewiórczej....
- Liczy się to, że w ogóle go złapałaś. - Powiedziałam do smutnej terminatorki. - A jakim sposobem to już sprawa drugoplanowa. - Zachichotałam. Nagle usłyszałam za sobą jakieś... Wycie. Obejrzałam się i zobaczyłam Wróblego Płomienia który wrzeszczał na całe gardło. Po chwili zaczęłam rozróżniać między wrzaskami pewne słowa...
- ''ADHD co chwila męczy mnie!'' - Zerknęłam na Wiewiórczą Łapę która tylko przewróciła oczami.
- Mój brat lubi śpiewać. W starym Klanie myśleli że coś sobie zrobił i wezwali medyka. A on tylko sobie śpiewał. - Znowu zachichotałam. Nagle Wróbli tak zawył, że aż zakryłam łapami moje biedne uczy.
- Niech się wreszcie zatka, bo aż w Kociarni go usłyszą. - Powiedziałam.
- Jest sposób żeby go na jakiś czas uciszyć.... Ale potrzebuję mysz. - Powiedziała młoda kotka i ukryła się w dość wysokiej trawie.
- Mysz? A po jasnego śledzia po co Ci mysz? - Mruknęłam i również zanurkowałam w trawie. Po chwili zauważyłam rudą kitkę terminatorki, a następnie ją całą. Zauważyłam, że ma w pyszczku mysz, żywą bo rzucała się na wszystkie boki jakby dostała kolki. Spojrzałam na nią pytająco, a ona jedynie znowu zanurkowała w trawę, tym razem w stronę brata. Nagle zobaczyłam latającego gryzonia, która po paru chwilach latania plasnął na głowę wojownika. Kocur uciszył się, podniósł głowę i kiedy zobaczył gapiące się w niego czarne ślepia wrzasnął jakby kto go obrywał ze skóry i zaczął skakać w tą i w tamtą kosząc przy tym trawę. Chociaż już rzucił mysz to i tak biegł dalej.
- Ratunku! Mysz z nieba! To kara za tamten postępek?! Mamusiu! - Wróbli potknął się o wystający korzeń i po paru fikołkach w powietrzu walnął grzbietem o taflę strumyka. - Bul, bul bul....
- Ej, bracie! Wiesz, że my koty nie lubimy wody? - Znikąd wyrosła obok mnie Wiewiórcza Łapa i śmiała się z starszego brata. Wróbli stanął na nogi, woda jedynie wtedy sięgała mu do brzucha a on i tak zaczął chyba już trzeci raz w tym poranku wrzeszczeć.
- Topię się, ratunku! - Szczerze raczej nie wyglądał na topiącego się bo po chwili wybiegł z wody jak torpeda i pobiegł (co chwila potykając się o jakiś niewidzialny korzeń) w stronę legowiska dla wojowników. Obie równie głośno się zaśmiałyśmy i wróciłyśmy do legowiska dla terminatorów. Pożegnałam Wiewiórczą Łapę i wyruszyłam do Kociarni. Jak widać nie tylko my nie próżnowałyśmy... Koło Słonecznej Kitki siedziała Wietrzna Paproć i coś jej szeptała. Jednak chyba nie była to zbyt wesoła wiadomość...
- Już? - Spytałam kiedy tylko weszłam.
- Tak. - Powiedziała szczęśliwa kotka. Chociaż może na twarzy miała wypisane szczęście i ulgę że to już wszystko to i tak miała coś... Smutnego na sobie. Zerknęłam na wskazane miejsce i zobaczyłam cztery małe, puchate kulki, które co chwilę piszczały, bo któreś z rodzeństwa za bardzo się rozpychało. Nagle dostrzegłam bardziej z boku czarne, oklapłe coś.... Była to czarna, mała i wychudzona kotka.
- Czy ona.....? - Spytałam najciszej jak się dało, bo bałam się że je przestraszę.
- Nie, żyje, ale jest strasznie osłabiona. Boimy się, że nie przeżyje dnia w Klanie. - Rzekła smutno medyczka.
- Przykro mi.... - Spojrzałam na jej rodzeństwo. Biała kotka chyba będzie najbardziej buntownicza z rodzeństwa. Właśnie teraz z wściekłością atakowała ucho burego kocurka. Pod nim zaś leżał złoty kocurek z czarnymi plamkami na ciele.Obok ze stoickim spokojem leżał szary kocur i nie interesował się poczynaniami rodzeństwa. Zauważyłam też u niego pewne braki z tyłu.... Nie miał ogona.
- Będą z nich wspaniali wojownicy, obiecuję to. - Rzekłam i delikatnie przesunęłam białą i burą kulę, żeby dali oddychać złotemu. Oczywiście nie obyło się bez protestów ze strony kuleczek. Piszczały oburzone. Słodko to wyglądało z boku.
- Życzę wszystkiego najlepszego i żeby ona jednak przeżyła. - Wszystkie zerknęłyśmy na czarną, która tylko co jakiś czas ruszała uszami. Inaczej byłybyśmy skłonne uwierzyć że już..... - Wietrzna Paproć, nie ruszaj się stąd. Mam do zakomunikowania Klanu coś ważnego. - I po chwili wyszłam. Przeleciałam wszystkie legowiska(bez skojarzeń xD) wrzeszcząc żeby wszyscy się zebrali w Kociarni i po chwili biegiem wróciłam do miejsca spotkania.
Wszyscy już tam byli.
Nawet Wróbli Płomień, który nadal cały mokry i zielony od trawy siedział spokojnie ze strachem w oczach i patrzył na bitwę wszech czasów.... Potomstwo Słonecznej właśnie się kłóciło o najcieplejsze miejsce. Usiadłam koło świeżo upieczonej matki(nie bierzcie tego na serio...) i zaczęłam.
- Mój drogi Klanie. Mam dla was parę wiadomości. Dzisiaj Słoneczna Kitka doczekała się pięciu kociąt. Niestety, tylko część z nich prawdopodobnie przeżyje. Więc radzę wam, bądźcie przy nich ostrożni. - Mówiąc to spojrzałam na czarną kotkę, która jakby wiedziała że o niej mowa, kichnęła potężnie, o mało nie doprowadzając do zawału rodzeństwa. - Druga sprawa, jak wiecie, Wróbli Płomień wszedł na terytorium Klanu Zmierzchu bez ich pozwolenia. Wiem, że nie zrobił tego specjalnie, ale i tak muszę go ukarać. Zatem... Mianuję ciebie, Wróbli Płomieniu opiekunką i pomocnikiem dla Słonecznej Kitki. - Ukarany spojrzał zdziwiony to na mnie, na Słoneczną i ze zgrozą na puchate kulki, które akurat w tej chwili zaniechały gryzienia, duszenia czy bekania na braci/siostrę. - Wszystko jasne? - Spytałam chociaż i tak znałam odpowiedź.
- Tak.
- Zatem koniec zebrania. Możecie się rozejść. - Jednak i tak nikt nie wyszedł. Wszyscy teraz z zainteresowaniem patrzyli się na potomstwo Słonecznej.
- A kuci kuci kuci.... - Rzekł Dębowa Dusza z zachwytem patrząc na drugą twarz szarego kocurka. Prawdopodobnie myślał, że to jest uśmiechnięty pyszczek szarego...
- Dziadku, to nie ta strona, to jego tyłek! - Rzekła rozbawiona Wiewiórcza Łapa. Dębowa Dusza sam się kazał się tak nazywać, chociaż ja wolę jego pełne imię.
- Serio? Hmm... To czemu nie widzę ogona? - Rzekł przybliżając się do szarego.
- On go nie ma. - Rzekła Słoneczna Kitka. - Ma tak po moim pradziadku.
- Czyli będzie podobny jak do... No tego z Klanu Zmierzchu... Jak mu tam.. A tak! Pawi Ogon!
- N-nie Dziadku! On się nazywa Sowie Pióro i jest z Klanu Świtu! - Dołączyła się do rozmowy rozbawiona medyczka.
- Wszystko jedno. - Mruknął obrażony. - Skleroza nie boli.
- No, wystarczy tych odwiedzin domowych! Dajcie im odpocząć. - Rzekłam i pokazałam zebranym wyjście. Ja również wyszłam.
Ciekawe jak jest u braci......

Ktoś? .3. Wiem, troszkę dłuuugaśnie opo, ale wena tak chciała. Na początku chciałam skończyć na ''ADHD'' a jestem już po porodzie. c:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz