21 sie 2015

Od Złocistej Gwiazdy

Cicho... Spokojnie.... Skok i po chwili duszenia w łapach, mam już pokaźnego ptaka. Kruka jak mniemam. A możliwe, że jaskółkę.... Nie ważne, grunt że coś upolowałam. Wspięłam się na drzewo i zaczęłam skakać po gałęziach przy okazji płosząc resztę ptaków. Nagle się zatrzymałam, trzymając w zębach upolowaną zdobycz. Korciło mnie, żeby spotkać się z rodzeństwem.
Chociaż zobaczyć co u nich....
Po chwili wahania skierowałam się na granicę terenów Klanu Świtu. Zeszłam z drzewa bo nagle coś wyczułam... Krew. Parę godzin temu musiała się chyba toczyć tutaj walka czy coś.... Wciągnęłam w nozdrza powietrze i rzeczywiście, czuć było koty. Włóczęga i kogoś z Klanu Świtu.... Biedni... Później się spytam. Lepiej wrócę do siebie...
Będąc już na terenie swojego Klanu nagle znowu coś wyczułam...
Krew... I tego włóczęgę.... Wyskoczyłam z krzaków i zobaczyłam straszny widok.... Dębowa Dusza leżał w kałuży krwi z nienaturalnie wykrzywioną przednią prawą łapą. Wyplułam ptaka i podbiegłam do niego.
- Dębowa Duszo?! - Krzyknęłam i spojrzałam na jego klatkę piersiową. Prawie niewidocznie co chwilę się podnosiła i opadała. Czyli jeszcze żyje... Ale jak długo? - Spokojnie. Sprowadzę pomoc. - Potarłam swój pyszczek o jego policzek i zostawiając go w takim stanie pobiegłam do obozu. Od razu natknęłam się na Wróblego Płomienia który drapał się jeżdżąc tyłkiem po całym obszarze obozu. Przy okazji śpiewał dobrze nam znaną piosenkę....
- "ADHD co chwila męczy mnie!" - Bez słowa go ominęłam i weszłam do Kociarni sprawdzając stan Słonecznej z kociakami. Ta zaś wstała w wejściu z oczami jak spodki. A tak... Ona jeszcze go nie widziała w tym stanie.... Kiedy zobaczyłam, że maluchom nic nie jest od razu wyszłam i skierowałam się do legowiska Medyka.
- Szybko! Dębowa Dusza został zaatakowany i jest ranny! - Krzyknęłam na powitanie i czekałam aż Wietrzna Paproć przełknie tą wiadomość.
- Ale jak....? - Spytała.
- Nie ważne! Szybko, biegnij do niego. Trafisz po zapachu krwi. - Powiedziałam i już mnie nie było. Wróciłam do tego Mysiego Móżdżka, bo co jak co, on też nam jest potrzebny. Wróciłam do tego miejsca, gdzie go wcześniej spotkałam. Wróbli nadal wyczyniał te swoje wygłupy...
- Milczeć! - Krzyknęłam a Wróbli Płomień uspokoił się chociaż nadal siedział. - Wstawaj, idziemy. - Rzuciłam krótko i ruszyłam do miejsca walki. Wróbli tuż za mną biegł z podkulonymi uszami. Po chwili natrafiliśmy na Wietrzną Paproć, która już zajęła się rannym. Właśnie teraz przyciskała kępę liści i pajęczyny do najbardziej krwawiącego miejsca na ciele. Zauważyłam, że Dębowa Dusza już się obudził i ciekawie rozgląda się dookoła.
- Jak się czuje.....? - Spytałam.
- Dobrze, ale lepiej jak go jeszcze przepadam w Obozie. - Miauknęła pocieszająco widząc moją zmartwioną minę.
- No to bierzmy się do roboty..... WRÓBLI PŁOMIENIU?! - Krzyknęłam kiedy okazało się, że wojownik nie siedzi z nami. - Cóż za wojownik, nie ma co... - Zasyczałam lekko podenerwowana zachowaniem tego Mysiego Móżdżka. Nagle przypomniałam, że medyk tuż obok mnie jest jego matką. - Wybacz, ale sama widzisz...
- Wiem i nie mogę się z tym pogodzić. Jako kociak był inny....
- Ale teraz z niego zrobił się tępi Mysi Móżdżek. - Fuknęłam poirytowana. - Dębowa Duszo, dasz radę wstać jeśli ci pomożemy? - Spytałam do staruszka który już z uniesioną głową patrzył na naszą rozmowę.
- Raczej tak. - Szepnął i z grymasem na twarzy wstał. Ja i Wietrzna Paproć oparłyśmy się jego boków i starałyśmy się balansować tak, żeby jego ranna łapa nie musiała się dużo się wysilać. Po paru minutach, które dla nas ciągnęły się w nieskończoność wreszcie weszliśmy do Obozu. Od razu trafiliśmy na Terminatorkę która zaciekawiona i przestraszona patrzyła na nas. Położyłyśmy Dębową Duszę na jednym z posłaniu w Legowisku Medyka.
- Zostawię was teraz samych. Mam z pewnym kotem do pogadania... - Mruknęłam i wyszłam po cichu. Od razu natknęłam się na Wiewiórczą Łapę. Nadal była przerażona, ale i zaciekawiona.
- Co się stało?
- Dębowa Łapa został napadnięty przez obcego kota. Został ciężko ranny. - Powiedziałam, a jej oczy zrobiły się jeszcze szersze i okrąglejsze z emocji. - A tak z innego śledzia, widziałaś swojego brata? - Spytałam wracając myślami do tego Mysiego Móżdżka.
- Ostatnio go widziałam kiedy szedł z tobą wychodząc z Obozu. A co znowu nabroił?
- Jeszcze nie wiem. Jakby wrócił, powiedz mu żeby na mnie czekał. - Odpowiedziałam i jak najszybciej wyszłam z placu Obozu. Jak ja dorwę tego wojownika to nie wiem co mu zrobię.... Ciekawe też czy reszta rodzeństwa ma takie same problemy jak ja... Chyba mają... Przypomniała mi się wtedy ta polana pełna krwi...

Ktoś? c: Jak tam te wasze ''problemy''?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz