- Bracie, miej trochę kultury i wstań, albo własnoręcznie to zrobię. - Syknęłam cicho. Brat jednak nie wstał. Cichy nie wytrzymał i wziął Płomiennego za kark jak matka bierze kociaka. Płomienny i Cichy wreszcie się uspokoili i zajęli swoje miejsca, a ja zaczęłam mówić.
- Tak jak już mój brat, Cicha Gwiazda wspomniał - Włóczęga jest więźniem Klanu Dnia. Wiem, że zabił matkę terminatora z Klanu Świtu i że przez niego nasze Klany nie raz były wstrząśnięte, kiedy on znowu się pojawiał i pojawiał... Dzisiaj rozstrzygniemy, czy mamy go zabić czy zostawić przy życiu. Każdy z przywódców Klanu opowie jakie szkody wyrządził i czy jest za ukaraniem go śmiercią, czy też nie. Pozwólcie, że ja zacznę. Włóczęga parokrotnie zaatakował nasz Obóz i nie raz któryś z nas kończył z ranami na ciele. Przez niego Dębowa Dusza, nie może już dobrze funkcjonować. O mało co nie zabił Słoneczną Kitę i jej kocięta. Lecz dzięki szybkiej interwencji mojego wojownika - Wróblego Płomienia, Włóczęga został zatrzymany i na swój sposób ukarany. Oślepł i ma złamanych parę kości w niektórych miejscach. Uważam, że powinien żyć i zostać jeńcem w naszym Klanie na tak długo, dopóki nie nauczy się życia w Klanie.
- Powinien zginąć! - Wtrącił się Cichy. Po ''sali'' rozniosły się pomruki świadczące o tym, że są za moim bratem. - Klan Dnia najmniej ucierpiał i nie chce go teraz zabić bo nie mają nic mu do zarzucenia.- Syknął. Podeszłam do niego i szepnęłam mu do ucha.
- Bracie... Teraz jest moja kolej i daj mi w spokoje dokończyć, następnie wy możecie go winić. Jasne?
- Dobrze. - Mruknął wygładzając stojące futro.
- Zatem jak już mówiłam... Włóczęga powinien żyć! - Znowu po ''sali'' rozniosły się szepty, jednak niezbyt przyjaźnie skierowane wobec mnie i Włóczęgi. - Zrozumcie, zabijając go będziemy jak on. Zostawiając go przy życiu pozwolimy my się zmienić. A zresztą.. Jeśliby coś zrobił przeciwko Klanom, bez mrugnięcia okiem własnoręcznie go zabiję. Dziękuję. To wszystko co na razie chciałam powiedzieć. Płomienny? - Zwróciłam się do brata, który jak dla mnie zbyt długo siedział jak trusia. To było niepokojące. - Teraz ty. - Cofnęłam się parę kroków do tyłu, dając miejsce mojemu płomienistemu bratu. Zobaczymy, czy moje słowa coś dały...
Płomienny? .3.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz