- Patrzcie! - pokazałem łapą na liść, który niesiony przez wiatr dostał się do środka.
Maluchy zaczęły do niego biec. Dalej nie mogłem przestać myśleć o moim śnie. Zaraz, zaraz... Jeśli zasnę, może przyśni mi się coś jeszcze? Prawie nikt się nie obudził, więc... Chyba mogę spać. Położyłem się, nie zwracając uwagi na to, że siostra na mnie patrzy. Zamknąłem oczy i po chwili zasnąłem.
Widziałem dwie sylwetki kotów, pędzących do jaskini, którą widziałem w poprzednim śnie. Jeden był tym kotem, którego wtedy zobaczyłem umierającego, a drugi to... Ja. Mały ja. Na moim karku była krwawiąca rana po ugryzieniu psa. Koty ze snu mnie ominęły, nie widziały mnie. Wbiegłem za nimi do jaskini. Słyszałem rozmowę kotów i przed jaskinią szczekanie wściekłych psów, które nie mogły się tam dostać.
- Posłuchaj, Płomyk. - powiedział srebrny kocur - Ja odwrócę uwagę psów, a ty uciekaj. Rodzeństwo na Ciebie czeka, mały.
- Ale ja nie mogę cię zostawić, jesteś dla mnie jak ojciec! Nie mogę odejść bez ciebie! Ty uciekaj, ja odwrócę ich uwagę! - płakałem mały ja.
- Proszę, uciekaj stąd... - błagał wręcz kocur.
- D-dobrze... - mały ja przytuliłem go.
- Będę z tobą... Na zawsze będę cię chronił w Gwiezdnym Klanie. - kocur polizał Płomyczka, czyli mnie, pomiędzy uszami.
Mały ja wybiegłem z jaskini, a kocur za mną, ale rzucił się na jednego z psów, a inne zaczęły go gryźć. Pobiegłem za... Samym sobą. Widziałem jak rudy kociak pędzi, aż zrobiło się jasno, prawie w ogóle nie odpoczywał. Potem padł pod jakimś drzewem. Jego rana dalej krwawiła. Mały zakrył przednimi łapami błękitne oczy i zaczął cicho płakać. Wtedy wszystko to sobie przypomniałem... Ten kocur... To był brat naszej matki... Mój wujek... Nagle zza krzaków wyszło moje rodzeństwo. Cichy, Złocista i Srebrzysta.
- Co się stało?
- Dlaczego krwawisz?
- Gdzie byłeś?
Nagle ponownie zrobiło się ciemno i...
Otworzyłem oczy. Obudziły się już prawie wszystkie koty, w tym też moje rodzeństwo. Cichy i Złocista mi się przyglądali.
- Płomienny...
- Mówiłeś coś przez sen. - powiedziała Złocista.
Byłem w takim szoku, że nie mogłem wymówić słowa.
- O-on... Dlaczego... On poświęcił za mnie... ż-życie... - wyszeptałem, ale na tyle głośno, żeby to usłyszeli.
Wymienili zaniepokojone spojrzenia.
Nie wierzę... Dlaczego wujek to zrobił? Czemu poświęcił za mnie życie?
Patrzyłem na swoje przednie łapy dalej leżąc.
Złocista albo ktoś? c:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz