7 wrz 2015

Od Złocistej Gwiazdy

Pada, pada i pada.... Ile to już pada? Całe ranek? Możliwe że więcej...
Popatrzyłam na koty. Takie różne i takie same.... Wróbli kleił się jak zwykle do Mglistej, Wiewiórcza rozmawiała z Błękitnym a Jastrzębi przytulał się do Ciemnej... Zaraz, co?! .... Dobrze, że przynajmniej z takiego samego Klanu...
- Bracia... - Szepnęłam do kocurów, żeby na chwilę mnie posłuchali. - Ja zacznę Zgromadzenie. Mam coś ważnego do powiedzenia.- Pokiwali na znak, że się zgadzają. - Podeszłam bliżej skały, popatrzyłam na chwilę na koty i zaczęłam.
- Słuchajcie mnie! Dzisiaj miałam sny, prorocze sny. Widziałam powódź, a w niej topiące się koty. Widziałam też ogień, palący się Obóz Klanu Świtu.... Ale to nie to było najgorsze. Widziałam też Dwunogi. Pewnego dnia przyjdą tu, ze swoimi potworami i zniszczą nasze Obozy, cały las! - Ostatnie zdanie wykrzyczałam, żeby do każdego dotarła straszna wiadomość. Nawet Wróbli patrzył przerażony. - W snach (bo miałam dwa) spotkałam również koty z Gwiezdnego Klanu. Kryształowe Serce - matkę przywódców czterech Klanów oraz Osetową Skórkę - moją mistrzyni.
- Tą starą wariatkę? - Spytał z niedowierzaniem Płomienna Gwiazda. Wysłałam mu zza ramienia mordercze spojrzenie typu: Odezwij się jeszcze raz, a oberwiesz w ranną łapę. Ten podkulił się w sobie i spojrzał na górę, jakby tam znalazł coś godnego uwagi. Nie zwracając już na niego wróciłam do przemowy.
- Obie ostrzegały mnie o niebezpieczeństwie. Ale żadna z nich nie powiedziała co mamy zrobić, by się uratować.
- To znaczy, że nie ma dla nas ratunku? - Spytała Słoneczna Kita, przyciągając do siebie swoje kocięta. Wszystkie koty zaczęły nawzajem się przekrzykiwać. Cicha Gwiazda starał się uciszyć tłum kotów. Na próżno. Nagle Wiewiórcza Łapa pisnęła w głośności śpiewania Wróblego, przez to większość kotów musiała zatkać sobie uszy.
- Dziękuję Wiewiórcza Łapo. - Powiedziałam a ta napuszyła się z dumy.
- Czy jeszcze masz coś do powiedzenia Złocista Gwiazdo? - Spytał  Cichy.
- Tak mam. W śnie widziałam również górę. W samym jej środku istniał wodospad, która spływał w dół tworząc strumień czystej, pitnej wody. Dookoła góry był las. Z tłustą zwierzyną, łatwą do zapolowania. Dalej ciągnęły się jeszcze inne tereny, po strome zbocza po równiny. Wszystko zielone i obfite w zwierzynę.
- Ale co to oznacza? - Spytał Sowi.
- Możliwe że.... Musimy się przenieść w tamte tereny. - Rzekłam po chwili namysły.
- Ale my nawet nie wiemy gdzie one są! - Oponował Płomienny.
- Wyruszając w taką podróż nieznane, zginiemy, a na pewno zginą nasze kocięta! - Wykrzyczała Czerwonopręga. Akurat kiedy ona mówiła, na dobre się rozpadało. Nie znaczy, że wcześniej mocno nie padało, ale teraz... Do środka jaskini wtargnął wiatr, wlało się też trochę wody z burzy, można było zobaczyć błysk błyskawicy, a potem ziemia się zatrzęsła od walnięcia w ziemię. Zaczęła się burza i to na dobre....
- Uważajcie na siebie! Niech matki pilnują kociąt! Musimy przeczekać burzę! - Chociaż zdzierałam z siebie gardło to i tak prawdopodobnie mnie nikt nie usłyszał. Nagle wszystko ucichło w mojej głowie i jedynie co słyszałam to głos Kryształowego Serca. Pierwsza plaga.... Tuż przed wami.... Tylko przeżyją zwycięzcy.... Skupiając się na jej głosie nie zauważyłam jak woda na dobre wtargnęła do jaskini. Z przerażeniem zobaczyłam przed sobą falę wody, zamarłam a ona mnie wciągnęła do siebie....

Ktoś? c: Wybaczcie... Ale jest burza i po prostu nie mogłam nie wykorzystać okazji na pierwszą plagę. c: Dx :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz