Kotka ponownie na mnie skoczyła. Tym razem udało jej się mnie przewrócić. Nasze pazury były schowane, nie chcieliśmy sobie przecież zrobić krzywdy. Lekko kopnąłem ją w brzuch. Odleciała długość ogona ode mnie. Wstałem z ziemi. Skoczyłem na nią i poturlaliśmy się po ziemi. Nagle wpadliśmy w drzewo.
- Błękitna Łapo, żyjesz? - zapytała.
Kręciło mi się w głowie.
- Tak! - przewróciłem ją.
Zaśmialiśmy się.
Nagle poczułem zapach jakiegoś kota... z Klanu Dnia.
- Kto tu idzie? - zapytałem.
Wiewiórcza Łapa przez chwilę milczała, po czym odpowiedziała...
Wiewiórcza? Ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz