- NIE! - Upiorny krzyk przeszył powietrze odbijając się od skał kanionu. Nie miałem pojęcia, skąd dobiegał, lecz po chwili zdałem sobie sprawę, że mój własny pysk jest otwarty. Zbiegłem po złamanym konarze drzewa by wszystko lepiej widzieć. Nie ruszała się, oczy miała zamknięte...jej płowe futro splamione było krwią, piachem i sierścią jeleni. Zacisnąłem z trzaskiem szczęki i skoczyłem w jej stronę. Ugiąłem łapy pod ciężarem grubego futra upadając obok kotki i liżąc po mordce.
- Mysia Skórko! Obudź się! Jelenie już odbiegły, jesteś bezpieczna! - Lecz jej małe szczupłe ciało skręcało się wiotko pod moim językiem, a powieki nie otworzyły się nawet o cal. - Proszę...obudź się...
Przycupnąłem obok niej. Położyłem głowę na jej barkach. Srebrne łzy zaczęły lać się strużką i opadać na blade futro wojowniczki.
- N-n-nie możesz t-t-teraz o-odejść... - Wyjąkałem szlochając. - N-nie m-możesz mnie t-tak po-po prostu z-z-zostawić...
Przytuliłem się do jej nieruchomego ciała...była taka zimna...
- NIEEEE!!! - Wykrzyknąłem unosząc głowę. Łzy utworzyły pod moimi łapami wilgotną kałużę. Po chwili znów wtuliłem się w futro Mysiej Skórki. - Moja najdroższa wojowniczko...kocham cię z całego serca...
Polizałem ją między uszami...dotknąłem jej nosa moim, ostatni raz dzieląc języki. Usiadłem i spojrzałem w dół, na ciało ukochanej. Otarłem łapą łzy, lecz oczy wciąż szkliły mi się z rozpaczy. Uniosłem głowę i wydałem z siebie niskie, pełne żalu miauknięcie. Po chwili reszta kotów przyłączyła się do opłakiwania zmarłej wojowniczki.
Nagle jednak wszyscy nastawili uszu, słysząc jak ktoś bierze głęboki oddech, brzmiało to tak, jakby któreś z nas właśnie wystawiło łeb z pod powierzchni wody. Otworzyłem oczy patrząc na Mysią Skórkę. Jej klatka piersiowa co chwilę podnosiła się i opadała.
- MYSIA SKÓRKO! - Rzuciłem się jej od razu na szyje. - MYŚLAŁEM, ŻE CIĘ STRACIŁEM!
- Nie opuszczę cię nigdy, mój drogi... - Odpowiedziała jeszcze lekko zdezorientowana.
Spojrzałem na resztę kotów. Wszyscy patrzyli na to dość zaskoczeni, jednak w oczach wielu z nich, dostrzegłem jakby radość...patrząc na uśmiechnięte Klany, ja także się uśmiechnąłem.
Ktosiełki? .3.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz