19 wrz 2015

Od Mglistego Futerka

Zamknęłam oczy, żeby nie widzieć, jak Wróbli rozwala się na drzewie. Podeszłam do zdobyczy i odgoniłam pozostałe myszy. Popatrzyłam na kocura, który leżał jak martwy. Śnieg powoli go zasypywał. Zemdlał?
Stanęłam obok niego.
- Wiedziałem! To musiało się kiedyś stać! - usłyszałam głos.
Był to Błękitna Łapa z kociakami.
- Co?! Ja... Nie zabiłam go! On żyje! - zerknęłam na dalej leżącego kota. - Chyba...
Nagle Wiewiórcza podbiegła do swojego brata i zaczęła go szturchać patykiem.
- Hmm... Oddycha. - mruknęła niewyraźnie, bo dalej trzymała gałąź.
Kociaki zaczęły gryźć ogon Wróblego.
Zaciągnęliśmy go do jaskini, potem poszłam zobaczyć kocięta Mysiej Skórki. Są urocze! Porozmawiałam trochę z kotką, która potem zmęczona zasnęła.

W nocy

Było mi zimno i nie mogłam zasnąć, a wszyscy już spali. Nagle usłyszałam cichy pisk kociąt. Szybko się podniosłam i zaczęłam rozglądać. Lis ciągnął dwa kociaki na zewnątrz. Zasyczałam i zaczęłam skakać nad śpiącymi kotami, rzuciłam się w pogoń za zwierzęciem. Drapieżnik zaczął uciekać z młodymi w pyszczku. Próbował mnie zgubić wśród drzew, ale ja tak łatwo się nie dałam.
- Zostaw je! - miauknęłam z wściekłością próbując go dogonić, ale kiedy skoczyłam, żeby go złapać za ogon, on skoczył w bok. Poleciałam prosto w śnieg. Otrzepałam się i znów zaczęłam biec za lisem, który był jeszcze dalej. Nagle zwierzę się potknęło i upadło, puszczając kociaki. Zanim zdążył się obronić, wbiłam mu pazury w kark, po czym rzuciłam nim na bok. Po chwili wstał i uciekł. Potem podbiegłam do kociaków, które nie wydawały już żadnych odgłosów. Były całe poranione i zmarznięte. Przycupnęłam przed nimi i zaczęłam delikatnie trącać je nosem, mając nadzieję, że się obudzą.
- Proszę, błagam was, nie odchodźcie maluchy! - miauczałam rozpaczliwie. - Proszę...
Jednak dalej wokół było cicho, a kocięta się nie ruszały ani trochę...
Próbowałam powstrzymać płacz, ale łza spłynęła po moim pyszczku i spadła na futerko jednego z maluchów.
Wzięłam je do pyszczka i powoli ruszyłam do jaskini. Tam już trwały poszukiwania. Wszystkie koty biegały i zaglądały we wszystkie zakamarki, próbując znaleźć maluchy. Kiedy weszłam do środka, wszyscy na mnie popatrzyli. Położyłam kociaki na ziemi i powiedziałam cichym, drżącym głosem:
- Lis je porwał... Ścigałam go i przepędziłam, ale było za późno...

Ktoś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz