17 wrz 2015

Od Złocistej Gwiazdy

- JA BĘDĘ KSIĘDZEM! KONIEC I KROPA! - Wykrzyczałam już całkiem zmęczona. Płomienny chciał coś jeszcze dodać, ale nie dane było mu to powiedzieć, gdyż Sowie Pióro przerwał naszą ''rozmowę''.
- Wybraliśmy już odpowiednie miejsce. Zaprowadzę was tam. - I już po chwili weszliśmy w głąb jaskini. Nagle przed nami zobaczyliśmy wielką, starą wierzbę.
- Moje klimaty... - Mruknęłam zadowolona.... - Teraz tylko trochę przystroić i będzie gotowe. - Powiedziałam.
- Kwiaty będą odpowiednie!- Krzyknęła rozradowana Kruczy Wiatr. - Tak dookoła tego wszystkiego.... Będzie CUDOWNIE! - Krzyknęła do ucha brata. Biedaczysko... Po chwili zebraliśmy się do roboty. Zaczęliśmy sypać te kwiaty, ja sprawdziłam co z kocicami i z Panną Młodą. Kiedy już wróciłam wszystko było gotowe.
- Ładnie tu.... Dobra robota. - Powiedziałam do zmęczonych kotów. Nagle Sowi zaczął przeraźliwe kichać.
- A jemu to co znowu? - Spytałam, kiedy zobaczyłam jak Sowi prawie walną w wierzbę od tego kichania. Wszyscy popatrzyli na Płomiennego. - Nie było pytania... - Mruknęłam.
- Jak widzę już wszystko jest gotowe. - Powiedział ktoś za mną. Od razu rozpoznałam w nim głos Cichego.
- Tak. Panna Młoda też gotowa... Ulala.... Jak widzę ty też na wysokim poziomie. - Powiedziałam, kiedy zobaczyłam przystrojonego brata. Tylko jakim cudem mają ten ogon bez reszty lisa.... Wróbli pewnie swoją taktykę wykorzystał i biedne zwierze ogona pozbawił.... Dobra. Wystarczy tego. - Płomienny! Ty wzywasz matki z kociakami, ja biegnę po Pannę Młodą. - Powiedziałam i już po chwili mnie nie było. Nagle zobaczyłam jak Mysia Skórka razem z kocicami poprawiają ostatnie szczegóły. Podeszłam do nich i powiadomiłam ich o rozpoczęciu ceremonii.
- Już czas Mysia Skórko... Chodźcie... - I tak wszystkie razem poszłyśmy. Wyprzedziłam kotki, żeby sprawdzić, czy wszystko jest już gotowe. Na całe szczęście było gotowe.... No... Oprócz kichającego Sowiego.... Może poproszę, żeby zaczął w rytmie kichać? No wiecie... Kich, kich, KICH KICH.... Lepiej nie... Usiadłam na miejscu przeznaczonym dla.. Ta dam! Tak! Dla księdzo - kota! Po paru sekundach zaczęliśmy ceremonię. Wiewiórcza z taką dokładnością rozsypywała te kwiaty, że aż niezły stosik rzuciła na Sowiego. Ten zaczął jeszcze bardziej kichać... I zaczął kichać.... W RYTMIE! To dopiero ceremonia... Koty popatrzyły zdziwione na Medyka Klany Świtu, lecz nic nie zrobiły, żeby go powstrzymać. Nagle Błękitny zaczął wystukiwać rytm na wierzbie. Ceremonia coraz ciekawsza... Nagle... O mało zawału nie dostałam, gdy zobaczyłam jak jak maluchy zaczynają gryźć Wróblego w ogon. Ten zaczął piszczeć... TEŻ W RYTMIE! Dobra... Przynajmniej będzie co wspominać po tym wszystkim..... WRESZCIE Panna Młoda doszła do końca. Sowi zaczął już normalnie kichać, Błękitny usiadł obok Wiewiórczej.. Tylko.. Wróbli jeszcze piszczał... Zdeterminowana Wiewiórcza wsadziła resztkę kwiatów w jego otwarty pyszczek... Wreszcie cisza... Mysia Skórka usiadła obok Cichej Gwiazdy, a ja zaczęłam.
- Zebraliśmy się tutaj, by połączyć tego kocura i tą kotkę węzłem małżeńskim. - Wzięłam głęboki oddech, myśląc od czego by tu zacząć, na pierwszy ogień idą pytania. - Czy ty, Cicha Gwiazdo bierzesz Mysią Skórkę za partnerkę?
- Biorę. - Powiedział patrząc swojej ukochanej w oczy. Gdzieś z boku usłyszałam pisk radosnej Wiewiórczej.
- A czy ty, Mysia Skórko bierzesz Cichą Gwiazdę za partnera?
- Biorę. - Powiedziała drżącym głosem. Z oddali usłyszałam znowu pisk Wiewiórczej...
- Teraz przysięga. - Powiedziałam. - Czy przysięgacie wierność do końca dni? Czy to dzień, czy noc. Czy niepogoda czy choroba? - Spytałam improwizując.  A mogłam Wróblego jako księdza dać... Koty popatrzyły sobie w oczy.
- Przysięgam. - Powiedział kocur.
- Przysięgam. - Powiedziała już śmielej Mysia. Nagle znowu Wiewiórcza pisnęła. Po chwili zobaczyłam jak Jastrzębi pada na ziemię.
- Żyje? - Spytał ktoś z tłumu.
- Żyje. Zemdlał. - Powiedziała Ciemna i popatrzyła karcącym wzrokiem na Wiewiórczą. Nie zważając na tą scenkę mówiłam dalej.
 - Na mocy danej mi przez nie wiadomo kogo... - I tu się zacięłam.... - Ogłaszam was...... MĘŻEM I ŻONĄ! - Krzyknęłam tym razem ogłuszając pisk Wiewiórczej. - Możecie się... Pocałować? - Spytałam. Nowożeńcy dotknęli się nosami, a koty zaczęły piszczeć, klaskać, mlaskać... Słowem wszystko na owację nowej pary.

Nowa para? Ktoś? c: xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz