- Gdzie Cichy Gwiazda?! - Odwróciłam się kiedy zobaczyłam Wiewiórczą z Wietrzną Paproć.
- W swoim Obozie. Pomogłyśmy na tyle ile się dało. - Rzekła Medyczka.
- Odwiedzę go. A wy wracajcie do Obozu. Robi się późno. - Mówiąc to spojrzałam na słońce które dotykało już swoimi promieniami korony drzew. Medyczka z córką bez słowa zawróciły. A ja tak jak przed chwilą ruszyłam do Obozu brata. Nie spotykając oporu wkroczyłam do Obozu i od razu po zapachu weszłam w jakąś jaskinię. Zobaczyłam tam brata oraz Medyka jego Klanu.... Czerwonego Liścia chyba... Skinęłam lekko głową kiedy mnie zauważyli.
- Dobry wieczór, można? I jak, znaleźliście kociaki? I jak się czujesz bracie? - Rzuciłam z siebie te trzy pytania nie pozwalając im dojść do słowa.
- Tak. Kociaki są już bezpieczne w Kociarni. A co do mnie... straciłem jedno życie. W tym życiu, mój mistrz, Borsucze Serce, podarował mi Odwagę. - Odrzekł spokojnie Cicha Gwiazda.
- Ten stary zrzęda? - Widząc naburmuszonego brata trudno się nie zaśmiać. - Ale do rzeczy. Musimy pozbyć się tego włóczęgi. Może pozabijać nasze kociaki.
- Tak.
- Ale o tym porozmawiamy jutro. Jutro pierwsze klanowe Zgromadzenie, pamiętasz?
- Oczywiście że tak! Mam nadzieję, że Płomienny pamięta...
- O tym przekonamy się dopiero jutro. Dobranoc. - Kiwnęłam na pożegnanie głową i już po paru chwilach byłam całkiem daleko od Obozu. Podróż minęła mi całkiem dobrze i krótko. Dopiero przed wejściem do Obozu poczułam jakiś niepokojący zapach...
Do Obozu wtargnął Włóczęga!
Poczułam jak moje futro stanęło dęba i sycząc wściekle wbiegłam do Obozu. Zapach zaprowadził mnie aż pod Kociarnię. Nagle usłyszałam piski kociąt a tuż po chwili z wejścia do jaskini wyszedł kocur... I trzymał w pyszczku Kruczkę! Kiedy mnie zauważył położył delikatnie czarną kotkę na ziemi i po chwili powiedział sycząc.
- Jeśli zrobisz chociaż jeden krok, to zabiję małą. - Mówiąc to wysunął pazury i niebezpiecznie blisko położył łapę koło małej.
- Wiesz że nie wygrasz z nami. To tereny naszych Klanów i nie pozwolimy komuś takiemu jak ty je nam sobie odebrać! - Syczałam wściekła. Gdzie Słoneczna? Gdzie Wiewiórcza? I GDZIE JEST WRÓBLI?!
- Czyżby? Nie jest was zbyt wielu. Jesteście słabi i głupi zarazem... Wygram. - Kocur wyszczerzył się jakby sądził że już wygrał. Zasyczałam zastanawiając się czy przypadkiem nie rzucić się na kocura. Ale wtedy mała może dostać.... Nagle usłyszałam przeraźliwe wycie i w ciemnościach zobaczyłam czyjąś sylwetkę z wielką głową i rogami. To ''coś'' rzuciło się na zdębiałego włóczęgę i szybując w ciemnościach z hukiem walnęli o ziemię.
- Zabierzcie to ode mnie! - Wykrzyczał kocur. Podeszłam bo z tej odległości zbyt wiele nie mogłam zobaczyć. Kiedy zaczęłam rozróżniać w ciemnościach kontury ich ciał zobaczyłam coś całkiem normalnego.... Włóczęga cały we krwi był przyszpilony przez pieniek który w ciemnościach wyglądał jak wielka głowa z rogami... A obok drapiąc się jak pies za uchem siedział nikt inny jak... Wróbli!!
- Mmmm.. Pyszna ta kora... Mniam, mniam.... - Mruknął Wróbli nie przerywając czynności.
- Zabierzcie mnie od tego wariata, błagam! - Ryknął kocur starając się wydostać spod sterty kory i korzeni.
- Spokojnie. Nic ci nie zrobi.. Chyba... - Wysyczałam starając się, żeby moje futro wróciło na swoje miejsce. - Wróbli, może jesteś idiotą, ale za to idiotą o wielkim sercu i.... Głupiej odwadze.
- Co? - Spytał się Wróbli i zauważając kocura spytał. - A co on tam robi? Szuka kości? - Wywróciłam oczami i nagle za sobą usłyszałam czyjeś sapanie. Zauważając rudy ogon wiedziałam już kto to.
- Wiewiórcza Łapo! Wytłumacz mi co twój braciszek robił przez ostatnią godzinę. - Rzekłam sadowiąc się obok włóczęgi. Terminatorka jeszcze chwilę nie mogła złapać oddech, ale po chwili wyprostowała się i zaczęła.
- Otóż.... Razem z bratem poszliśmy sprawdzać tereny z tyłu Obozu. Po jakimś czasie Wróbli Płomień chciał odpocząć i nie zauważając mrowisko pod sobą usadowił się właśnie tam. Nagle krzyknął, pisnął i wrzasnął i już po chwili biegł na oślep. Nie zdążyłam nawet go dogonić. Po jakimś czasie brat trochę się uspokoił i zaczął sobie tył drapać korą drzewa. Nie zauważył, że właśnie obok miał dziuplę, a w niej ul pszczół.. No i wsadził w tą dziuplę swój pogryziony przez mrówki tyłek. Myślałam że głośniej wrzeszczeć nie potrafi, ale się myliłam... Wreszcie Wróbli wyciągnął z dziupli swoje siedzenie. Całe w miodzie a za nim leciał rój pszczół... W czasie ucieczki Wróbli potknął się o wystający korzeń i nie wiem jak, ale głową trafił na spróchniały pieniek. Utknął, więc wyciągnął z ziemi pień i wrzeszcząc pobiegł w kierunku Obozu... Resztę już znacie....
- Jesteście nienormalni! I przez tego bałwana straciłem wzrok! - Znowu ryknął kocur pod stertą drewna.
- Nie... To po prostu jest nasz Klan. Jesteśmy pozytywnie nienormalni. Czyli dla naszego wroga oznacza to piekło.
- Proszę, zabijcie mnie!
- Z miłą chęcią.... - Rzekł jakiś głos za nami... Okazało się, że to był mój brat, Cicha Gwiazda.
- Bracie... Od kiedy tutaj jesteś? - Spytałam patrząc to na gryzącego się po siedzeniu wojownika, to na przyszpilonego przez stertę drewna kocura, to na moje brata...
- Od początku Cię śledziłem.....
- I co? Chcesz go zabić?! - Spytałam bo jakoś nie za bardzo chciałam tego zobaczyć....
- A ty nie chcesz? - Spytał zdumiony.
- Nie. Jest ślepy i już nam nie zagraża. - Rzekłam po chwili namysłu.
- Ale zabił naszą wojowniczkę i o mało co nie zabił kociąt! Zasługuje na śmierć! - Krzyknął oburzony Cicha Gwiazda. Spojrzałam w stronę Kociarni gdzie Słoneczna Kita z poranionym pyszczkiem lizała przerażoną i również lekko krwawiącą Kruczkę. Reszta jej rodzeństwa siedziała niedaleko a obok nich stała Wietrzna Paproć sprawdzając łapkę Kwarczka.
- Ustalimy to na jutrzejszym Zgromadzeniu. Teraz zajmiemy się nim. Do jutra jest jeńcem Klanu Dnia. Dobrze?
Ktoś? Płomienny? Cichy? .3.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz