- Czekaj... To właśnie tędy mamy iść, tak?
- Tak... - Mruknął Płomienny.
- SOWI! WRÓBLI, MGLISTA ORAZ OBAJ TERMINATORZY ZA MNĄ! RESZTA IDZIE ZA PŁOMIENNYM DO TEJ JASKINI! - Dawałam rozkazy kotom. Kiedy koty zaczęły iść do środka, Sowi spytał.
- Co mamy robić?
- To, co my umiemy najlepiej. - Powiedziałam z diabolicznym uśmiechem na pyszczku. Skręciłam lekko w prawo i po chwili można było zauważyć, małą dróżkę, która prowadziła w tą samą stronę co jaskinia. Tylko, że bardziej w górę... Zaczęłam się wspinać. Z tyłu usłyszałam marudzenie Wróblego.
- Czemu... My... Nie.. Latamy....
- Bo nie mamy tej części ciała zwaną skrzydłami. - Powiedziałam słodkim głosikiem. - A TERAZ MARSZ! - Po jakimś czasie byliśmy już na samej górze. Okazało się że jesteśmy tuż pod walką między lisem, a kotami. - Wiecie co robić?
- Eee... Nie? - Spytała Wiewiórcza Łapa. Westchnęłam i pokazałam łapą na stertę kamieni. Reszta od razu załapała o co chodzi.
- Uwaga! - Krzyknął Sowi i rzucił w lisa kamieniem. Koty na dole zdziwione spojrzały w górę i kiedy nas zobaczyły, to lekko się oddaliły od lisa. Jedynie Cicha Gwiazda nie zważając na latające kamienie, walczył najbliżej lisa. Nagle Wróbli przez przypadek pośliznął się i spadł ze skarpy prosto na lisa. Cichy nie zwlekając wbił w lisa swoje pazury, a Sowi z Mglistą zrzucili największy kamień prosto na głowę lisa. Game over.
- Brawo! A teraz, RUSZAMY DALEJ! RUCHY, RUCHY, RUCHY! - Wykrzyczałam rozradowana i skoczyłam ze skarpy. Po chwili znowu ruszyliśmy. Przez to, że wiał wiatr, ledwie trzymaliśmy się na własnych nogach. Ale ja wszystko zrobię dla Ciernistej Duszy! WSZYSTKO! Zabiję borsuki, przeniosę góry, a nawet postaram się nauczyć Wróblego Płomienia dobrych manier, bo właśnie teraz próbuje zjeść lisi ogon. Czułam się jak na skrzydłach, których nie mam....
Ktoś? c: xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz