- No chodź tu! - syknęłam jednocześnie się śmiejąc.
Bezradny robak (kurde, kocham to słowo XD) nie mógł nic zrobić, był przeze mnie maltretowany.
Nagle nade mną stanął jakiś kot. Popatrzyłam na niego zdziwiona, gdy nagle zawiał lodowaty wiatr. Kilka liści powirowało i uderzyło kota prosto w mordkę. Bez opanowania śmiałam się. Jednak chcąc go o coś zapytać mój śmiech nadal nie ustawał:
- Czy.. Czy nic... Ci nie jest? - wymamrotałam przez śmiech.
Jastrzębia Burzo? XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz