6 wrz 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Popatrzyłem na łapę. Dalej bolała.
- Złamana i nie wiem, kiedy będzie z nią w porządku. - powiedziałem i westchnąłem cicho.
Niedługo będzie Zgromadzenie. Miałem ochotę znów obserwować koty, ale byłem zbyt zajęty rozmyślaniem o ostatnich zdarzeniach. Nie ma już kłopotów z włóczęgą, to są borsuki. Co będzie potem? Wszystkie koty znów zaczęły wracać do środka. Zacząłem lizać swoje futro na barku. Popatrzyłem na bliznę bo ataku borsuka. Pewnie zostanie mi już na zawsze. Usiadłem obok skały na którą zawsze wchodzimy podczas Zgromadzeń. Był późny poranek, a na niebie zebrały się ciemne chmury i po chwili zaczęło grzmieć. Będzie burza. Po prostu świetnie. Zawiał zimny wiatr, zadrżałem. Zobaczyłem, że kilka długości lisa ode mnie leży trzęsąca się Ciemny Strumyk. Podszedł do niej Jastrzębia Burza. Położył się obok niej jakby ogrzewając ją własnym ciałem. Kotka przez moment patrzyła na niego zdziwiona, ale po chwili uśmiechnęła się, położyła pyszczek na przednich łapach i zamknęła oczy. Uśmiechnąłem się lekko. Wszyscy się zakochują... Oprócz mnie. Postanowiłem jednak obserwować koty. Położyłem się. Czułem, że powoli zamykają mi się oczy. Śpij, Płomienna Gwiazdo. Nie zwróciłem uwagi na głosy w głowie, ale zasnąłem. Śpij...

Wszystko wokół było inne. Błękitne, co chwilę widziałem jakieś roślinki. Było dziwnie cicho, nie mogłem oddychać. Byłem pod wodą. Z każdą sekundą byłem coraz bardziej na dnie. Nad sobą widziałem tylko światło... Dużo światła. Popatrzyłem na swoją łapę. Nie była już złamana i mogłem nią normalnie ruszać. Jednak nagle zobaczyłem wiele krwi. Moje łapy były poranione. Bolały. Musiałem wcześniej iść naprawdę długo. Nagle zauważyłem, że do wody nade mną wskakuje kot. Płynie po mnie. Wszystko zaczęło się rozmazywać... Ale ten kot... To... Błękitna Łapa...

- Płomienny! - ze snu wyrwał mnie głos Złocistej.
Popatrzyłem na nią zdziwiony.
- Za chwilę Zgromadzenie. Przygotuj się czy coś tam. - mruknęła.
- Okej... - odpowiedziałem.
Było już południe. Chwilę sobie spałem. Rozejrzałem się. Ciemnej ani Jastrzębiego już nie było, koty powoli zaczęły siadać przed skałą. Wstałem i podszedłem do rodzeństwa.

Ktoś? c:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz