20 sie 2015

Od Cichej Gwiazdy

Łapa za łapą. Powoli. Musiałem utrzymywać równowagę, by nie spaść. Przycupnąłem na gałęzi i napiąłem wszystkie mięśnie. Skok. Krzyk ptaka rozległ się echem po lesie, płosząc pozostałe. Zeskoczyłem z drzewa. Z mojego pyska zwisała bezwładnie wielka wrona. Ruszyłem szybkim krokiem do obozu. Przedarłem się przez ciernie, na szczęście grube futro uchroniło mnie przed pokaleczeniami. Odsunąłem na bok wielki, płaski głaz leżący obok legowiska wojowników. Pod nim była dziura, leżały w niej dwa króliki, cztery myszy i szynszyla, a teraz także wrona. Przykryłem zapasy mchem i jakąś trawą, a "spiżarnie" zakryłem kamieniem. Z całkiem ponurą miną ułożyłem się w swoim legowisku. Oparłem brodę na przednich łapach i przymrużyłem oczy. Pogrążyłem się w myślach. "Co teraz będzie? Wywołałem wojnę...więc...mogą w każdej chwili zaatakować, albo znowu polować na naszych ziemiach...nastały ciężkie czasy, skoro rodzeństwo walczy między sobą o przetrwanie...i co ja najlepszego zrobiłem?" Moje oczy zamgliły się smutkiem, nawet to na które jestem ślepy. Jednak moją refleksje przerwał głos zastępczyni.
- Cicha Gwiazdo. - Na jej szczęśliwy ton głosu moje wąsy zadrgały. - Śpisz...?
- Nie.
- Obudziłam cię?
- Skąd. - Wstałem machając ogonem. - Co się stało?
- Nie chciałbyś powitać nowych wojowników? - Jej wąsiki zadrgały psotnie. Uśmiechnęła się wychodząc z mojej jaskini. Wtedy zrozumiałem o co chodzi. - Idziesz?
- Oczywiście!
Sprężystym krokiem ruszyliśmy w stronę kociarni, była to duża i całkiem głęboka jaskinia, wejście zasłaniały pnącza. Tam, gdzie znajdowały się legowiska matek, w suficie były dziury, aby do jaskini docierało światło. Po kilku minutach wędrówki przez kamienne korytarze, dotarliśmy do legowiska Srebrnego Serca, Czerwony Liść był przy niej. Usiadłem obok młodej matki. Spojrzała na mnie, jej dwukolorowe oczy szkliły się od szczęścia i dumy, ale były też przymrużone ze zmęczenia. Uniosła swój puchaty ogon. Wyciągnąłem szyje w jej stronę. Obok jej brzucha leżały przytulone do siebie trzy malutkie kuleczki. Kręciły się przez sen i cichutko pomrukiwały. Ich jasne futerka lśniły w blasku wschodzącego słońca przedostającego się przez dziurę w suficie jaskini. Srebrzysta kotka wygramoliła się spod złocistego kocurka w brązowe pręgi i złapała za ogon swojego kremowego brata, który zapiszczał przez sen.
- Jak się czujesz? - Szepnąłem nie odrywając wzroku od wiercących się kociąt.
- Zmęczona... - Opuściła dumny wzrok na swoje dzieci. - Ale najważniejsze jest to, że kociaki urodziły się zdrowe...
- Są urocze...
Czule otarłem się mordką o policzek Srebrnego Serca.
- Srebrne Serce powinna teraz odpoczywać, Cicha Gwiazdo. - Rzucił nagle Czerwony Liść.
- Oczywiście. - Pochyliłem z szacunkiem głowę, i wraz z zastępczynią wyszedłem z jaskini.
- Kocięta Srebrnego Serca są słodkie.
- Może i są słodkie, ale to oznacza kolejne pyszczki do wykarmienia.
- Ale Klan rośnie w siłę.
- Być może, ale wyszkolenie tych kociaków na wojowników zajmie sporo czasu.
Bez słowa oddaliłem się do swojego legowiska. W Klanie urodziły się pierwsze kocięta...a jeszcze całkiem niedawno byłem w nim całkiem sam...

Ktoś odpisze? .3.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz