5 wrz 2015

Od Płomiennej Gwiazdy

Przez ciemny las biegł jakiś kot. Widziałem tylko sylwetkę i parę zielonych oczu. Była noc. Nie zastanawiając się nawet, co tam robię, pobiegłem za nieznajomym. On jakby przede mną uciekał, ale nagle się zatrzymał. Odwrócił się w moją stronę.
- Kim jesteś? - zapytałem, ale on nie odpowiedział.
Przeszliśmy przez krzaki i wtedy zobaczyłem wielką skałę, w środku było wąskie wejście do jakiejś jaskini. 
- Co to za miejsce? - zdziwiłem się, ale nieznajomego kota już nie było.
Westchnąłem. Powoli zaglądnąłem do środka i ostrożnie postawiłem tam przednią łapę. Do środka wpadało światło księżyca. Pośrodku była mała, płaska skała, a na niej leżał jakiś kot... Powoli się zbliżyłem. W jaskini było mokro, a woda kapała co chwilę na moje futro. Przyjrzałem się uważnie kotu. Miał długie, srebrzyste futro w ciemne pręgi, pędzelki na końcach uszu i lekko otwarte, błękitne oczy. Skądś go znałem. Tak, chyba wiem kto to... Nagle zauważyłem, że z jego pyszczka leje się krew. Otworzył szeroko oczy, patrząc na mnie.
- Co... Co się stało? - byłem zdezorientowany.
Już wiedziałem kto to, ale wspomnienia widziałem jak przez mgłę... Siedzę, ten kocur odchodzi... Co dalej? Nagle wszystko zaczęło robić się ciemniejsze, coraz mniej widziałem.
- N-nie, wracaj! - krzyknąłem, ale było za późno.

Zerwałem się na łapy. Wiele kotów jeszcze spało, ale niektóre już się obudziły. Dyszałem, zdziwiony snem. 
- Płomienna Gwiazdo, wszystko w porządku? - usłyszałem swoją zastępczynię, która leżała kawałek dalej i najwyraźniej dopiero się obudziła, bo tylko jedno oko miała otwarte.
- Tak... To tylko zły sen. - wymusiłem lekki uśmiech.
Kotka skinęła łebkiem i ponownie zasnęła.
Głód z poprzedniego dnia o sobie przypomniał. Czułem się, jakbym umierał. Muszę coś zjeść. Tym razem bez spotykania nowych członków.
Po prostu wybiegłem na zewnątrz. Świeże powietrze, lekki, chłodny wiatr. Potruchtałem w las. Chwilę szukałem zdobyczy, ale wreszcie zobaczyłem wiewiórkę jedzącą coś obok drzewa. Zaczaiłem się, powoli zbliżając do ofiary. Potem odbiłem się tylnymi łapami od ziemi i szybko złapałem wiewiórkę. Powinienem najpierw dać jeść klanu, ale gdybym tak zrobił, padłbym  i zginął na miejscu. Zacząłem jeść. Po śniadaniu upolowałem dwa ptaki i położyłem obok śpiącego jeszcze rodzeństwa. Usiadłem. Polizałem swoją przednią łapę a potem potarłem nią o ucho. Potem obserwowałem budzące się koty. 

Ktoś? Płomienny ma dziwne sny :O

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz