- Cicha Gwiazda... - szepnąłem.
Dlaczego mi pomógł, skoro mamy wojnę? Może zmienił zdanie?
- C-co jest...? - usłyszałem cichy głos Mglistego Futerka, która podniosła się z ziemi.
Lekko dotknęła przednią łapą głowy, ale od razu po tym drgnęła i syknęła z bólu. Musiała się mocno uderzyć. Podeszła do mnie.
- Gdzie ten włóczęga? - zapytała.
- Uciekł. Cicha Gwiazda go przegonił. - powiedziałem dalej patrząc w miejsce, gdzie pobiegł przywódca Klanu Zmierzchu, jakbym się spodziewał, że wróci. Przecież wiedziałem, że tu nie przyjdzie ponownie.
- Cicha Gwiazda? - zdziwiła się - A co on tu robił?
- Nie wiem. - westchnąłem.
Nie mówiąc już nic więcej, wróciliśmy do obozu. Krew z rany na moim oku spływała mi po pyszczku. Na szczęście ten włóczęga mnie nie oślepił...
- Czyli wiecie, kto to zrobił? - zapytała z nadzieją Ciemny Strumyk.
- Tak. Jakiś morderca, włóczęga. - odpowiedziała Mgliste Futerko.
Ciała Szarej Mordki już nie było. Na środku obozu siedział jednak Błękitna Łapa, a Sowie Pióro lizał go pomiędzy uszami. Zauważyłem już dawno, że medyk traktuje tego terminatora jak syna. Jasnoszara kotka przyjrzała się głowie wojowniczki.
- Lepiej idź jeszcze dzisiaj do Sowiego Pióra, Mgliste Futerko. - powiedziała.
Kotka skinęła łebkiem i usiadła przy legowisku wojowników.
- I co? - popatrzyła na mnie.
- Hę?
- Co z tym włóczęgą? - zapytała.
- Uciekł.
- Pokonaliście go?
- Nie...
Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
- Powiem ci innym razem. - powiedziałem.
Kotka była ciekawa, ale postanowiła już nie pytać. Podbiegła do Mglistego Futerka i obydwie zaczęły o czymś rozmawiać.
Usiadłem na swojej ulubionej skale i zacząłem lizać swoje futro na piersi.
Popatrzyłem na Błękitną Łapę. Cały drżał, ale ważne, że już nie płakał. Mówił coś do Sowiego Pióra.
Westchnąłem cicho. Musiałem poszukać brata i to wyjaśnić...
- Ciemny Strumyk, zajmij się obozem i z niego nie wychodź, dopóki nie wrócę. - powiedziałem.
- Dobrze.
Wybiegłem z obozu. Wróciłem do miejsca, gdzie ostatnio go widziałem. Wiem, że nie powinienem tego robić, ale musiałem... Przeszedłem na jego terytorium. Szukałem go przez dłuższą chwilę, aż w końcu zobaczyłem go. Leżał na trawie i wygrzewał się na słońcu.
- Cicha Gwiazdo... - powiedziałem cicho.
Kocur otworzył oczy i zerwał się, strosząc futro.
- Ja przepraszam, że jestem na twoim terytorium, ale... Dlaczego mi pomogłeś? - zapytałem.
Cichy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz