- Ta róża jest dla ciebie. - Powiedziałem kładąc kłującego potwora tuż przed Mglistą.... Długo będę wyciągał te kolce z języka..
- Dziękuję.... - Mruknęłam Mglista. Nie wiedząc co jeszcze powiedzieć przesiedzieliśmy trochę czasu a ja się (chyba niezbyt dyskretnie) przyglądałem mojej pięknej krówce... Nagle przypomniałem sobie, że mam na karku ten cuchnący kwiatami ogon. Również go zdjąłem i owinąłem go wokoło jej szyi. Już nic nie mówiąc wstałem i skierowałem się zaciekawiony do grupki medyków i opowiadającego o tym że kiedyś tam parę trylionów miesięcy temu pokonał taaaaaaaaaaaaaaaakiego borsuka. Ja i tak uważam że to zombi. Tylko czeka na odpowiednią okazję... Nagle poczułem jak coś ruchliwego i piszczącego na moim ogonie. Podniosłem go i zobaczyłem cała dzieciarnię wszystkich Klanów przyczepionych do mojego biednego ogona.... Że co?! Jak oparzony zawyłem i zacząłem kluczyć wokół roześmianych kotów patrzących na tą scenę. Nagle zobaczyłem Mglistą, która też się śmiała.... Zatrzymałem się chociaż i tak jeszcze parę długości myszy jeździłem na łapach.
- To co paskudy? Czego chcecie? - Mruknęłam odwracając się do nich. Większość z nich w czasie zatrzymania wylądowało na mój biedny grzbiet. I teraz tymi wielkimi patrzałkami na mnie się gapiły... Ohyda. - Dobra, mała rundka po okolicy a potem się odczepicie, jasne? - Mówiąc to ruszyłem się i zacząłem im opisywać wszystkie napotkane koty. Nagle potknąłem się o coś i walnąłem nosem o ziemię. Ale nie to było najgorsze.... W powietrzu latały kociaki!! Zaraz... Co??!! Nagle wszyscy zamarli ze strachu, a tuż po chwili matki wszystkich kociąt zaczęły lamentować. Były za daleko od kociąt, a najbliżej był... JA?! Nie otrzepując się wstałem i wskoczyłem w stronę nadal latający czy już raczej spadających kociąt. Jednego złapałem w pyszczek, inne wpadły mi na grzbiet a jeszcze inne wgryzły mi się w ogon. Po chwili wylądowałem z hukiem jeżdżąc brzuchem po ziemi... Co ja muszę wyczyniać... Nagle coś plasnęło mi na głowę. Okazało się, że to Kruczka która śmiejąc się machała łapkami i z nieukrywaną radochą coś tam bulgotała. Od razu otoczyły mnie trzy matki i sprawdzały czy ich pociechy są całe i zdrowe. Kiedy okazało się, że wszystkie są tylko jeszcze bardziej uśmiechnięte, kocice mnie otoczyły z pretensjami w głosie.
- Wróbli jak mogłeś?!
- Co z ciebie za kocur?! - Ja jedynie łapami zatkałem uszy i starałem się zniknąć.
- Czekajcie! - Krzyknęła nagle szara kotka... Chyba Srebrne Serce. - To nie Wróbli jest winny, tylko Sowie Pióro! - Mówiąc to pokazała łapką na winnego. Medyk zrobił zdziwioną minę i rzekł.
- To jakieś bzdury! Nic takiego nie zrobiłem.
- Kłamiesz! - Kłótnia pewnie by się przedłużyła ale na skałę nagle wszedł Cicha Gwiazda (?) i za miauczał wzywając wszystkich na Zgromadzenie. Ucieszony że tym razem to nie ja jestem klapłem obok Mglistej, która ku mojej uciesze miała nadal na szyi ogon. Jeśli tylko będzie chciała, przejdę do jej Klanu! Byleby być tylko z nią!
Ktoś? c: (czytaj Cichy, Mglista, Płomienny a może nawet Sowi? xD :o)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz