3 wrz 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Kiedy wszystkie klany przygotowywały się do Zgromadzenia, ja siedziałem cicho z boku i próbowałem nie robić NIC głupiego. A ponieważ było to trudne zadanie, musiałem coś robić, więc zacząłem obserwować koty. Tak, przywódca siedzi sobie i patrzy, co robią inni. Musieli czuć się dziwnie wiedząc, że ich obserwuję. Ale przynajmniej mi się nie nudziło. Cały czas działo się coś ciekawego. W pewnym momencie Wróbli Płomień się przewrócił. Ja widziałem, o co się potknął. Otóż medyk z mojego klanu, Sowie Pióro, sprytnie wyprostował swą kończynę. Wolałem jednak pozostać cicho i potem z nim porozmawiać. Zająłem się patrzeniem na latające kociaki. Na szczęście wszystkie to przeżyły i nie były poszkodowane. Zaczęła się kłótnia pomiędzy matkami a Sowim Piórem. Nagle usłyszałem Cichą Gwiazdę. Zawsze zaczyna się, jak prawie się mordują i może być ciekawie. Nie biegłem jak szaleniec na skałę, wstałem i tam potruchtałem. Usiadłem obok brata patrząc, jak wszystkie koty siadają i na nas patrzą. Tylko kociaki bez przerwy się bawiły i zaczepiały różne koty. Przez ten księżyc działo się tak wiele, że nie wiedziałem, czy dam radę o wszystkim powiedzieć, jeśli już będę musiał. Szanowny pan morderca-włóczęga jest teraz więźniem Klanu Dnia. Nie widziałem go nigdzie. Będę z chęcią za zabiciem go, w końcu zamordował Szarą Mordkę. Od tamtej pory Błękitna Łapa się zmienił. Jest mniej wesoły niż wcześniej. Nieraz zastanawiam się, czy jest tak już na zawsze. Czy zmienił się i nigdy nie będzie taki sam. Popatrzyłem na terminatora, który siedział obok Wiewiórczej Łapy, zauważyłem, że ostatnio się zaprzyjaźnili. Musiałem zobaczyć, czy członkowie mojego klanu zachowują się w miarę normalnie, bo całkiem to się nie da. Sowie Pióro patrzył na Wróblego Płomienia jakby miał się na niego zaraz rzucić, Czerwonopręga siedziała i obserwowała Dymną, a Mgliste Futerko siedziała obok kota z Klanu Dnia. Chyba zachowują się wystarczająco w miarę normalnie, bo nie chce mi się ich uspokajać, co i tak pewnie by się dla mnie skończyło śmiechem, bo mnie bawi nawet to, w jaki sposób liście spadają na ziemię. Od tego dnia zawsze zbliżając się do Sowiego Pióra będę patrzył pod swoje łapy, bo jak jego kończyna znów powróci z emerytury, będę miał spłaszczony pyszczek, pewnie złamaną łapę i krwotok wewnętrzny. Nagle, gdy dalej obserwowałem koty, spojrzenie Sowiego z moim spotkało się. Ale to oznacza wojnę i to taką na wzrok. Dalej patrzył mi w oczy swym prawdziwie zabójczym wzrokiem, którym to zwykle na mnie patrzył, gdy rozmawiałem z Mglistą. To jest wojna, koty, to jest wojna. Zależy od niej wszystko, nawet moje życie. Już prawie się poddałem, ale... Cicha Gwiazda przemówił. Prawie dostałem zawału. 
- Przez ostatni księżyc działo się bardzo wiele rzeczy. - zaczął, a ja wziąłem głęboki oddech, żeby pozbierać się po szoku wywołanym nagłym przerwaniem mojej wojny z Sowim. - Klan Dnia ma także więźnia. Ten kocur wielokrotnie nas atakował, a także zabił wojowniczkę z Klanu Świtu. 
Błękitna Łapa nagle posmutniał. Współczułem mu.
Włóczęga nagle, jakby znikąd, pojawił się obok Dębowej Duszy, ale pewnie siedział tam cały czas. Byłem zbyt zajęty wojną z medykiem.
- Na tym Zgromadzeniu zadecydujemy, czy ten kot przeżyje, czy zginie. - powiedział mój brat.
Mówił coś jeszcze, ale nie słuchałem, bo zauważyłem, że do więźnia zbliżają się kociaki. Przednie łapy kocura były czymś związane, żeby nie uciekł i nie zabił się na jakimś niby bezbronnym drzewie. Kociaki zaczęły go pchać w bok, aż on z sykiem przewrócił się i leżał. Ledwo powstrzymywałem się od śmiechu, kiedy wszystkie maluchy zaczęły go turlać po ziemi i śmiać się.
- E-ej, zostawcie mnie! - syczał kocur.
Ciekawe, skąd tyle siły...
Wszyscy tam popatrzyli ze zdziwieniem, a ja zasłoniłem łapą pyszczek, żeby ukryć, że się uśmiecham i ledwo powstrzymuję przed śmiechem.
Kociaki dalej go turlały, koty zaczęły się cicho śmiać, ja po chwili też, jako jedyny z przywódców. Cicha Gwiazda popatrzył na mnie wielkimi, pełnymi wściekłości oczami, ale nie mogłem przestać.
- Uspokój się! - szepnął.
- Heheheh... N-nie mogę... - jęknąłem, prawie się przewracając.
Kiedy miejsce naszego Zgromadzenia zaczęło się kończyć kamienną ''ścianą'', małe się nie zatrzymały. Włóczęga został przygnieciony. Wtedy nie wytrzymałem i wybuchnąłem takim śmiechem, że całe moje rodzeństwo podskoczyło ze strachu, a ja turlałem się po skale tam i z powrotem.
Usłyszałem śmiech Mglistego Futerka i Błękitnej Łapy. Po chwili już tylko leżałem na skale na grzbiecie z łapami do góry i otarłem łzę z oka. Współczułbym włóczędze, gdyby nie był... Sobą.
- Płomienny, to Zebranie! I tak jesteś uważany za Mysiego Móżdżka, ale nie pogarszaj tego! - syknął mój brat.
Przez dłuższy moment milczałem, starając się nie popłakać ze śmiechu.
- Ja... - zaśmiałem się - Ja jestem z nich po prostu dumny...
- Dumny? - zirytował się.
- Kto widział kociaki w takiej epickiej akcji?
Dalej nie wstałem. Leżałem sobie na skale, podczas Zebrania. Nie chciało mi się wstawać. Wszystkie koty pewnie już czekały na to, żebyśmy mówili.

Ktoś? xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz