Odwróciłem się i wróciłem na swoje terytorium. Usiadłem na małej skale w obozie i zacząłem lizać swoją przednią łapę. Po chwili zobaczyłem Ciemny Strumyk idącą z dwoma ptakami w pyszczku. Odłożyła je na stos mniejszych kamieni, gdzie kiedyś będzie się kładło jedzenie dla klanu.
Jasnoszara kotka przyniosła ze sobą jeszcze kilka gałązek i paproci, po czym zakryła nimi ostatnią dziurę w legowisku wojowników.
Wszystkie inne legowiska też były gotowe. Jeszcze tylko ogrodzić jakoś cały obóz i będzie wszystko gotowe...
- Sądzę, że można jakoś nazbierać ciernie. - powiedziała, jakby czytając mi w myślach.
- Dobry pomysł. Pomogę ci. - poszliśmy.
Było to trudne zadanie. Zbierać ciernie i nie okaleczyć się. Miałem już lekko pokaleczony pyszczek, ale nie było to nic poważnego.
Ciemny Strumyk miała już pełny pyszczek.
♦
Jakoś udało nam się je zakopać. Kiedy się rozrosną, będziemy mieć gotowy obóz. Wszystko wyglądało dobrze. Na środku obozu było małe jeziorko, z którego mogły pić koty. Medyk nie miał legowiska, tylko małą jaskinię. Kociarnia była duża, a w niej legowiska były zrobione także z miękkiego mchu. Terminatorzy i wojownicy mieli legowiska obok siebie. Ja miałem legowisko na jednej z wyższych skał w obozie.
- Co teraz trzeba zrobić? - zapytała wojowniczka.
- Odpoczywać. - położyłem się na skale.
Wydawała się szczęśliwa, że mogła odpocząć.
Ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz