5 wrz 2015

Od Cichej Gwiazdy

Leżałem spokojnie, skulony gdzieś przy wyjściu, między skałami...lubię kiedy zimny wiatr pieści moje futro, nienawidzę gorąca...aż tu nagle słyszę mojego brata.
- Cóż, nikogo nie obwiniam...oprócz borsuka. - Słysząc nazwę tej czarno-białej kreatury, postawiłem uszy na sztorc, futro na ogonie mi się lekko zjeżyło, oczy otworzyły natychmiast. Uniosłem się lekko na przednie łapy.
- Co? Coś ty powiedział? - Powiedziałem zdumiony prawie szeptem. Brat na mnie spojrzał.
- Borsuk...złamał mi łapę i odebrał życie...
Zerwałem się na równe łapy strosząc futro na grzbiecie.
- Jest jeden, czy jest ich więcej? - Chyba pierwszy raz, jako przywódca, miałem w tonie głosu nutę strachu...a raczej przerażenia...
- Czułem tam tylko jednego...
- Gdzie?! - "Krzyknąłem szeptem". Oczy zaszkliły mi się od łez.
- Na polonie, tam gdzie jest klif... - Płomienny lekko stulił uszy i przycupnął, wyraźnie zdziwiony tym, że płaczę. Widząc jego reakcje, natychmiast otarłem łzy.
- M-muszę wysłać tam patrol... - Myślałem na głos łamiącym się tonem. Podkuliłem ogon kuląc się w kącie. Wszyscy którzy akurat nie spali spojrzeli na mnie mocno zaskoczeni. W końcu nie wytrzymałem, i syknąłem ze łzami w oczach. - Co się tak patrzycie?! N-nie ma tu nic ciekawego do oglądania!
Spojrzeli na mnie ze współczuciem, a po chwili odwrócili wzrok. Położyłem się między paprociami w kącie, co chwila turlając się z boku na bok. Dotknąłem łapą mojej blizny przecinającej lewe oko. Poczułem na swojej łapie łzy. Faktycznie...płakałem... Schowałem pysk między łapy odwracając się do wszystkich, którzy wciąż na mnie patrzyli.


Ktośki...? Doprowadziliście Cichego do płaczu, no nie wierzę ;-;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz