Pierwsze co ujrzałam po rozwarciu swoich oczu to Osetową Skórkę robiącą do mnie jakieś dziwne minki. Kiedy zobaczyła, że już się obudziłam, wykrzyczała.
- Witaj moja droga! Piękny dziś dzionek mamy, co nie?!
- Cudowny.... - Mruknęłam i wstałam czekając, aż moja była mistrzyni przypomni sobie, po co tu jest.
- Chcesz nadziewanego ziołami wróbla, czy zapiekaną mysz? - Spytała i o dziwo w przednich łapkach miała oba przysmaki. Pamiętam, że jak jeszcze byłam mała to Osetowa była sławna z robienia takich delikatesów. Ale wracając do rzeczywistości....
- Podziękuję. Ale wiesz Osetowa Skórko... Że ja umarłam? - Spytałam w prost.
- No przecież wiem. I dzięki temu, że umarłaś, to możesz już na zawsze być ze mną i ze swoją matką... Czyż to nie cudowne? - Spytała szczęśliwa połykając w całości wróbla.
- Ale ja.... Mam jeszcze 8 żyć. - Mruknęłam a Osetowa aż wypluła parę piór.
- ALE TY NIE JESTEŚ PRZYWÓDCZYNIĄ! A może jesteś?
- Jestem... - Jeszcze chwila i sama zacznę myśleć, że nią nie jestem....
- Hmmm... Ach! Coś sobie przypominam... Jak to szło...? AHA! EUREKA! -Wykrzyczała i aż wstała z tej euforii. - W tym życiu daję ci.... - Zaczęła poważnym głosem, lecz chyba zapomniała mi to ''coś'' dać. - Hmm... ACH! SIŁĘ!
- Ale siłę czyli, że będę dwukrotnie silniejsza niż byłam, czy że będę silniejsza emocjonalnie? - Spytałam po chwili namysłu.
- A bo ja wiem? - Nagle poczułam, że moje powieki robią się strasznie ociężałe... - Miłego looooooooooooooootttttttttuuuuuuuuuuuuuuuuu!
Bum. Bum. Bum. Słyszę bicie swego serca... Czyli żyję! Z ulgą wyplułam całą zawartą we mnie niepotrzebną wodę. Po chwili również moje uszy zaczęła sygnalizować o wielu krzykach i szumiącej wodzie. Kiedy usłyszałam, że ktoś woła i próbuje do mnie podbiec, z trudem otworzyłam oczy. Nade mną widziałam Czerwonego Liścia, który kiedy zobaczył, że oprzytomniałam, spytał się.
- Straciłaś życie?
- Tak... - Mruknęłam ospale, a po chwili dotarło do mnie, że jestem w POŁOWY W WODZIE! Z sykiem wyszłam, a raczej wyskoczyłam z niej i lekko się tocząc przy każdym kroku jak Wróbli kiedy walną się w pieniek, dotarłam do najbliższego drzewa, ciągle mrucząc.
- Woda, wszędzie woda... Woda, wszędzie woda....
- Wszystko dobrze, siostro? - Spytał po chwili Płomienny podpierając się o Błękitnego.
- Czy wszystko dobrze..... CZY WSZYSTKO DOBRZE?! NIE! - Wykrzyczałam i spojrzałam na dwóch kocurów szalonym wzrokiem. Zaczęłam trząść bratem, tak że ten się bujał. - NIC NIE JEST DOBRZE! TU JEST WODA! WSZĘDZIE WODA! A JA SIĘ BOJĘ TEGO ŻYWIOŁU!
- Ale-my-jes-tś-my-ko-ta-mi.-A-ko-ty-bo-ją-się-wo-dy. - Wysylabizował w trakcie bujania płomienny kot.
- ALE JA SIĘ BOJĘ BARDZIEJ NIŻ NORMALNY KOT! ZATEM CZEŚĆ! - Puściłam brata, a ten z odrzutu poleciał w bok. Zdążyłam jeszcze tylko usłyszeć od brata kiedy wstawał.
- Czy ona oszalała? Puszczając to mimo uszu weszłam na drzewo i usiadłam obok Słonecznej i Wiewiórczej, które starały się utrzymać pięć kociaków na raz. Bez pytania wzięłam Kwarcka i starałam się uspokoić. Co było trudne. Nagle zaczęłam się rozglądać szukając wzrokiem swojego drugiego brata. Ale nie znalazłam. Cichy przepadł jak kamień w wodę.....
Cichy? c: TWOJA KOLEJ! xD :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz