18 wrz 2015

Od Wróblego Płomienia

Sam już nie wiem... Oświadczać się, czy znowu ktoś mi przeszkodzi? Sam już nie wiem..WIEM. OŚWIADCZAM SIĘ! Ale najpierw - przezwyciężyć lęk!
DO BOJU!
Jak mnie zabiją, to mam nadzieję, że Mglista będzie za mną płakać...
Właśnie wchodziłem do paszczy lwa kiedy nagle przede mną, ktoś stanął.... Nie wyhamowałem i w niego walnąłem. Po chwili mój tyłek został pobity przez ziemię... I KTO MI MÓWI, ŻE NIKT MI NIE PRZESZKADZA, KIEDY CHCE COŚ ZROBIĆ?!
- Wróbli, co tutaj robisz? - Spytał o wielki ktosiek.
- Siedzę, a co? - Spytałem rozmasowując obolałe siedzenie. - A! I chciałbym zobaczyć te maluchy... Jest ich podobno dwójka, co nie?
- Jest ich... DWANAŚCIORO, TY LISI BOBKU! - Krzyknął kolejny ktosiek. Okazało się, że to Sowi razem z Czerwonym pilnują tych... Dwanaściorgu... Maluchów....
- Lisi Bobek? Ciekawa nazwa... A to inaczej nazywa się ''geniusz''? - Spytałem ciekawy. Jedynie co otrzymałem, to westchnięcia kotów. No przepraszam was bardzo, jak jestem taki genialny, to nie trzeba tak wzdychać. - Ok. Rozsunąć się. Lęk swój chcę zwalczyć. - Powiedziałem i podszedłem do Mysiej z jej potworkami.
- Lęk? Boisz się kociaków? - Spytał rozbawiony Sowi.
- Mnie śmieszy to, że jak oberwiesz po pyszczku kwiatami, to od razu kichasz. I co? Zatkało bombało? - Spytałem i zakradłem się do kociaków. Znaczy podszedłem, ale bardziej jakbym chciał zapolować na kociaki. No każdy inaczej próbuje swój lęk próbuje zniszczyć... I wiecie co? Słodkie nawet są... Jak tak się na nie patrzy... I wszystko byłoby cacy, gdyby nie to, że nagle jeden z nich ziewnął, że aż zobaczyłem to coś zwisające na końcu gardła. Krzyknąłem przerażony i schowałem się za Cichym, który nadal stał w wejściu. Kiedy Sowi zobaczył, że trzęsę się jak galareta, to od razu padł na ziemię i o mało co nie rozjechał Mysiej...
Biedna...
- A tak po za tym.. Czemu musisz się pozbyć tego lęku? - Spytał Czerwony. Mam już tego dość...
- BO CHCĘ SIĘ OŻENIĆ Z MGLISTĄ, MIEĆ Z NIĄ KOCIĘTA. DLATEGO! - Krzyknąłem a w jaskini zrobiło się cicho jak makiem zasiał... - No co? - Lecz nadal było cicho.... - No to... Pójdę się oświadczać... - Jak powiedziałem, tak też zrobiłem. Wziąłem że tak ''łapy za pas'', bo Sowi jak widać, chciał mnie zabić wzrokiem.... Ja nie rozumiem, o co mu chodzi? Że jestem od niego przystojniejszy, bardziej kumaty i najważniejsze - mam ogon?! Jeśli tak, to schlebia mi ta jego zazdrość. Ale wracając do oświadczyn. Jak to mówiła moje nie kumata siostra..... Komplementy, radosny wieczorek przy żabach przy świetle mojej światłości i przy tym zaręczyny... Coś mi się wydaję, że Wiewiórcza coś pokręciła... Wziąłem od siostry różę, ogon tego wilka (nadal go mam, jest tak cały wypachniały, że jak go Mglista założy, to Sowi przez najbliższy miesiąc nie będzie mógł do niej się zbliżyć, HA!), lekko przylizałem swe czupiradło na mej głowie i ruszyłem. Po jakimś czasie ją zauważyłem. Siedziała razem z moją mamą i z Ciemną. Dżis... A ja chciałem bez świadków... Podszedłem do nich i zacząłem łamiąc sobie i zęby i język.
- Przepraszam panie, czy mógłbym na chwilę porwać Mgliste Futerko na małą wycieczkę? - Wszystkie trzy zdziwione popatrzyły na mnie. Nagle ma matka ''pomogła'' moje ukochanej wstać. A raczej podniosła ją... Zdumiona Mglista dała się bez oporów poprowadzić do środka jaskini. Poszliśmy dalej niż wierzba. Znaaaaaaaacznie dalej. Kiedy już myślałem, że się zgubiliśmy, to nagle zobaczyłem cel naszej wędrówki. Wielgaaaaaaaaaaaaachne drzewo.. Chyba dąb. A pod nim.... Moje zdobycze! Wszystkie dla nas. Niestety ktoś nas wyprzedził.
- MYSZY?! - Pisnąłem przerażony. Nagle poczułem złość... Miało być cacy, a nie...! - WYPAD! Won! To prywatny lokal! Zajęte do godziny północnej! - Krzyknąłem i zacząłem gonić jedną z nich. Niestety ta uciekła, a ja walnąłem nosem o drzewo.... Ałć!

Mglita? c: xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz