- Dobrze. - Syknąłem. - Ale wiedz, że nie spocznę póki on żyje.
I odbiegłem na swoje terytorium.
***
Pierwsze Klanowe zgromadzenie...nareszcie...nie było większego problemu z przeniesieniem kociąt, poza jednym istotnym faktem - Czerwony Liść dostał od Lewka w nos. Śmiesznie to wyglądało, medyk został zaatakowany przez małego, ślepego kociaka...po około godzinie marszu, dotarliśmy do serca lasu. Była tam jaskinia, a raczej kamienna sala z dziurą w suficie. Weszliśmy do środka. Wszyscy już tam byli. Gdy Księżyc w pełni będzie dokładnie nad dziurą nad nami, oświetlając miejsce zgromadzenia, zaczniemy omawiać Klanowe sprawy. Póki co jednak, dopóki Księżyc nie jest na szczycie nieba, możemy opowiadać sobie historię, i chwalić się swoimi zwycięstwami. Usadowiłem się gdzieś w kącie, i nasłuchiwałem opowieści starego Dębowej Duszy. Jednak po kilku minutach, zamknęły mi się oczy, obudziłem się dopiero w chwili rozpoczęcia zgromadzenia.
Ktośki? (CZYT. ZŁOCISTA XD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz