- Nie... - Usłyszałem szept Mysiej Skórki. Widząc sytuacje, wszystkie koty się rozeszły, zostawiając nas samych z kociętami. - NIE!
Upadła na zimny śnieg załzawiona, otulając kociaki łapą.
- KRUCZEK! LŚNIĄCY! NIE ZOSTAWIAJCIE MNIE! NIE MOŻECIE MNIE ZOSTAWIĆ! - Wykrzyczała przez łzy wylizując rozszarpane ciałka naszych synów.
- Mysia Skórko... - Wyszeptałem drżącym głosem. Zalałem się łzami i usiadłem obok niej przytulając.
- Proszę powiedz że to się nie dzieje! - Wypłakała wtulając się w moje czarne futro. - POWIEDZ ŻE TO SIĘ NIE DZIEJE!
Milczałem...nie wiedziałem co powiedzieć. Głaskałem ją po głowie, lizałem po policzku, próbowałem jakoś uspokoić...nie umiałem...nieustannie płakała...tamtą noc spędziliśmy przy naszych młodych. Nie było nam zimno, ze względu na nasze długie futra. Minęło kilka godzin, moja kochana nadal płakała. Miałem nadzieje...wierzyłem że, mimo wszystko jakoś do siebie dojdzie...
Ktośki? ;-;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz