5 wrz 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Rozmawiałem ze Srebrzystą, ale nagle podbiegła do mnie zrozpaczona Czerwonopręga.
- Dymna, ona... Nagle stąd wybiegła i... Nie wiem, gdzie jest! - powiedziała.
Skinąłem łebkiem i wybiegłem na zewnątrz. Matka stanęła obok mnie i zaczęła węszyć. 
- Tędy! - krzyknęła i pobiegliśmy. Czułem tę małą kotkę, ale po chwili też coś innego... Borsuk!
Po chwili zobaczyliśmy to zwierzę powoli zbliżające się do przestraszonego kociaka. Nie mieliśmy czasu na stanie. Skoczyłem na borsuka i wbiłem mu pazury w kark, po czym go ugryzłem. Czerwonopręga wgryzła mu się w przednią łapę. On jednak uderzył kotkę drugą łapą i puściła go. Potem znów zaatakowała. Drapałem zwierzę coraz mocniej.
- Czerwonopręga, weź Dymną i wracaj! - krzyknąłem.
- Nie mogę cię zostawić!
- To nie była prośba! Weź kociaka i uciekaj! - rozkazałem.
Zrobiła tak. Po chwili już nie było jej i Dymnej. Dalej trzymałem się na grzbiecie borsuka, który próbował mnie dosięgnąć kłami i łapami. Nagle zwierzę złapało mnie za łapę i zrzuciło. Spadłem na przednią łapę i poczułem okropny ból. Tak, była złamana, a ja pewny, że zginę.
- Mam jeszcze wszystkie życia... - mruknąłem.
Borsuk podniósł łapę, uderzył i...
Odleciałem na bok chyba długość lisa, a potem się poturlałem. Nie miałem siły wstać, a głęboka rana na moim barku bardzo krwawiła. Borsuk zaczął się do mnie zbliżać i wtedy... Prosto w jego oko trafił patyk.
- Ha! - usłyszałem głos... Sowiego Pióra?! - Teraz to mogę walczyć ze Złocistą Gwiazdą!
- Sowi, ty atakujesz od tyłu, ja od przodu. - rozkazała Mgliste Futerko.
- Zostanę tutaj i zaatakuję od boku. - dodała Ciemny Strumyk.
Klan ratuje mnie w potrzebie.
Mglista stanęła przed zwierzęciem, Sowi za, Ciemna obok, a Błękitny z drugiego boku. Otoczyli go. Ja jednak czułem, że umieram... Rana jest zbyt głęboka... Wszystko rozmazało się akurat, kiedy wszyscy w tym samym momencie skoczyli na borsuka...

Otworzyłem oczy. Pierwsze, co zobaczyłem, to pyszczek mojego wujka.
- Deszczowy! - uśmiechnąłem się na jego widok.
- Witaj, Płomyk.
Popatrzyłem na bark, na którym nie było ran, ale trzy, mało widoczne blizny. Tak, nie przeżyłem ataku borsuka. Znów spotkałem swojego wujka! To było niesamowite.
- Zginąłem... Heh... Moja pierwsza śmierć... - mruknąłem.
- W tym życiu daję ci wyrozumiałość.
Zetknęliśmy się nosami i...

Otworzyłem oczy.
- No wiesz co? Przegapiłeś całą walkę! - powiedział Błękitna Łapa.
Dalej byliśmy w tamtym miejscu, przy zwłokach borsuka.
- Żyjesz? - zapyta Ciemny Strumyk.
- Tak... I... Nie... - powiedziałem.
- Straciłeś życie? - domyśliła się Mgliste Futerko.
- Tak... - mruknąłem.
Popatrzyłem na swoją dalej bardzo bolącą łapę. Była opatrzona i unieruchomiona z pomocą patyka i innych takich.
- Dlaczego tu przyszliście? Przecież to niebezpieczne. Mogliście zginąć, a ja przynajmniej mam kilka żyć.
- Kiedy Czerwonopręga powiedziała nam, że tu zostałeś, przecież nie mogliśmy cię zostawić. - powiedział ktoś i zorientowałem się, że to był Jastrzębia Burza.
Sowie Pióro i Błękitna Łapa pomogli mi wstać. Do miejsca Zgromadzenia doszedłem sam. Potem położyłem się, uważając na dalej bolącą łapę. Miałem nadzieję, że szybko się zagoi.
- O nie, co się stało? Przepraszam, to moja wina! Mogłam lepiej pilnować Dymną! - podbiegła do mnie Czerwonopręga.
- Ej, spokojnie... Spokojnie... - po chwili się uciszyła - Nikogo nie obwiniam... Oprócz borsuka.

Ktoś? c:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz